www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Grzegorz Matlak: Pogoń, zamiast nas jednoczyć, zaczęła dzielić
Rozmowa z Grzegorzem Matlakiem, byłym piłkarzem, członkiem zarządu Pogoni Szczecin SA.
Co, według pana, dzieje się ze szczecińską Pogonią? Miało przecież być tak pięknie: odrodzenie „Dumy Pomorza”, awanse rok po roku, wspaniała atmosfera na trybunach? Rzeczywistość wygląda jednak wyjątkowo szaro i mało optymistycznie...
- Szczerze mówiąc, wszystko to wyobrażałem sobie zupełnie inaczej. Odnoszę wrażenie, że entuzjazm minął, niektórych dopada zniechęcenie i niemoc. Pogoń, zamiast nas jednoczyć, zaczęła dzielić. Stanęliśmy w miejscu i chyba nie do końca wiadomo, w którą pójść stronę.
- Moim zdaniem atmosfera w klubie i na trybunach to w dużej mierze rezultat słabych wyników. Trudno o euforię, gdy zespół przegrywa i gra słabo. Ciężko i niezręcznie oceniać młodszych kolegów - piłkarzy, ale trochę dziwi mnie ich słaba forma. Przecież klub, w dużej mierze dzięki wsparciu miasta i takich firm, jak Bosman, PŻM, Zarząd Portu Szczecin-Świniujście, ZCH Police oraz tych wszystkich, którzy byli byli od początku z Pogonią Nową i przeszli do sportowej spółki, stworzył naprawdę dobre warunki. Tymczasem brakuje tej zaciętości, takiego zęba w walce, który dla mnie osobiście zawsze był bardzo ważny.
Mówi pan o słabych wynikach. Ale przecież cel był jeden: awans do I ligi. Wszyscy w klubie o tym wiedzieli i chyba wszystko powinno być temu podporządkowane?
- Oczywiście, że tak. Nikt nie dopuszczał myśli, że możemy grać ogony w II lidze. Tymczasem okazało się, że gdzieś zostały popełnione błędy. Widać nie wszyscy wyciągnęli wnioski z IV-ligowych rozgrywek. Wtedy wygraliśmy ligę, ale chyba nikt nie może być usatysfakcjonowany z poziomu, jaki zaprezentowali piłkarze. Przy takim budżecie powinniśmy przejść tę klasę jak burza.
- Nie wierzę, że obecni piłkarze Pogoni nie potrafią grać w piłkę. Obserwuję ich i widzę, że nie zawsze dają z siebie wszystko. Ktoś powie - bo czuje się nie najlepszą atmosferę w klubie. Ale co piłkarza, wobec którego działacze wywiązują się ze wszystkich zobowiązań obchodzi, że pani Jola podaje w klubie herbatę zamiast kawy? Nieporozumienia i spory nie powinny ich interesować. Mają jak najlepiej wywiązywać się ze swojej roli, czyli grać i wygrywać. Na tym polega profesjonalizm.

Nietrudno zauważyć, że odbija nam się czkawką to, co stało się przy okazji rozmów właścicieli Pogoni ze Zbigniewem Drzymałą. Środowisko zostało podzielone, bo jedni byli za fuzją, inni - nie. Teraz Drzymały już nie ma, ale podziały pozostały?
- Na pewno trudno zapomnieć tamte rozmowy, a w szczególności ich styl, zaproponowany przez dwóch większościowych udziałowców spółki (Artura Kałużnego i Grzegorza Smolnego - dop. łp). Jako przedstawiciel Pogoni Nowej, czyli tego organizmu, który ratował Pogoń w czasach Antoniego Ptaka, byłem pełen obaw i niepokoju. Nie potrafiono odpowiedzieć nam na wiele ważnych pytań, zbywano, nie informowano o postępach w negocjacjach. Czuliśmy się lekceważeni. Chcę wierzyć, że wynikało to z braku doświadczenia i pośpiechu wspomnianych panów, a nie ze złej woli. Ale dużo ważniejszym powodem naszego „nie” była obawa przed doprowadzeniem Pogoni do kolejnego upadku. To prawda - pan Drzymała to przeciwieństwo pana Ptaka, ale pewnych spraw nie udałoby się wyjaśnić i zabezpieczyć umową w pięć czy siedem dni. Nie byliśmy przeciwko panu Drzymale, ale nie mogliśmy się zgodzić na pospiesznie tworzoną fuzję.
- Zresztą.... Proszę sobie przypomnieć, że początki z panem Ptakiem też wyglądały obiecująco. Były nadzieje, był awans, pełne trybuny, pokaźny budżet. Potem wcielono w życie „brazylijski” pomysł i przeniesienie nas do Gutowa Małego.
Mamy więc Pogoń naszą, szczecińską, ale słabą, II-ligową...
- Jak już powiedziałem, też wyobrażałem sobie to zupełnie inaczej. Każdy z nas popełnił mniejsze lub większe błędy. Z perspektywy czasu można spekulować, czy Drzymała zaradziłby wszystkim naszym problemom. Mimo wszystkich „za” i „przeciw” uważam, że postąpiliśmy słusznie, nie tworząc fuzji.
- Teraz wszyscy patrzą na warszawska Polonię i myślą, że jej miejsce mogła zająć Pogoń. Ale nie zapominajmy, że tam jest silny sponsor, pan Wojciechowski, który po prostu odkupił miejsce w ekstraklasie od pana Drzymały. Propozycja dla Pogoni była inna: miała się połączyć z Groclinem, a większościowym udziałowcem miał być wielkopolski biznesmen. To, według mnie, spora różnica.
Pojawiały się takie głosy, że jako jeden z udziałowców zgodziłby się pan jednak na taką fuzję pod warunkiem intratnego stanowiska w nowej spółce?
- Też słyszałem te bzdury. Co tu komentować... Powiem tylko tyle, że podczas nocnych rozmów z panem Drzymałą propozycję współpracy otrzymałem. Jak widać, nie zmieniło to mojej decyzji.
Wraz z Dariuszem Adamczukiem był pan współzałożycielem i zawodnikiem drużyny Pogoń Szczecin Nowa, występującej w B-klasie. Niedawno wasze drogi się rozeszły. Czy jest szansa na ponowną współpracę i zjednoczenie wszystkich sił i piłkarskich autorytetów wokół Pogoni?
- Jeżeli jest dobra wola obu stron, porozumienie jest możliwe. Uważam, że osobiste spory czy różnice zdań nie powinny być przeszkodą w takiej współpracy. Niewątpliwie Pogoń powinna jednoczyć, bo Szczecin zasługuje na ekstraklasę!
Ale czy władze klubu, do których przecież i pan ze swoimi 6,25 procentem akcji się zalicza, mają pomysł na Pogoń?
- Sam pan wspomniał - tylko 6,25 procent... Ale mam nadzieję i głęboko w to wierzę, że tak, że pomysł jest! Inaczej cała ta zabawa nie ma sensu. Przede wszystkim potrzebna jest zgoda i świadomość, że każdy z nas chce dobrze. Być może różnimy się w szczegółach, proponujemy różne drogi, ale cel jest jeden: solidny klub w ekstraklasie. Ja cały czas ufam, że możemy to zrobić z pomocą sponsorów i przedsiębiorców ze Szczecina i regionu.
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Łukasz Parol
Źródło: Kurier Szczeciński
Data: piątek, 10 października 2008 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności