www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Grzegorz Matlak: Pogoń musi wrócić na salony
Grzegorz Matlak, choć występował w wielu klubach, to nigdy nie krył, że jego miejsce jest w Szczecinie. Dla swojego ukochanej Pogoni zgodził się nawet grać w B klasie! – I nigdy nie zapomnę tego sezonu. Mam całe archiwum zdjęciowe z tego okresu. Co to są za fotki? No choćby takie jak rywale przed meczem przebierają się w wozie strażackim – wspomina z uśmiechem zawodnik. Występy w podszczecińskich wioskach, to już jednak przeszłość. W tym sezonie Pogoń ma awansować do nowej II ligi. – Miałem nadzieję, że pomogę drużynie w najważniejszych meczach. Niestety, zdrowie już nie to co kiedyś i dlatego postanowiłem powiesić buty na kołku. Ale sercem będę z kolegami z drużyny – mówi zawodnik, który kilka dni temu rozwiązał kontrakt ze szczecińskim klubem.
Jak się Pan czuł na IV-ligowych boiskach? Dla zawodnika, który rozegrał 142 spotkania w ekstraklasie i grał w takich klubach jak Lech Poznań, Amica Wronki czy Groclin Grodzisk, to musiało być chyba spore przeżycie.
- Dla mnie nie było różnicy czy gram w ekstraklasie, czy w IV lidze. Z goli i ze zwycięstw cieszyłem się tak samo. Wiadomo, że poziom meczów jest niższy, ale w Szczecinie zawsze był dobry klimat dla piłki. Wróciłem do swojego miasta, do klubu, w którym się wychowałem i byłem z tego powodu bardzo zadowolony. Jestem przekonany, że w tym roku Pogoń awansuje, a później krok po kroku będzie się piąć w piłkarskiej hierarchii. Bo ten zespół musi wrócić tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do ekstraklasy.
Niestety, już bez Pana na boisku…
- Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad zakończeniem kariery. Niestety, zdrowie już nie to. Kilkunastoletnie treningi dały się we znaki. Mam poważne problemy z kręgosłupem i dlatego postanowiłem powiedzieć pas. Niby mówi się, że sport to zdrowie, ale ten wyczynowy ze zdrowiem ma niewiele wspólnego (śmiech). W związku z tym za porozumieniem stron rozwiązałem kontrakt z klubem. Chciałem dograć ten sezon do końca, ale nie udało się. Teraz będę kibicował kolegom z trybun.
Treningi w IV lidze są jednak chyba nieco lżejsze niż w ekstraklasie?
- A wcale, że nie. Pogoń nie będzie wiecznie grała w IV lidze, dlatego wszyscy w klubie starają się być profesjonalistami. Wielu rzeczy jeszcze się uczymy, ale podejście do treningów i przygotowanie do meczów jest już na naprawdę wysokim poziomie. Tak musi być, jeśli drużyna ma wrócić na piłkarskie salony. Poza tym Pogoń ma doświadczonego trenera (Mariusza Kurasa – dop. tom), który ma na swoim koncie wicemistrzostwo kraju oraz wprowadził GKS Bełchatów do ekstraklasy. On nie pozwala piłkarzom na lenistwo.
Swego czasu dla swojej ukochanej Pogoni był Pan gotów występować nawet w B klasie. Jak się grało na wioskach?
- Super! Mam setki zdjęć z naszych meczów. Bardzo miło wspominam ten okres. Jestem przekonany, że nie zapomnę tego sezonu do końca życia. Dzięki grze w B klasie poznałem wszystkie zakątki Szczecina, do których normalnie pewnie nawet bym nie dotarł. Zobaczyłem nieco inne miasto. A przy okazji poznałem mnóstwo naprawdę bardzo fajnych ludzi. A dlaczego zgodziłem się grać w najniższej lidze? Ponieważ jestem coś winny temu klubowi. To przecież tutaj stawiałem pierwsze kroki. Nie jestem zresztą wyjątkiem. Jest wielu piłkarzy, którzy są oddani swoim macierzystym klubom i na zakończenie kariery pomagają drużynie. W Szczecinie taką osobą byłem ja.
Z występami w B klasie na pewno wiąże się wiele śmiesznych i zaskakujących historii…
- Nie da się ukryć, że gra na tym szczeblu ma swój klimat. Widziałem na przykład jak rywale przebierają się przed meczem w wozie strażackim. Nam stworzono wówczas nieco lepsze warunki. Specjalnie dla nas zamknięto miejscową świetlicę. Atmosfera tych spotkań była naprawdę niesamowita. Zawsze też mogliśmy liczyć na kibiców. Jeździło za nami mnóstwo fanów. Na jednym spotkaniu było ponad dwa tysiące ludzi. Na B klasie to chyba rekord. I to w skali kraju.
Wasi kibice potrafią jednak sprawiać kłopoty. To właśnie z ich powodu większość rywali w IV lidze nie chce organizować meczów z Pogonią na własnych obiektach. Gracie więc niemal wyłącznie w Szczecinie. To spore ułatwienie w walce o punkty.
- Nie jest to żaden wyjątkowy przypadek. Podobne problemy miały GKS Katowice i Zawisza Bydgoszcz. Nas to niestety też spotkało. W poprzedniej rundzie graliśmy praktycznie tylko u siebie. I to co trzy dni! Ma to swoje dobre, jak i złe strony.
?
- Złe jest to, że piłkarze ogrywają się tylko na własnym boisku. Przez to nie zawsze radzą sobie na wyjazdach. Takie wpadki, jak ta ostatnia w Stargardzie, jest tego potwierdzeniem. A przecież przed Pogonią mecze barażowe o awans... Cierpią na tym także kibiców. Jaką atrakcją jest mecz Pogoni, skoro drużyna gra dwa razy w tygodniu? W innych miastach jest za to wielu kibiców, którzy chętnie by przyszli na nasz mecz. Z drugiej strony rozumiem kluby, które nie chcą organizować spotkań w swoich miastach. Wiem jakie są to koszty. Ich po prostu nie stać na przyjmowanie drużyn nazwijmy to kultowych, za którymi jeździ cała grupa fanów.
Pogoń w ostatnim czasie nie ma szczęścia do właścicieli. Po rządach Sabri Bekdasa, Lesa Gondora i ostatnio Antoniego Ptaka w Szczecinie została spalona ziemia. Serce musiało chyba Panu krwawić widząc jak klub idzie na dno?
- I dlatego postanowiłem działać. Na szczęście takich jak ja było więcej. Nie zmienia to faktu, że było mi bardzo przykro, gdy klub z takimi tradycjami i historią niemal zniknął z piłkarskiej mapy Polski. Niestety, ostatnio nie mieliśmy szczęścia do właścicieli. Przyjeżdżali z zewnątrz i od razu chcieli zrobić wielki interes. Rozumiem ich, bo futbol to biznes. Żeby jednak zbudować porządny dom trzeba zacząć od postawienia fundamentów. Oni o tym zapomnieli. Na szczęście teraz wszystko wraca do normy. Pogoń gra wprawdzie tylko w IV lidze, ale jestem zdania, że czasami lepiej zrobić krok w tył, by później iść już normalnie do przodu.
Z ostatnich prezesów Pogoni Panu najbardziej podpadł Antoni Ptak, z którym poszedł Pan na „wojnę”. Nie podobały się Panu zgrupowania w Brazylii?
- Te obozy nie były nawet takie złe. Stworzono nam tam świetne warunki do pracy, ale czy to normalne, żeby przez półtora miesiąca szlifować formę tysiące kilometrów od domu? O ile te zgrupowania mogłem jeszcze przeżyć, to skoszarowania w Gutowie pod Łodzią już nie. Przecież my na mecz u siebie mieliśmy dalej niż na wyjazdy! Poza tym byliśmy praktycznie odcięci od świata. Nie mieliśmy kontaktu z najbliższymi. Rozumiem, że to nasza praca, ale każdy człowiek potrzebuje nieco prywatności. Piłkarze także. A prezesa Ptaka szanuję. O to jaką klub prowadził politykę mam pretensje nie do niego, ale do ludzi, którzy go otaczali.
Mając w drużynie niemal samych Brazylijczyków pewnie nauczył się Pan portugalskiego?
- Jakoś nie dałem rady. Dużo łatwiej przyswajam sobie język angielski i niemiecki. Umiem jednak powiedzieć „dziękuję”.
Teraz Brazylijczyków już nie ma, są za to gracze z I-ligowym doświadczeniem. Magia Pogoni jest chyba duża skoro udało wam się namówić do występów w Szczecinie Pawła Skrzypka czy Radosława Bilińskiego…
- Z tym drugim znam się jeszcze z czasów juniorskich. Wprawdzie on wywodzi się z Myszkowic, ale większość życia spędził w Pogoni i bez większych problemów udało mi się go nakłonić do powrotu z Włoch. Paweł był pod ręką, bo w Świnoujściu. Nie kryję, że zależało nam na tym, by sprowadzić tych zawodników. Wyszliśmy z założenia, że w każdej drużynie musi być kilku bardziej doświadczonych graczy, choćby po to aby młodzież miała się od kogo uczyć.
A jak starszyzna radzi sobie z kondycją?
- Zapewniam, że nie odstają od kolegów z drużyny.
Czy to prawda, że w jednym z ostatnich spotkań ligowych udało się Panu strzelić gola bezpośrednio z rzutu rożnego?
- Tak i w ten sposób spełniło się jedno z moich piłkarskich marzeń. Kiedyś jako młody chłopak chodziłem na mecze Pogoni. Na jednym z nich zobaczyłem jak Marek Ostrowski dwa razy w ten sposób pokonał bramkarza rywali! To wtedy postanowiłem sobie, że również strzelę takiego gola. No i się udało! Późno, bo późno, ale zawsze. Będę miał więc co wspominać.

Rozmawiał: Tomasz Sikorski
Źródło: Tylko Piłka
Data: czwartek, 29 maja 2008 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności