www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Piotr Krzystek: Im nie chodziło o "Pogoń"
Rozmowa z prezydentem Szczecina Piotrem Krzystkiem.
Dziś Sąd Najwyższy ma rozstrzygnąć sprawę odszkodowania, jakiego żąda od gminy Szczecin spółka Mat Trade. Chodzi w sumie o 38 mln złotych. Według reprezentantów firmy, spółka straciła, bo miasto nie wywiązało się ze zobowiązań jako udziałowiec SSA „Pogoń” i nie przekazało Mat Trade gruntów wokół stadionu przy ul. Karłowicza. Przedstawiciele gminy twierdzą, że miasto gruntów oddać nie mogło, bo Mat Trade nie wywiązał się z podstawowego obowiązku wobec SSA „Pogoń”, czyli utrzymania drużyny na pierwszoligowym poziomie.
Sąd polubowny, który rozstrzygał roszczenia Mat Trade, argumentów miasta nie wziął pod uwagę i przyznał wielomilionowe odszkodowanie. Dwukrotnie Szczecin wygrywał zablokowanie odszkodowania, jednak ostatni wyrok sądu apelacyjnego przesądził o przyznaniu pieniędzy Mat Trade. Gminie pozostało zwrócenie się do Sądu Najwyższego. Jego rozstrzygnięcie może być już ostateczne w tej sprawie. Dziś sędziowie SN mają ogłosić wyrok. W przeddzień ogłoszenia rozstrzygnięcia „Kurier” rozmawiał z prezydentem Piotrem Krzystkiem o powodach, które doprowadziły do sytuacji, w której miasto być może będzie musiało wypłacić odszkodowanie oraz o ewentualnych konsekwencjach dla budżetu Szczecina.
Panie prezydencie, jaki będzie wyrok Sądu Najwyższego w sprawie odszkodowania dla spółki Mat Trade?
- Nie wiem, ale musimy brać pod uwagę każde z trzech możliwych rozwiązań, w tym najgorsze - wypłatę ponad 38 milionów złotych odszkodowania. Trzeba sobie w tym momencie powiedzieć wprost: zapłacenie tego odszkodowania to znaczny uszczerbek dla budżetu Szczecina. Czegoś nie zbudujemy, będziemy musieli zrezygnować na przykład z nowego ronda albo kilkuset metrów nowej ulicy.
Uznanie roszczeń firmy Mat Trade i wypłata odszkodowania to jedno z możliwych rozstrzygnięć. Jakie są dwa pozostałe scenariusze?
- Jest wśród nich, oczywiście, ten najlepszy: Sąd Najwyższy, podobnie jak sądy dwóch kolejnych instancji odrzuci rozstrzygnięcie sądu polubownego i miasto nie będzie musiało płacić ani złotówki. Jest także rozwiązanie nieco gorsze - Sąd Najwyższy skieruje sprawę do ponownego rozpatrzenia. Wówczas gmina również nie płaci, ale ewentualne zobowiązanie nadal wisi nad nami. Za sukces trzeba już uznać to, że SądNajwyższy zdecydował się po raz kolejny zajmować sprawą. To niezwykle rzadka sytuacja i pokazuje, jak mocne mamy argumenty przeciwko rozstrzygnięciu sądu polubownego.
O czym prawnicy miasta próbowali przekonać sędziów Sądu Najwyższego?
- Wskazywali przede wszystkim, że rozstrzygnięcie o zobowiązaniu narusza zasady praworządności, że zawiera tyle braków i sprzeczności, że nie powinno być przyjęte. Przekonywali także, że miasto nie miało możliwości prawidłowej obrony.
Proszę powiedzieć, skąd w ogóle pojawiła się kwestia odszkodowania dla spółki Mat Trade? Jaka była geneza konfliktu, który może skutkować tak ogromnym uszczerbkiem dla budżetu Szczecina?
- Moim zdaniem, problem pojawił się już w chwili narodzin Sportowej Spółki Akcyjnej. Za czasów pierwszego zarządu Mariana Jurczyka wspieranego przez SLD fatalnie wybrano partnerów do współpracy przy budowie potęgi „dumy Szczecina”. Już niebawem okazało się bowiem, że wcale nie są zainteresowani piłką nożną, a atrakcyjnymi gruntami w centrum miasta. Im nie chodziło o „Pogoń”, ale o zysk. Futbol był na dalekim końcu. Fatalne rozwiązanie zwielokrotniła daleko idąca nieostrożność ówczesnych władz i wreszcie niespotykana w polskim samorządzie zgoda na sąd polubowny. Żaden z prezydentów polskich miast, z którymi rozmawiałem, nie zgodziłby się na zastosowanie takiego trybu rozstrzygania ewentualnych sporów z prywatną spółką. Jako prawnik chcę też przypomnieć, że instytucję sądu polubownego stosuje się przede wszystkim do rozstrzygania sporów gospodarczych na poziomie międzynarodowym.
To znaczy, że jeśli Szczecin będzie musiał zapłacić ponad 38 milionów złotych, to odpowiedzieć powinni członkowie zarządu Jurczyka?
- W sensie prawnym trudno mówić o ich odpowiedzialności. Niestety. Wybór sądu polubownego był i jest dopuszczalny. To jest jednak rozwiązanie nierozsądne i nie powinno się zdarzyć w relacjach gospodarczych samorządu.
Jeśli nie ówcześni politycy są wini, to może pan? Opozycja oskarża pana, że mógł pan jako zastępca Mariana Jurczyka w jego kolejnym zarządzie ograniczyć straty, dogadując się z Mat Trade. Twierdzą, że gdyby nie pańska postawa, firma otrzymałaby żądane grunty i nie oczekiwałaby dziesiątków milionów złotych odszkodowania.
- To nonsens. W 2003 roku został przeprowadzony audyt SSA „Pogoń”. Wynika z niego jasno, że firma Mat Trade jako udziałowiec spółki nie wywiązała się z podstawowego zobowiązania wobec „Pogoni” - finansowania jej na poziomie 7 milionów złotych, który założyciele sportowej spółki uznali za minimalny dla prowadzenia pierwszoligowego zespołu piłkarskiego. Z ustaleń biegłej jasno wynika, że w roku 2002 do kasy SSA „Pogoń” wpłynęło 5,95 miliona złotych. Kwota ta pochodziła z realizacji umowy z Canal+ oraz wpływów biletowych. Nakłady pana Lesa Gondora, który teraz żąda od miasta 38 milionów złotych jako rzekomego odszkodowania, wyniosły faktycznie zaledwie 500 tysięcy złotych. Co ciekawe, Gondor swobodnie wypłacał z kasy spółki na przykład ponad 300 tysięcy, które dopiero później zwracał z przeznaczeniem na pokrycie zobowiązań SSA „Pogoń”. Niestety, sąd polubowny w ogóle nie wziął pod uwagę tego, że to Mat Trade najpierw nie wywiązał się ze zobowiązań wobec „Pogoni”. Żaden prezydent, czy to Marian Jurczyk, czy ktokolwiek inny nie miał prawa w tych warunkach przekazać spółce Mat Trade gruntów wokół stadionu. Nieprawdą jest też, że miasto nie chciało wcześniej oddać ziemi. Przecież gmina za czasów prezydenta Runowicza była już u notariusza w tej sprawie. Jednak ówczesny właściciel Mat Trade - Sabri Bekdas nie stawił się i nie podpisał stosownych dokumentów. Zamiast tego mnożył kolejne żądania.
Według opinii przedstawicieli firmy Mat Trade, pan celowo spowodował, że podpisanie umowy było nierealne, bo nie chciał się pan zgodzić na porozumienie w sprawie modernizacji dróg.
- To znów nieprawda. Nie znając realnych kosztów modernizacji próbowaliśmy określić stopień zaangażowania spółki w przebudowę. Chcieliśmy znać nie kwotę, jaką gotowa jest firma zaangażować w modernizację układu drogowego, ale procent udziału. Przecież wówczas nie było wiadomo, jakie rozwiązanie komunikacyjne będzie tam przyjęte i czy będzie ono kosztować kilka milionów złotych, czy kilkadziesiąt, bo tyle mogłaby być warta budowa wielopasmówki i estakady nad torami.
Ale czy jest pan pewien, że miastu i tak opłaciłoby się oddać grunty, zamiast pójść na drogę sądową i teraz być może stracić prawie 40 milionów złotych?
- Paradoksalnie wcale nie jest wykluczone, że nawet jeśli zawarlibyśmy umowę dzierżawy, to i tak znaleźlibyśmy się w sądzie z takim samym wyrokiem. Akcje SSA „Pogoń” przechodziły bowiem z rąk do rąk. Nigdy pan Les Gondor nie powiedział, kogo tak naprawdę reprezentuje, Svenska czy Mat Trade.
Czy ewentualna wypłata 38 milionów oznacza koniec roszczeń związanych z SSA „Pogoń”?
- Nie mam pojęcia, jakie jeszcze żądania może stawiać pan Gondor. To kwestia wyobraźni jego czy też jego biznesowych przyjaciół. W tej chwili mówimy tylko o tej kwocie.

Rozmawiał: Artur Ratuszyński
Źródło: Kurier Szczeciński
Data: piątek, 30 stycznia 2009 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności