www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Robert Kowalewski: Będę Jurkiem, bo to przeznaczenie
Rozmowa z aktorem Robertem Kowalewskim, który w filmie "90 minut" zagra Jerzego Hawrylewicza.
Hawrylewicz - w latach 80. piłkarz Pogoni Szczecin (87 występów, 12 bramek) w 1988 r. wyjechał do Niemiec i podpisał zawodowy kontrakt z Oldenburgiem. 20 kwietnia 1992 r. zawodnik dostał ataku serca. Przez kilka minut mózg był niedotleniony, a to spowodowało rozległe uszkodzenia półkul mózgowych. Od tamtego czasu piłkarz znajduje się w stanie śpiączki.
27 kwietnia w Oldenburgu odbędzie się kolejny mecz charytatywny, z którego dochód przekazany zostanie rodzinie. Ważniejszym wydarzeniem będzie film o Hawrylewiczu, który w tym roku będzie nakręcony. Autorem scenariusza jest Robert Kowalewski.
Kiedy rozpoczną się zdjęcia do filmu o Hawrylewiczu?
- Dokładnej daty nie mogę podać. Wszystko zależy od tego, jak szybko się przygotujemy. Obiecuję, że pierwszy klaps padnie najpóźniej we wrześniu.
Dużo zdjęć będzie kręconych w Szczecinie?
- Trzy dni spędzimy w Szczecinie. W filmie pokażemy miasto, stadion od zewnątrz i wewnątrz. Na stadionie będziemy kręcić zdjęcia pokazujące mecz Pogoni. W niej oczywiście Hawrylewicz w szczytowej formie. Zagrać na szczecińskim stadionie to dla mnie duże przeżycie. Przecież w tym mieście się wychowałem. Przed przyjazdem do Szczecina będziemy kręcić w Moryniu. Bardzo spodobało nam się to miasteczko mające ciekawą i starą architekturę. Właśnie w nim nakręcimy sceny z młodości i dzieciństwa Jurka. Ze Szczecina przeniesiemy się już prosto do Oldenburga. Ogólnie zaplanowaliśmy około 50 dni zdjęciowych. Dziewięć w Moryniu, trzy w Szczecinie i 38 w Oldemburgu.
Podpisaliście już z Pogonią umowę o współpracy?
- Nie. Jest ona w przygotowaniu. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony postawą zarządu klubu. Nikt nie robi nam żadnych problemów, wszyscy pomagają. Ze strony Pogoni najbardziej zaangażowany jest Grzegorz Matlak. Bardzo zachwycił się pomysłem nakręcenia filmu.
Film będzie w języku polskim?
- Pół na pół. Do momentu wyjazdu do Niemiec wszystko będzie mówione po polsku. To będzie mój pierwszy film, który zagram po polsku. W filmie zagrają też polscy aktorzy. Jedni z bardziej znanych to Marek Włodarczyk - kojarzony z roli komisarza Zawady, a Olaf Lubaszenko ma zagrać rolę trenera polskiej reprezentacji.
Widział pan na żywo jakikolwiek mecz Hawrylewicza?
- Niestety nie. Wiem jednak, jakim był piłkarzem i jak poruszał się po boisku. Dostałem kasety z jego meczami w Niemczech.
Ciężko jest doprowadzić do realizacji filmu o piłkarskiej tematyce?
- W moim przypadku nie było ciężko. Chciałem przedstawić historię, która nie jest fikcyjna. Temat jest bardzo dobry i na pewno zainteresuje ludzi. Chcemy pokazać Jurka nie tylko od piłkarskiej strony. Przedstawimy także jego relacje z żoną i dziećmi. Wpływ jego sukcesów i porażek na rodzinę.
Jak wyglądały pana przygotowania do wcielenia się w rolę piłkarza?
- Rozmawiałem z wieloma osobami znającymi Jurka. Kolegami z drużyny, reporterami, rodziną. To duża odpowiedzialność. Wiem, że taki ktoś żyje, a mnie w jego roli będzie oglądać jego rodzina i znajomi. Nie mogę wymyślić sobie postaci fikcyjnej. Przecież znało go wiele ludzi, a w grze widziało mnóstwo kibiców.
Jakim był człowiekiem?
- Wszyscy mówili, że był świetnym ojcem i mężem. Nie potrafił odmawiać przyjaciołom. W każdym meczu wymagał od siebie więcej. Zawsze chciał strzelać po trzy gole. Był nad wyraz ambitny na boisku i poza nim.
Trudno było przekonać żonę Hawrylewicza?
- Kiedy zadzwoniłem do pani Ewy powiedziała, że jestem czwartą osobą w kolejce do pozyskania praw autorskich. Później się spotkaliśmy i powiedziała żebym napisał kilka kartek scenariusza. Przedstawiłem jej mój pomysł na film. Stwierdziła, że nie zawiodę i dobrze opowiem historię. W ten sposób spełniło się moje marzenie o zrobieniu filmu poświęconego piłce.
Długo zastanawiał się pan nad pomysłem, zanim poprosił małżonkę Jerzego o zgodę?
- Nie. Wiedziałem, że chcę zrobić ten film, kiedy tylko poznałem historię Jurka. Udało mi się doprowadzić przedsięwzięcie do tego etapu, bo wierzę w przeznaczenie. Proszę sobie wyobrazić, że Jerzy i ja graliśmy w Stali Stocznia na tej samej pozycji i wyjechaliśmy z Polski w tym samym roku. Nawet daty narodzin naszych synów są takie same. Pomyślałem, że tu nie może być przypadku i muszę zrobić ten film.
Widział pan Hawrylewicza w śpiączce?
- Tak. Pierwszy raz w 2006 r. Normalnie nie reaguje na nic, patrzy się tylko na wprost. Gdy wszedłem do pokoju i żona powiedziała mu, że zagram go w filmie, skierował wzrok w moją stronę. Takie coś zdarzyło się tylko raz. Lekarze twierdzą, że Jurek nie ma żadnych szans na wyjście z letargu. Pod względem fizycznym wygląda bardzo dobrze, a przecież w bezruchu spędził już 16 lat.
Który z dotychczasowych filmów o tematyce piłkarskiej podobał się panu najbardziej?
- "Gol" jest całkiem fajny. Za mało jednak skupiono się na przedstawieniu postaci. Mój film będzie bardziej ambitny. W 60 proc. pokażemy życie prywatne bohaterów, a piłce poświęcimy tylko 40 proc. Chodzi mi o to, by film był wartościowy nie tylko dla piłkarskich kibiców, ale także dla tych, którzy sportem się nie interesują.
Myśli pan, że film odniesie sukces? Przecież Hawrylewicz nie był gwiazdą Bundesligi...
- Wierzę w sukces. Niemcy znają jego historię. Przyczynili się do tego piłkarze Bayernu Monachium i Dariusz Michalczewski, którzy organizowali dla jego rodziny mecze charytatywne. Media poświęcają dużo uwagi jego tragedii. Jurek zrobiłby większą karierę. Wiele osób nie mogło uwierzyć, że w 1988 r. wyjeżdża do trzecioligowego Oldenburga. Podjął decyzję ze względu na rodzinę. Chciał po prostu zarobić na jej godne życie. Jurek nie był wielkim piłkarzem, ale na pewno wielkim człowiekiem.

Rozmawiał: Marcin Nieradka
Źródło: gazeta.pl
Data: piątek, 8 lutego 2008 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności