www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Radosław Majdan: To na razie mój ostatni wywiad
- Nigdy w życiu nie powiedziałem, że rozstałem się z Dorotą, ponieważ ona miała problemy z alkoholemmówi Radosław Majdan w rozmowie z dziennikarzem MM Moje Miasto.
Wciąż utożsamiasz się ze Szczecinem?

-    Pozostał mi olbrzymi sentyment do tego miasta. Nawet kiedy grałem w Wiśle Kraków, czy w Turcji śledziłem losy Pogoni. Teraz, kiedy mieszkam i gram w Polonii Warszawa stale wchodzę na stronę internetową Portowców. Obserwuję, jak im się wiedzie. Wtrakcie meczów dzwonią do mnie znajomi i podają wyniki. Rzadko przyjeżdżam do Szczecina. Za każdym jednak razem spotykam się z przyjaciółmi i odwiedzamy miejsca, gdzie przesiadywaliśmy dawniej. Miasto pozostało w moim sercu i zagości tu na zawsze.
Czyli masz dobre wspomnienia?
- Tutaj się urodziłem, wychowałem, mam rodzinę i przyjaciół. Korzenie mam ze Szczecina. To, że mieszkam w Warszawie nie czyni mnie warszawiakiem. Jestem szczecinianinem i nim na zawsze zostanę.
Z pewnością twoim ukochanym miejscem jest stadion Pogoni.
- Nie tylko. Bardzo lubię Wały Chrobrego. Szczególnie latem można miło spędzić tam czas. Do moich ulubionych miejsc należy również Deptak Bogusława i Aleja Fontann. Mam kilka ulubionych knajp i restauracji, do których chodziliśmy z rodzinami kiedy grałem w Pogoni. Tworzyliśmy wówczas drużynę, która się dobrze znała, rozumiała, dobrze czuła w swoim towarzystwie i przyjaźniła. To były piękne czasy.
A czego według ciebie brakuje Szczecinowi?
- Zdecydowanie starego rynku. Ma go każde większe miasto w Polsce. Jest w Krakowie, Warszawie, Poznaniu. Bardzo dużo ludzi spędza tam wolny czas. Zamiast siedzieć w domu wychodzą z całymi rodzinami na spacery, kawę czy piwo. U nas tego nie ma, a może by coś takiego zrobić nad Odrą. Przyniósłby wiele korzyści i byłby wizytówką miasta.
Co cię pasjonuje oprócz sportu?
- Podróżowanie po świecie. Jeżeli mam tylko wolną chwilę, czy wakacje, jeżdżę w różne miejsca, skąd przywożę pamiątki - szczególnie interesują mnie gadżety indiańskie. Uwielbiam także jazdę skuterami wodnymi, nurkowanie. Lubię czytać książki Mario Puzo oraz słuchać muzyki rockowej. Odgrywa ona w moim życiu bardzo ważną rolę. Wprawia mnie w dobry nastrój.
Jakich zespół najczęściej słuchasz?
- Gustuję w polskich kapelach: Lady Pank, Ira, Paweł Kukiz i Piersi, Perfect.
A byłego zespołu twojej żony, Virgin?
- Tego również (śmieje się).
Obecnie grasz w Poloni Warszawa. Chyba nie jest to twój wymarzony klub.
- Przeprowadzałem się do Warszawy i nie wiedziałem czy w ogóle i gdziekolwiek będę grał. Chciałem uporządkować swoje życie rodzinne. Byłem przygotowany również na to, że będę musiał zakończyć karierę sportową. Okazało się jednak, że Polonia szuka bramkarza. Zgłosili się do mnie. Była dobra okazja, by jeszcze trochę pograć. Ważne było, że walczymy o awans do pierwszej ligi.
Kibice w Warszawie nie mają do ciebie pretensji o to, gdzie grałeś wcześniej?
- Mają. Zostałem bardzo mocno zaszufladkowany. Przyznam jednak, że się im nie dziwię. Nigdy nie ukrywałem, że jestem człowiekiem Szczecina i Pogoni. Mam ogromny szacunek do kibiców Wisły Kraków, gdyż oni to zrozumieli. Gdy odszedłem z Wisły do Pogoni i pojechaliśmy do Krakowa na wyjazdowe spotkanie, na trybunach pojawiła się olbrzymia flaga z napisem: Radek Majdan – szacunek. Było to bardzo miłe. Wracając do Polonii. W Warszawie czuję ogromny dystans do mojej osoby. Nie zdarzyło się jednak, bym spotkał się na ulicy z przejawami agresji. Na stadionie często słyszę, jak z trybun dobiegają różne przezwiska.
Gdyby obecny trener Pogoni Mariusz Kuras złożył ci propozycje powrotu, co byś odpowiedział?
- Do czerwca mam kontrakt z Polonią. Później wszystko się może zdarzyć. W moim życiu zawodowym jest tak, że jak planuję coś na dłuższą metę, nigdy się nie sprawdza.
Chciałbyś wrócić?
- Na pewno tak. Niekoniecznie jako piłkarz, być może w innej roli. Chciałby kiedyś pomagać Pogoni w awansie do ekstraklasy. Przed nimi bardzo ciężka i żmudna praca. Awansować co rok o ligę wyżej, to bardzo ciężkie zadanie. Jeśli będę kiedyś mógł i będę miał propozycję z Pogoni, na pewno z niej skorzystam.  
Jakie widzisz szansę Polski w Euro 2008 i kogo byś widział dodatkowo w naszej reprezentacji?
- Polska jest wielką niewiadomą. Pokazały to chociażby mistrzostwa świata w Korei, czy Niemczech. Teraz jesteśmy nauczeni, by psychicznie podejść do tej imprezy inaczej. Jest dobry trener, który ma bardzo duże doświadczenie. Wierzę, że uda nam się wyjść z grupy, choć na pewno nie będzie łatwo. Wszyscy pałamy chęcią rewanżu za mundialowy mecz z Niemcami. Teraz jest duża szansa, by co najmniej zremisować, a  może nawet wygrać. Porażki nie przewiduję. A kogo mi brakuje w reprezentacji? Zdecydowanie Marka Zieńczuka! To obecnie najlepszy piłkarz naszej ligi. Nie można go pomijać, to straszny błąd. Myślę, że na Mistrzostwa Europy pojedzie.
Jak przeżywasz rozstanie z żoną?
- Byliśmy ze sobą pięć lat, a to bardzo długo. Jestem zmęczony psychicznie zamieszaniem, które rozpętało się wokół naszego małżeństwa. Rozstanie to duży ból, porażka i nic przyjemnego. Nie chciałbym o tym mówić, gdyż było mnóstwo rzeczy w internecie i prasie, których nie powiedziałem. Nigdy w życiu nie powiedziałem, że rozstałem się z Dorotą, ponieważ ona miała problemy z alkoholem. Było to okropne kłamstwo. Dlatego chciałbym się odciąć od życia medialnego. To jeden z moich ostatnich wywiadów na co najmniej pół roku. Jedynie, gdzie będzie można mnie zobaczyć to program w Canal+, w którym jestem ekspertem. Chcę się skoncentrować na grze w piłkę i awansie z Polonią do pierwszej ligi.
Budujesz dom w Szczecinie. Miały w nim znaleźć się fototapety Doroty. Co z tymi planami?
- Skąd o tym wiesz?
To nieistotne. Wiem, że takie były plany. Zmieniły się?
- W życiu do końca nigdy nic nie wiadomo. Nie muszę jeszcze podejmować decyzji, czy zmieniać fototapety na inne, czy też nie. To był to wspólny pomysł, jak może wyglądać wnętrze naszego domu i rzeczywiście wyglądało bardzo fajnie. Zobaczymy jak będzie. Na razie dom robiony jest z zewnątrz. Robotnicy nie muszą wchodzić, by wykańczać wnętrze.
Dlaczego nie przyjechałeś na sprawę rozwodową?
- Nie dostałem wezwania. Rozwód to bardzo poważna sprawa. Musisz dostać wezwanie, odpis pozwu rozwodowego i na tej podstawie możesz iść do sądu. Oczywiście wiedziałem, że tego dnia będzie rozprawa. Czytałem w gazecie i mówiła mi o tym Dorota. Tego dnia akurat miałem ważne sprawy w klubie. Poza tym adwokat doradził mi, bym na początku obejrzał dokumenty i poczekał, aż dostanę powiadomienie, jak to się odbywa normalnie. Nie była to żadna złośliwość z mojej strony. Nie chcę nikomu uprzykrzać życia i robić krzywdy. Klasę w tym przypadku pokazuje się po tym, że można rozstać się w cywilizowany sposób. To mój drugi rozwód. Sylwii, mojej pierwszej żonie życzę jak najlepiej. Rozmawiamy ze sobą, nie wymieniamy się żadnymi złośliwościami. Nie na tym to polega.
Jak wygląda twoja sprawa z dziennikarzem Faktu, który oskarża cię o pobicie?
- Została jeszcze jedna rozprawa. Rozstrzygnięcie w sądzie już by miało miejsce, jednak nie stawił się jeden ze świadków. 16 stycznia zapadnie werdykt. To dla mnie bardzo męczące. Muszę przyjeżdżać do sądu, tłumaczyć się z tego, czego nie zrobiłem.
A jak wyglądała ta pamiętna awantura?
- Byłem wówczas zdenerwowany, bo Fakt od wielu miesięcy starał się mocno ingerować w moje życie i na dodatek bardzo negatywnie. Tworzyli artykuły zupełnie nieprawdziwe. Robili zdjęcia wyrwane z kontekstu i podpisywali je w wymyślony sposób. Była to chora sytuacja. Tamtego wieczoru byłem w klubie i podeszła do mnie dziewczyna. Powiedziała, że człowiek który podał się za dziennikarza Faktu namawiał ją do tego, by przysiadła się do mnie i wzięła ze sobą koleżanki. On wtedy zrobi nam zdjęcia. Podszedłem i po prostu powiedziałem mu co o nim myślę i o jego gazecie. Chwilę potem doszło do awantury, bez mojego udziału. On zresztą sam się przyznał, że wyszedł z lokalu i zadzwonił do swojej redaktor naczelnej.
Czyli go nie pobiłeś?
- Pobił go zupełnie ktoś inny. Moim zdaniem przełożona poradziła mu, że skoro Majdan mu naubliżał, rozegrała się jakaś awantura, gdzie oberwał, by powiedział, że to ja jestem sprawcą. Ja z nim nie miałem najmniejszego kontaktu. Nawet go nie popchnąłem. Zeznawał za każdym razem zupełnie coś innego. W końcu nie wiedział, czy rzekomo ja go pierwszy uderzyłem, czy drugi, piąty, czy ktoś go kopał. Dla mnie to absurd. Po tej akcji przez tydzień czy półtora tygodnia w Fakcie były artykuły na całą stronę, w których pisano, że jestem bandytą, że kupiłem sobie wolność za tysiąc złotych. Publikowali moje zdjęcia za kratami. Fotoreporterzy Faktu czaili się wtedy wszędzie: nawet w krzakach, na moim zgrupowaniu z drużyną.
Jakiego werdyktu się spodziewasz?
- Sprawiedliwego. Nie nastawiam się szczególnie na zwycięstwo, gdyż może być różnie. Mogę jednak powtórzyć raz jeszcze: to nie ja kłamię. 
Na koniec opowiedz o planach świątecznych i sylwestrowych.
-    Być może przed Bożym Narodzeniem gdzieś wyjadę, może do Dubaju. Święta spędzę z rodziną a Sylwestra z przyjaciółmi.

Rozmawiał: Andrzej Kus
Źródło: mmszczecin.pl
Data: piątek, 14 grudnia 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności