www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Libor Pala: Polskie piekiełko
Rozmowa z Liborem Palą, byłym trenerem Pogoni Szczecin.
Trener Bogusław Baniak zasugerował, by odebrać Panu licencję trenerską za źle zbudowaną drużynę Pogoni.
-
Bo teraz najłatwiej jest zrzucić odpowiedzialność na człowieka nieobecnego w Polsce. Ja powiem tak: trener Baniak, według doniesień prasowych, cały czas jest zamieszany w aferę korupcyjną w polskiej piłce i to chyba mówi wszystko o osobowości tego człowieka. Szkoda, że ktoś jeszcze chce drukować jego wypowiedzi, a on sam staje się dla kogoś autorytetem. Rozbawiła mnie informacja, którą przeczytałem w Internecie w końcówce sezonu, o tym, że Baniak był goniony alkomatem. Zaprzecza, ale nie wiemy, kto ma rację. Mam dobrą radę dla wszystkich - nie warto opluwać poprzednika i w ten sposób budować swoją pozycję.
Obejmując stanowisko trenera Pogoni obiecał Pan utrzymanie i dobrą grę. Skończyło się klęską, więc i Pan ponosi odpowiedzialność za wiosenne wyniki.
- Nie uciekam od odpowiedzialność. Biorę na siebie styczeń, luty i marzec.
Bardzo szybko okazało się, że sklecony przez Pana zespół jest za słaby na polską ligę.
- O tym, że drużyna jest słaba przekonałem się dopiero w Polsce. W Brazylii wyglądało to dobrze: wyniki, gra, taktyka, współpraca z zawodnikami. Ale na tle polskiej ligi nie wytrzymaliśmy. Ja wróciłem do polskiej ligi po trzech latach i różnica była ogromna. Liga zrobiła ogromny postęp i okazało się, że umiejętności wyselekcjonowanych Brazylijczyków były za małe. Ale ja nie wybierałem w Brazylii, ja wybierałem zawodników z Centrum Antoniego Ptaka. To różnica.
W czym tkwił największy dla Pana problem?
- Byłem tam 5 miesięcy i widziałem tamtejszą rzeczywistość. Tam jedynie w kilku klubach jest profesjonalne szkolenie. Reszta źle wygląda i nie mogło być z tym lepiej w Centrum. Brazylijczycy mają problem z socjologicznym spojrzeniem na życie. W Polsce czy Czechach od małego dziecka jesteśmy uczeni, w przedszkolu, szkole, przez sąsiadów, przez rodzinę, przez środowisko. Szybko młody Europejczyk wie, że musi myć zęby, musi myć ręce, uczy się go szacunku do pracy i otoczenia. Ma serce do gry i walki. A Brazylijczycy od małego są wolni, bez specjalnego wykształcenia, bo w szkole uczą się tylko pisać i czytać. Mają luz, który nas dziwi. Czytałem o zachowaniu Diego, który zamiast bronić, poszedł wypić wodę. Uśmiałem się, ale to normalne. Oni nie potrafią zachować się jak Europejczycy. My potrafimy być wkurzeni, wściekli przez kilka dni po porażce, oni nie. Pamiętam jak przegraliśmy w Poznaniu w Pucharze Ekstraklasy. Wsiedli do autokaru smutni, ale już przed Gutowem śpiewali. Byłem załamany takim zachowaniem. To dla mnie doświadczenie. Gdziekolwiek będę pracował nie wezmę do składu więcej niż dwóch Brazylijczyków. W większej grupie tworzą swoją małą ojczyznę i trudno z nimi pracować.
Już po trzech meczach stracił Pan posadę. Nie ma Pan żalu, że tak szybko?
- To u Ptaka normalne. Mój kolega - Pavel Malura - już po dwóch spotkaniach wyleciał, a za plecami miał Baniaka. Ja nie mam żalu do Ptaka, a mogę mu jedynie podziękować. To profesjonalna piłka - nie masz wyników, nie masz pracy.
Przyczynił się Pan do wyrzucenia z klubu Mariusza Kurasa.
- To nie tak. Przyszedłem pracować do Centrum Ptaka i dostałem grupę 18- i 19-latków. Nie było żadnej opcji Pogoni. Dopiero po dwóch, trzech tygodniach zajęć i podglądania przez Antoniego i Dawida, oni zaproponowali mi pracę w Pogoni. Wiedziałem, że ciężko będzie zastąpić Mariusza Kurasa, ale dałem się przekonać, bo każdego trenera ciągnie do seniorskiej piłki. I to był mój podstawowy błąd. Nabyłem bezcennego doświadczenia, swoje wnioski też wyciągnąłem.
Skoro kilka miesięcy przygotowywał Pan zespół, to można było oczekiwać pomysłu na grę. Tego nie było.
- Taktyka musiała być zaakceptowana przez Brazylijczyków, bo im nie można nic narzucić. Mieliśmy zrobiony plan przygotowań, ale trzeba było go modyfikować. Oni chcieli grać tylko mecze, a ja chciałem trenować. Widziałem, że są słabsi fizycznie, ale jak mogło być lepiej, skoro część z nich pierwszy raz przeszła przez taki profesjonalny okres przygotowawczy. Nawet nie wiedzieli na czym polegają interwały. Chciałem poprawić im kondycję, ale nie mogłem zniszczyć ich zdrowia. U mnie w lidze kontuzji nie było, a później się posypały. To też o czymś świadczy.
Ale po Pana odejściu zespół grał lepiej. Może nie miał Pan wpływu na zawodników?
- U mnie gra też wyglądała z meczu na mecz coraz lepiej i też byliśmy chwaleni. Pierwsze mecze to była nauczka, ale robiliśmy postęp. Może faktycznie psychologicznie nie przebiłem się do zawodników. Mówiłem np. do Piotra Celebana, że jak będzie robił postępy, to za dwa lata zagra w reprezentacji, bo ma do tego serce. I Piotrek mógł uratować mnie i zespół. W każdym spotkaniu Celeban mógł zdobyć po dwie bramki. Gdyby wtedy strzelał do siatki, to dziś może nadal byłbym trenerem Pogoni. Nie mam oczywiście do niego żalu. Dobrze, że odblokował się po moim odejściu. Wciąż w Piotra wierzę i jestem pewny, że zagra w reprezentacji.
Sama gra pozostawiała sporo do życzenia.
- Gra była dopasowana do kondycji. Pressing był niemożliwy. Musieliśmy postawić na grę z kontry i stałe fragmenty gry. Problem w tym, że w Szczecinie kibice wymagają ataków i ja na to zgodziłem się. Mieliśmy w meczach z ŁKS i Górnikiem optyczną przewagę, ale to był błąd. Doświadczeni rywale to wykorzystali.
To Pan ustalał skład czy prezesi?
- Ja.
I popełnił Pan błąd np. odstawiając Julcimara od składu.
- Ale Julcimar ma 18 procent tłuszczu i taki zawodnik nie może grać. Prezesi chcieli by grał, ale ja nie zgodziłem się. Usamodzielniłem się od ich presji, więc może dlatego tak szybko się mnie pozbyli.
Ale Julcimar był dużo lepszy od forsowanych przez Pana Diego i Otavio.
- A czy ktoś policzył, ile akcji bramkowych było sprowokowanych przez błędy Julcimara? A ja widziałem w kolejnych meczach, jak piłka przechodzi mu tuż obok nogi lub nie może do niej doskoczyć. Ma dobre manewrowanie piłką, ale nie pracuje nad swoją motoryką i stąd słaby okres.
Czemu nie wymusił Pan, by Pogoń przygotowywała się do wiosny w Polsce?
- U Ptaka inaczej nie będzie. Ma w Brazylii swoje Centrum i tam pobyt drużyny go nic nie kosztuje. Ja proponowałem, ale nikt nie chciał słyszeć o szybszym powrocie do Europy, bo nikt nie chciał wydawać dodatkowych pieniędzy. Wróciliśmy do Polski za późno. Po meczu z Lechem część czarnoskórych piłkarzy przeżyła szok termiczny. Oni na boisku zagrali ambitnie, ale ich organizmy nie zaakceptowały mrozu. Nie wiedziałem, co mam z nimi zrobić, autentycznie bałem się o ich życie. To też kolejne dla mnie doświadczenie. Czy dla właściciela też? Niestety, Ptak chce się chyba spalić parę razy na swoich inwestycjach piłkarskich jak w końcu przemyśli błędy.
Miał Pan konflikt z Amaralem.
- Mogłem to rozwiązać wyrzuceniem zawodnika z zespołu, ale tego nie chciałem. Amaral był kozłem ofiarnym polityki wewnętrznej. Komuś nie pasowały jego duże zarobki i chciał się posłużyć Palą, by go wyrzucić. Nie poszedłem na to. Szczegóły zostawiam dla siebie.
Gdzie będzie Pan pracował w nowym sezonie? Po spadku Pogoni polska liga dla Pana jest zamknięta.
- Od 1 lipca będę szkoleniowcem drugoligowca z Ustii nad Łabą, więc do Polski mi się teraz nie spieszy. Wiosną spotkałem polskie piekiełko, czego przykładem są m.in. te wypowiedzi Baniaka. Żalu do nikogo nie mam, bo to też nauczka na przyszłość. Wiem na co mnie stać i robię swoje.

Rozmawiał: Jakub Lisowski
Źródło: gazeta.pl
Data: czwartek, 14 czerwca 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności