www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Filip Kosakowski: Na atmosferę nie narzekam
Rozmowa z Filipem Kosakowskim, napastnikiem Pogoni Szczecin.
Gdy Pogoń wyraziła zainteresowanie Twoją osobą, powiedziałeś, że zawsze chciałeś grać w tym klubie. To tylko taki gest wobec kibiców i nowych pracodawców?
- Nie. Już jako dzieciak próbowałem dostać się do Pogoni. Mieszkam zaledwie 500 metrów od stadionu i tu skierowałem swoje pierwsze kroki. Mama przeczytała ogłoszenie o naborze i przyprowadziła mnie na stadion. Miałem wtedy 11 lat. Bardzo chciałem znaleźć się w drużynie, choć jako młody chłopak trenowałem siatkówkę i szło mi na tyle dobrze, że namawiano mnie, bym wybrał właśnie ten sport. Wiadomo jednak, że prawie każdy chłopak woli ganiać za piłką i najlepiej jeszcze grać w Pogoni.
Jak wyglądał ten pierwszy trening?
- Trener zebrał grupę "nowych", rzucił piłkę i powiedział "grajcie", a sam w tym czasie prowadził zajęcia z zespołem. I tak ganialiśmy na boku. Po dwóch tygodniach okazało się, że jest u niego bardzo dużo zawodników i nikogo już nie potrzebuje. W Pogoni nie wyszło, ale ja chciałem grać, więc poszedłem do Salosu. Też było blisko. Tam nabór wyglądał inaczej, bez problemu zakwalifikowałem się do danego rocznika. Później jeszcze raz miałem okazję spotkać się ze wspomnianym szkoleniowcem Pogoni, kiedy brałem udział w turnieju "Mini Mistrzostwa Świata". Zwrócił na mnie uwagę, choć pewnie mnie nie poznał. Podszedł, porozmawiał, ale ja nie miałem zamiaru opuszczać Salosu. Dobrze się czułem w swojej drużynie, spędziłem tam w sumie 8 lat. Największy wpływ na mój sportowy rozwój miał trener Paweł Ozga.
Jako osiemnastolatek musiałeś jednak zakończyć przygodę z Salosem i poszukać klubu. Dlaczego nie Pogoń?
- Gdyby była możliwość, pewnie bym tu przyszedł już dwa lata temu. Salos nie prowadzi drużyny seniorskiej, a ja chciałem nadal grać, więc zacząłem się rozglądać. Otrzymałem możliwość wyjazdu na obóz przygotowawczy z Victorią Przecław, a po powrocie trener Henryk Waliłko zdecydował, że zostaję. Początki nie były łatwe, ale z biegiem czasu szło mi coraz lepiej.
W poprzednim sezonie zdobyłeś 10 bramek. Właśnie wtedy zainteresował się Tobą Sławomir Rafałowicz?
- Rezerwy Pogoni rywalizowały w IV lidze z Victorią, mieliśmy okazję porozmawiać po meczu rozgrywanym na Twardowskiego, ale żadne decyzje nie zapadły.
Teraz działacze dość szybko przeprowadzili transfer. Może dlatego, że tak dobrze zaprezentowałeś się w sparingu i meczu ligowym z Pogonią?
- Nie wiem. Jakiś czas temu pojawiły się informacje na ten temat, ale nikt ze mną nie rozmawiał. Dopiero tydzień temu doszło do konkretów.
Kto do Ciebie zadzwonił?
- Prezes Victorii, Zbigniew Dojlido. Powiedział, że Pogoń jest poważnie zainteresowana i zapytał, czy chciałbym grać? Odpowiedź mogła być tylko jedna! Formalności załatwiono dość szybko. Wspomniany telefon był we wtorek, w środę trenowałem jeszcze w Przecławiu, a w czwartek przyjechałem na rozmowy. I znalazłem się w składzie na mecz z Leśnikiem.
Po jednym treningu z nową drużyną zagrałeś i wywalczyłeś karnego. Jak oceniasz swój debiut?
- Jestem zadowolony z pierwszego występu, ale... tego karnego bym chyba nie podyktował. To była walka bark w bark, choć po interwencji obrońcy straciłem równowagę i się przewróciłem. Można było gwizdnąć, lecz ja - gdybym był sędzią - puściłbym grę. Teraz już nie ma sensu tego analizować. Przy tej sytuacji byłyby kontrowersje, gdyby decydowała o wyniku. Pogoń miała jednak dwubramkową przewagę, dyktowała warunki na boisku i odniosła pewne zwycięstwo. Cieszę się, że mogłem zagrać choć pół godziny. Czekam na kolejny występ i pierwszego gola.
Napastnikom Pogoni przybył poważny konkurent. Jak przyjęli Pana nowi koledzy?
- Wielu chłopaków znam jeszcze z rozgrywek juniorskich. Na atmosferę nie narzekam.

Rozmawiał: Tomasz Maciejewski
Źródło: gazeta.pl
Data: wtorek, 28 sierpnia 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności