www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Bogusław Baniak: Z Pogoni zakpiono!
Rozmowa z Bogusławem Baniakiem, trenerem Pogoni Szczecin.
Jak skomentuje pan na chłodno aferę z alkomatem?
- Jestem trenerem posiadającym licencję UEFA Pro, najwyższą w Europie. Gdyby przez dwadzieścia lat mojej pracy były do mnie jakieś zastrzeżenia, nie zostałbym nawet dopuszczony do podjęcia egzaminów. Te zdawałem u najwybitniejszych trenerów z kraju i zza granicy (m.in. u słynnego Słowaka Josefa Venglosa). Jak mógłbym to wszystko osiągnąć, gdybym zaglądał do kieliszka? To jest zresztą niemożliwe z uwagi na to, że muszę dbać o swoje serce - jestem po zawale. Zapewniam, że gdyby można było się do Baniaka przyczepić, to Baniak nie pracowałby przez dwadzieścia lat praktycznie bez przerwy w zawodzie. Ilu jest takich trenerów, którzy choć przez jedną rundę nie byli na trenerskiej karuzeli?
- Za własne pieniądze jeździłem na staże do silnych europejskich klubów. Wychowałem rzesze zawodników, trzy razy prowadziłem szczecińską Pogoń. Kiedy ostatnio odchodziłem z klubu, do pracy w Urzędzie Miejskim, w Pogoni wszystko grało, a jej właścicielem był już Antoni Ptak. Potem z Kujawiakiem Włocławek osiągnąłem ćwierćfinał Pucharu Polski, następnie podjąłem pracę w Zawiszy Bydgoszcz. Gdyby dane nam było dokończyć sezon - pewnie dziś cieszylibyśmy się tam z awansu do ekstraklasy. Właściciel zespołu wycofał go jednak z rozgrywek. Wówczas zadzwonił do mnie Antoni Ptak i zapytał, czy poprowadziłbym znów Pogoń. Zaprosił mnie na rozmowę z prezesem Janem Miedziakiem i przystałem na tę propozycję. Mam wrażenie, że ten człowiek jest bardzo źle odbierany nawet w Rzgowie - przestrzegano mnie przed rozmową z nim. Sprawy formalne prezes załatwiał z moim prawnikiem. Kiedy obaj panowie już się dogadali co do treści dokumentów, to potem i tak prezes odsyłał je ze zmienioną treścią.
Ale jak to było przed meczem z GKS Bełchatów?
- Prezes mówił mi, że jeśli nie wyjdzie nam runda wiosenna, to wszyscy jedziemy na Palę. Przewidziałem więc, że taki atak może zostać również skierowany przeciwko mnie. I tak było po meczu z Groclinem. Przegrywając ten mecz przesądziliśmy o spadku. Kazano nam jechać do Gutowa Małego, nie pozwolono nam wrócić do Pogorzelicy. Myślałem, że intryga przeciwko mnie nastąpi następnego dnia, ale jeszcze wieczorem w ośrodku pojawił się Edward Ptak - brat Antoniego. Przyznam, że jest mi przykro, że brał udział w intrydze. Nie spodziewałem się tego po nim.
- Antoni Ptak z kolei o wielu rzeczach nie wiedział. Kto szybciej połączył się z nim Skype`m, ten luźniejszy miał cały dzień. Tam, w Rzgowie, wszyscy ze sobą są skłóceni, jeden na drugiego szuka haka. Dlatego ktoś zadzwonił do mnie uprzedzając przed intrygą. Kiedy więc pojawił się Edward Ptak z whisky pod pachą, od razu wiedziałem, co się kroi. A nie mogłem nie wpuścić do siebie członka rady nadzorczej, który przyjechał oficjalnie, aby rozmawiać na temat przyszłości klubu. Więcej butelek whisky miał - jak mówił - w bagażniku. Poprosiłem więc kierownika Mizaka o to, aby również uważał. Stwierdziliśmy, że trzeba trochę poudawać, aby nie dać się wciągnąć w nieczystą grę.
- Od lat co ranek przed śniadaniem spaceruję obmyślając plan dnia, treningów. Nigdy bym nie przypuszczał, że podjeżdżający dzień później radiowóz szuka właśnie mnie. Policjanci z uśmiechem na ustach powiedzieli mi, jakie mają zadanie od Miedziaka. Stwierdzili jednak, że to wszystko nie ma sensu i sami odstąpili od czynności.
Podczas wieczoru Mizak faktycznie powiedział, że ktoś z Polaków sprzedał mecz?
- Oczywiście, że nie. Powiedział, że Kamil Grosicki ma propozycję z Bełchatowa - chodziło o sprawy transferowe. Faktycznie BOT GKS chętnie widziałby szczecinianina w swojej drużynie. Prezes oskarżył jednak polskich piłkarzy o sprzedanie meczu. W związku z tym miałem nie prowadzić drużyny, być tylko figurantem. Jeśli były na to dowody, to trzeba było od razu powiadomić odpowiednie organy. Miedziak w Gutowie pojawił się jeszcze raz, późnym popołudniem. Wówczas w jego kierunku podbiegli wszyscy piłkarze i obrzucili go mocnymi epitetami. Na szczęście ja i Mizak powstrzymaliśmy ich. Ochroniarze - co ciekawe - wręcz się odsunęli, tak jakby prezes się wystawił specjalnie. Na szczęście zawodników powstrzymaliśmy.
A czy prezes pojawiał się z korkami na nogach podczas pana treningów?
- Prezes Miedziak brał buty piłkarskie od kierownika Ryszarda Mizaka i uczestniczył w treningach, nierzadko będąc pod wpływem alkoholu. Nigdy nie przeżyłem czegoś takiego, żeby prezes w garniturze i korkach podchodził do moich podopiecznych i pokazywał im jak się gra. Tym bardziej, że na piłce to on się nie zna. Piłkarze mieli z tego spory ubaw - również Brazylijczycy, którzy wymyślili zabawę aby trafiać piłką w prezesa. Niestety byli za słabi, aby faktycznie tak się stało. Mówiłem więc Miedziakowi, że lepiej będzie, jeśli treningi obserwować będzie z trybun.
Co powie pan o koszulkowym proteście zawodników?
- To ich pomysł, byłem zaskoczony tymi koszulkami z napisem "Miedziak grabarzem Pogoni". Faktycznie nim jednak jest. Prosiłem, aby zatrudnił mi asystenta, abym miał siłę wsparcia. Trenerzy Stępiński i Długosz mi pomagali, chociaż pracowali praktycznie za darmo. Prezes nie zatrudnił piłkarzy: Klatta, Walburga, Ekwueme oraz Chwastka, który mógł być cennym pracownikiem. Gdybym miał trzech zawodników więcej, których sam bym sobie wybrał, to nasza gra wyglądałaby zupełnie inaczej. Dodatkowo kazał wystawić na mecz z Legią w bramce Gu - aby się promował. Swoją drogą ten bramkarz w gierkach na treningach był najlepszym piłkarzem z całego zaciągu Brazylijczyków. Nie wiem, kto zrobił z niego golkipera, ale lewą nogę miał najlepszą. Trochę to śmieszne, ale prawdziwe.
Ktoś jednak wybrał tych zawodników, więc pewno byli lepsi od innych w Brazylii?
- Myślę, że czescy szkoleniowcy, którzy wybierali zawodników do Pogoni, nie do końca wiedzieli, co robią. Ja z moim sztabem w krótkim czasie odmieniliśmy drużynę, choć nie szły za tym wyniki. Dzięki odżywkom, intensywnym zajęciom wzmocniliśmy Brazylijczyków fizycznie. Kiedy pojawiłem się w Pogoni – byli bardzo pod tym względem słabi. Tak czy tak szanse na utrzymanie w lidze były tylko teoretyczne. Ci piłkarze, których miałem do dyspozycji, mieliby problemy z wygraniem w trzeciej lidze. Brazylijczycy z najnowszego desantu byli w ogóle nie przygotowani do profesjonalnej piłki. Wydolność mieli taką, jakby nigdy nie uprawiali sportu. To nie ich wina jednak, że ubrano ich w dresy Pogoni i kazano grać w lidze. Ja bardzo polubiłem tych chłopaków, ale to nie zmienia faktu, że do ekstraklasy się nie nadawali.
Skąd to uwielbienie czeskiej myśli szkoleniowej u Antoniego Ptaka?
- Czesi są bardzo ulegli. Kiedy każe im się wystawić Tiago Martinsa – gra Tiago Martins. Byle tylko trzy tysiące euro wpadły do kieszeni. Baniak taki nie jest i wystawiał Kamila Grosickiego. Dzięki temu ten chłopak wypromował się, trafił do kadry młodzieżowej.
Nie żałuje pan powrotu do tonącej Pogoni?
- Pierwszy mój błąd był taki, że nie przeanalizowałem sytuacji w Szczecinie. Zadzwoniłem do trzech piłkarzy, aby u nich zasięgnąć opinii. Radosław Majdan bez ogródek stwierdził, że zespół jest słaby, a piłkarze raczej są w Polsce aby przeżyć przygodę niż zrobić karierę. Julcimar powiedział, że będzie ciężko, ale wierzy w moją pracę i zadeklarował chęć tłumaczenia moich poleceń Brazylijczykom. Trzecią osobą był Grzegorz Matlak, kategorycznie stwierdził, że to wszystko nie ma sensu. Jednym z moich zadań miało być także zatrudnienie Grzegorza Matlaka. Inna sprawa, że sam chciałem aby grał u mnie jako kapitan zespołu. Zaproponowano mu bardzo duże pieniądze, ale Grzesiek odmówił. Powiedział, że nawet za pięć razy więcej nie porzuci swojej drogi, którą obrał odchodząc z klubu. Kiedy poznałem piłkarzy na pierwszych treningach, to powiedziałem żartem, że mój pies Pele jest lepszy od Brazylijczyków z Pogoni. Ci, którzy mnie przestrzegali przed podjęciem tej pracy – mieli rację. W pamięci miałem jeszcze zawodników Zawiszy – Sotirovicia, Klatta.
- Degrengolada Pogoni trwała przez cały czas. Chylę czoła przed Mariuszem Kurasem, który jesienią ze słabym potencjałem piłkarskim zdobył czternaście punktów. Wiosną zespół wymieniono na jeszcze słabszy i faktem jest, że to Baniak był na ławce trenerskiej, kiedy Pogoń spadła do drugiej ligi. Nie boję się stawić temu czoła.
Mógł pan odejść przed ostatnim meczem?
- Nie chciałem uciekać z tonącego okrętu i mówić, że to wszystko to wina poprzedników. Odbierałem gratulacje, kiedy były sukcesy, byłem z drużyną do końca, kiedy ta leciała do drugiej ligi. Byłem na weselu, uczestniczyłem także w pogrzebie. Niech pracę moją ocenią ci, którzy obserwowali Pogoń przez trzy ostatnie lata. Spadek to nie efekt złych decyzji Baniaka czy słabej formy Majdana. To był długi proces, który doprowadził do upadku.
A jak to było z tym narzucaniem panu składu na dany mecz?
- Miedziak przed meczami wręczał mi karteczkę ze składem. Wkładałem ją sobie do butów, żeby być wyższym. Prezes mylił Diego z Thiago, piłkarze praworożni wystawiani byli na lewej stronie i na odwrót. Mieliśmy z tego spory ubaw.
Piłkarzy jednak panu ubywało?
- Chciano, abym podpisał, że Amaral ma kontuzję, chociaż jej nie miał. Wszystko po to, aby rozwiązać z nim kontrakt. Zamach był także na Ediego. Przekonywano mnie, że lepiej by było zrezygnować z tego zawodnika. Podobnie było z Arturem Bugajem. Przed meczem z Legią prezes przekonywał mnie, że Majdan ma kontuzję i grać ma Gu.
Zagrożony był mecz z Groclinem?
- Prezes Miedziak zadzwonił do mnie i powiedział, że jak piłkarze nie chcą grać z Groclinem (protestowali i nie chcieli wsiąść do autokaru – dop. red.) to niech wyp..ją. Po ostatnim spotkaniu natomiast, kiedy kierowca autobusu nie miał zapłacone za benzynę, stwierdził, że piłkarze mogą spać na cmentarzu. Mówiąc o Pogoni mówił „wasza Pogoń”. A przecież jest jej prezesem. Z tego klubu zakpiono pod każdym względem i tym bardziej mnie to wszystko denerwuje. Nagonką na mnie próbowano odwrócić uwagę od tego, co istotne. Intrygi skierowane przeciwko mnie jednak się nie udały. Dla mnie ten pan nie zasługuje na tytuł prezesa Pogoni, klubu, którego symbolem jest Florian Krygier.

Rozmawiał: Michał Sarosiek
Źródło: Głos Szczeciński
Data: poniedziałek, 4 czerwca 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności