www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Marcin Kaczmarek: Kluczowe decyzje zapadną w czasie przerwy zimowej
O wynikach szczecińskiej drużyny, atmosferze, zmianach kadrowych, wyrozumiałości dla działaczy, a także "konstruktywnej krytyce" i "krytykanctwie" mówi "Gazecie" trener Marcin Kaczmarek.
Portowcy przegrali pierwszy ligowy mecz (w sobotę ulegli u siebie Błękitnym Stargard 2:4), ale po 13. spotkaniach przewodzą czwartoligowej stawce. Byli, są i będą pewnym kandydatem do awansu. Już w najbliższą sobotę czeka ich wyjazdowy mecz na szczycie, w którym zmierzą się z wiceliderem Astrą Ustronie Morskie (sobota, godz. 15).
Nieudany, przegrany mecz z Błękitnymi, nie wywołał wielkiej fali krytyki, a tydzień temu mówił pan, że wokół Pogoni tak wiele "krytykanctwa"?
- Fakt, że komentarze nie były jakoś szczególnie złośliwe. Może również dlatego, że to spotkanie przegraliśmy w taki dziwny sposób, na własne życzenie. Chyba piłkarze byli zbyt pewni korzystnego wyniku, nie spodziewali się, że w tym meczu mogą zostać skarceni. Przez większość meczu wyraźnie przeważaliśmy, przy stanie 2-1 stworzyliśmy klika sytuacji i powinniśmy strzelić parę bramek. Nie wyszło, a drużyna gości przeprowadziła skuteczne kontry. Ta nauczka nam się przyda! Rozmawiałem o tym już z chłopakami i jeszcze będziemy rozmawiać, żeby takie wpadki się już nie przytrafiały.
Z ogólnych wyników i formy zespołu jest pan zadowolony?
- Tak. Zakładane cele są realizowane. Jesteśmy liderem, wygraliśmy dziewięć spotkań z rzędu, kilka razy zagraliśmy "na zero" z tyłu. Wydaje się, że czynimy ciągłe postępy, choć nie wszystko jeszcze funkcjonuje idealnie. Ta drużyna cały czas się rozwija, na pewno następować będę mniejsze lub większe zmiany, można spodziewać się wzmocnień, jak również tego, że słabsze ogniwa odpadną.
Czyli zmiany kadrowe?
- Kluczowe decyzje zapadną w czasie przerwy zimowej. Zapewne pojawi się 3-4 nowych graczy, bo myślimy nie tylko o tym, by wygrać IV ligę, ale by przygotować się do walki o kolejne, wyższe cele. Nie ukrywam tego przed zawodnikami obecnej kadry. Oni wszyscy mają teraz takie same szanse, by udowodnić, że są Pogoni potrzebni, że są w stanie spełnić oczekiwania. Niezależnie od tego, kto będzie rządził tym klubem, kto będzie trenował zespół, ma on grać o wysoką stawkę, powrót do ligi. Do tego potrzebne są umiejętności, profesjonalne podejście, ale i odporność psychiczna. Jeśli któregoś z elementów zabraknie, nie ma co liczyć na grę.
Wiele osób uważa, że przy obecnym budżecie, warunkach pracy i składzie zespołu Pogoń powinna w cuglach wygrać nie tylko IV ligę
- Chciałbym obalić pewien mit, że mamy już gotową drużynę! Przypomnę, że powstawała ona z dnia na dzień, w dość nerwowej atmosferze. Jeszcze kilka dni przed inauguracją nie było pewne, czy zagra u nas kilku piłkarzy należących wcześniej do Antoniego Ptaka. Poza tym nie było normalnego cyklu przygotowań, przedsezonowego obozu. Gdybyśmy mieli więcej czasu, skład zapewne wyglądałby nieco inaczej.
Ale nazwiska budzą respekt...
- Oprócz tych kilku znanych nazwisk jest też wielu młodych, na dorobku. Na pewno ci najbardziej doświadczeni i utytułowani prezentują o wiele wyższe umiejętności niż gracze innych czwartoligowych zespołów. Ale oni stanowią tylko część naszej drużyny. Gdy na spokojnie przeanalizuje się sytuację, dokonania ostatnich lat, to można dojść do wniosku, że nawet tacy zawodnicy jak Marek Kowal, Łukasz Skórski czy Cezary Przewoźniak dopiero aspirują do tego, by zaistnieć w poważnej piłce. A często mówi się przecież, że połowa składu to ligowcy, bo kiedyś mieli okazję parę minut zagrać w ekstraklasie albo trenowali w jakimś tam zespole. Niestety, to nie wystarczy. Dodam jeszcze, że w obecnej kadrze jest wielu zawodników rezerw, które w poprzednim sezonie długo walczyły o utrzymanie. Teraz ci chłopcy muszą się przestawić mentalnie, przewartościować sportowe cele. Kiedyś wygrywali raz na jakiś czas, teraz oczekuje się, że zawsze będą zwyciężać. Nie twierdzę, że brakuje im umiejętności. Wręcz przeciwnie, mają duży potencjał, ale nie mówmy, że już teraz są wybitnymi piłkarzami. Do zawodowstwa i wysokiego ligowego poziomu jeszcze daleko.
A czy organizacyjnie, finansowo jesteście dość blisko profesjonalizmu?
- Na to nie można narzekać. Niczego nie brakuje, jeśli chodzi o warunki pracy, sprzęt, odnowę biologiczną itd. Pieniądze są na czas, piłkarze mają kontrakty, więc pozostaje nam tylko grać i osiągać jak najlepsze wyniki. Ten komfort finansowy, zaangażowanie władz miasta, dopięcie wszystkich spraw organizacyjnych znacznie zwiększa szansę na sportowy sukces.
Wszyscy trzymają za to kciuki, jednak niektóre wpadki działaczy irytują albo budzą zdziwienie. Dlaczego kilka razy zareagował pan na to tak nerwowo?
- Powiem szczerze, że byłem trochę rozczarowany klimatem wokół klubu po kilku tygodniach jego funkcjonowania. Miałem wrażenie, że pewne sprawy ocenia się zbyt krytycznie, zbyt pochopnie. Nie oczekuję taryfy ulgowej, ale wydaje mi się, że przez te pierwsze miesiące potrzeba jest trochę więcej wyrozumiałości, współdziałania. Gdy przyjechałem do Szczecina po zakończeniu poprzedniego sezonu, widziałem entuzjazm środowiska, kibiców. Wszyscy chcieli ratować Pogoń. To było bardzo budujące, dawało nadzieję, że wspólnymi siłami coś osiągniemy. Miejsca w II lidze nie udało się przejąć, okazało się, że będzie tylko IV liga, ale ludzie, którzy chcieli zainwestować w klub, pozostali. Nie chcę być niczyim adwokatem, ale uważam, że trzeba dać im szansę i za jakiś czas ocenić efekty pracy.
Trudno się jednak dziwić, że media czy kibice krytykują opieszałość, nieprawdomówność czy dziwne decyzje działaczy?
- Wszyscy popełniają błędy. One będą się jeszcze zdarzały, ale wydaje mi się, że pozytywów jest o wiele więcej niż "wpadek", drobnymi krokami idziemy do przodu. Firma piłkarska to nie piekarnia. Dodajemy kilka składników i nazajutrz mamy bułeczki, zawsze takie same, według przepisu. To nie tak. Nowi inwestorzy potrzebują czasu, by nauczyć się funkcjonowania w środowisku, zdobyć doświadczenie, zbudować dobre relacje z mediami.
Jeśli nie będą celowo odbierać telefonu albo zapomną o podpisaniu umowy z trenerem, to chyba muszą się liczyć z określoną reakcją?
- Oczywiście, tym bardziej że ludzie w Szczecinie są bardzo nieufni, bo w ostatnich latach kilka razy zaufali innym dobrodziejom klubu i się sparzyli. Tylko że nie można dla zasady skreślać kolejnych inwestorów. Media nagłośniły kilka spraw w momencie, gdy wszystko już było załatwione, podpisane. Ja to odebrałem jako złośliwość, szukanie dziury w całym, dlatego pozwoliłem sobie na taki komentarz. Podkreślam - nie oczekuję, że media będą przymykały oko na jakieś błędy, nie odbieram prawa do krytyki, ale niektóre zarzuty, pytania moim zdaniem nie mają na celu wyjaśnienia sytuacji, ustalenia prawdy. To tylko takie dokuczanie.
"Krytykanctwo"?
- Tak powiedziałem, słysząc niektóre zarzuty. Jeśli ktoś zadaje mi niezbyt mądre, dziwne pytania, to reaguję. Naprawdę mogę dyskutować na temat każdego meczu, każdego zawodnika, ale umiem odróżnić złośliwość od konstruktywnej krytyki. Poza tym często robi się to anonimowo lub pod pseudonimem w internecie. To nie sztuka!
Mówił pan również o zbyt dużej presji wywieranej na drużynę?
- Oczekiwania są i będą. To jest zrozumiałe i uzasadnione, ale wielu moich piłkarzy po raz pierwszy zetknęło się z krytyką prasową. Stali się osobami publicznymi, a do tego trzeba się przyzwyczaić. Nie każdy jest tak samo odporny. Znałem i znam takich zawodników, którzy na treningach potrafią wszystko, a podczas meczu nie prezentują nawet połowy możliwości. Obecni pogoniarze też muszą pracować nad odpornością psychiczną, cały czas są na cenzurowanym i jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Tłumaczę im, że presja na wynik w takim mieście jak Szczecin, w takim klubie jak Pogoń nigdy nie będzie na poziomie IV ligi. Duże zainteresowanie mediów, kibiców, całego środowiska - to wszystko cieszy, ale również deprymuje. Szczególnie młodych, dlatego czasami proszę o wyrozumiałość.
Uwagi odnośnie przygotowania fizycznego były nieuzasadnione?
- Widać braki w przygotowaniu, bo okres przed sezonem nie został przepracowany tak, jak trzeba, nie było badań wydolnościowych itd. O powodach już wspominałem. W trakcie rundy nie ma czasu na kompleksowe badania, więc czekamy do przerwy zimowej. Większość graczy ma spore rezerwy i na pewno wiosną będziemy pod tym względem wyglądali lepiej. Natomiast jeśli mielibyśmy wskazać konkretne meczowe sytuacje, to okaże się, że tracimy bramki po indywidualnych błędach, a nie dlatego, że zabrakło sił.
Jeśli już mowa o błędach, to kilku zawodnikom zdarzają się one dość często. Nie żałuje pan kilku decyzji kadrowych?
- O kogo konkretnie chodzi? Zawsze stawiam na piłkarza, który w danej chwili prezentuje się najlepiej i jest potrzebny w danej sytuacji na boisku. Wiadomo, że nie mogą grać wszyscy, więc zawsze trzeba dokonywać wyborów. Czasami któryś z dziennikarzy czy kibiców pyta mnie, czy przy wysokim prowadzeniu nie mogłem wpuścić na boisko tego to a tego piłkarza. Ja odpowiadam, że to byłoby nie w porządku wobec tych, którzy są od niego lepsi, a zostali na ławce. Są określone zasady! Podobna sytuacja, choć nieco mniej poważna, dotyczyła ostatnio wykonawcy rzutu karnego. Kibice domagali się, by strzelał Marek Walburg, i teoretycznie można było się zgodzić, ale co bym usłyszał po niewykorzystanej jedenastce i przegranym meczu. Teraz się śmiejemy, bo Radek Biliński też nie trafił...
Nie chodzi mi o tego typu sytuacje czy nawet przegrany mecz. Nie szukam winowajców. Po prostu wydaje się, że tacy piłkarze jak np. Łapczyński i Zawadzki grają na kredyt, po protekcji...
- Czyjej? Byłbym samobójcą, gdybym wystawiał do składu słabszych tylko dlatego, że ktoś o to poprosił.
A gdyby zrobił to trener Sławomir Rafałowicz?
- Sławek dobrze zna większość zawodników, bo długo pracuje w klubie, ale przecież ja tych chłopaków też obserwuję na treningach każdego dnia i na bieżąco ich oceniam. Widzę, jak traktują swoje obowiązki, jakie robią postępy. Sama sugestia drugiego trenera tutaj nie wystarczy. Wiele razy już wyjaśniałem decyzje dotyczące młodzieżowców związane z określonymi przepisami [w IV lidze zachodniopomorskiej musi być trzech młodzieżowców w jedenastce, plus zmiennicy na rezerwie - red.]. To nie jest dobre rozwiązanie i warto by przemyśleć jakieś zmiany w tej kwestii. W tym momencie powiem tylko tyle, że przepis ogranicza możliwości roszad w naszych szeregach.
Tych trzech młodzieżowców można jednak ustawić inaczej, a w bramce mieć Tomasza Judkowiaka?
- Można, lecz wtedy zabraknie miejsca dla jakiegoś starszego zawodnika. To jest system naczyń połączonych. Jedno przesunięcie skutkuje kolejnymi. Jeśli na prawej stronie zagra Wójtowicz a dalej Zawadzki, wypada Tomasz Parzy. On może zagrać gdzie indziej, bliżej środka, ale też "czyimś kosztem". Sytuacja z Tomkiem Judkowiakiem nie jest komfortowa. Na pewno gdyby nie ten nieszczęsny przepis, miałby spore szanse na grę. Rozmawiałem z nim o tym wiele razy. To inteligentny chłopak, rozumie sytuację, choć na pewno chciałby znaleźć się w pierwszej jedenastce. Mam dylemat, co nie znaczy, że Łapczyński gra tylko z powodu przepisów. Po prostu stawiamy na tego zawodnika, widząc w nim spory talent.
Są też inne kontrowersje
- Wiem, ktoś jest za stary, ktoś ma znajomości Biorę odpowiedzialność za wyniki i utożsamiam się z tą drużyną. Całą drużyną! Jeśli dojdzie do zmian w przerwie między rundami, a zapewne dojdzie, wytłumaczę dlaczego zrezygnowałem z danego zawodnika, dlaczego postawiłem na innego.

Rozmawiał: Tomasz Maciejewski
Źródło: gazeta.pl
Data: czwartek, 11 października 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności