www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Antoni Ptak: Bekdas byłby dobrym sponsorem Pogoni
- Jeżeli miastu nie będzie zależeć na dobru klubu, to tym bardziej nie będzie zależało Ptakowi - mówi Antoni Ptak właściciel Pogoni Szczecin.
W szczecińskim magistracie odbywają się spotkania władz miejskich i Pogoni Szczecin, które zadecydują o losie klubu. Przebywający w Brazylii Antoni Ptak umywa ręce od podejmowania jakichkolwiek decyzji, ale liczy jeszcze na porozumienie z władzami Szczecina.
Już prawie rok jest Pan poza Polską. Pojawiają się głosy, że nie przyjeżdża Pan ze względu na udział w aferze korupcyjnej.
- To bzdura. Nie obawiam się przyjazdu do kraju i prędzej czy później do niego dojdzie. W moim życiu zdarzały się już okresy, podczas których nie było mnie w kraju przez kilka lat. Bardzo dobrze, że na jaw wyszły piłkarskie przekręty korupcyjne. To właśnie Pogoni dostawało się przez to wielokrotnie i to ja narażałem się władzom piłkarskim, krytykując sędziów. Mnie się wtedy odechciewało zajmować piłką i wielokrotnie to podkreślałem. Nigdy nie znalazłem się w sytuacji, że ktoś proponował mi kupienie meczu. Mogły być podchody do zawodników , ale bez mojego udziału. Jestem też pewien, że Pogoń nie korzystała z takich propozycji. Więcej styczności mieli z tym kierownicy, ludzie, którzy byli bardzo blisko zespołu. Najwięcej moglibyśmy się dowiedzieć od sędziów. Mogę zaręczyć, że byłem poza takimi kontaktami.
Interesuje się Pan jeszcze tym, co się dzieje w Pogoni?
- Co do drużyny, to jej wyniki znam na bieżąco, ale do meczów nie podchodzę już emocjonalnie. Nie oglądam też spotkań za pośrednictwem Internetu. Los klubu mnie jednak interesuje i jestem o nim informowany. Sprawy decyzyjne przekazałem w ręce ludzi takich jak prezes Jan Miedziak. Teraz tylko oni zarządzają i zajmują się Pogonią.
W poprzednim tygodniu minął termin 14 dni, które spółka El-Met (właściciel większościowego pakietu akcji Pogoni) dała miastu na odkupienie klubu.
- Nie mogę obciążać spółek dodatkowymi kosztami i narażać na straty finansowe. El-met nie ma zamiaru finansować Pogoni, bo nie może w nieskończoność wykładać dużych pieniędzy na klub. Chce tylko sprzedać akcje i w ten sposób odzyskać, choć niewielką część pieniędzy, jakie zostały wyłożone na Pogoń. Spółki muszą zarządzać się same i ja nie mogę im czegokolwiek odgórnie narzucać. Spółka, która jest w posiadaniu akcji Pogoni, ma swoją politykę finansową i musi dbać o dodatni wynik ekonomiczny. Nie może w nieskończoność przekazywać dużych kwot na klub, generując straty.
Miasto za swoje nie najlepsze obiekty żąda dużych opłat, niespotykanych w innych klubach w Polsce. Znaczy to, że włodarzom nie zależy na Pogoni. Jeżeli miastu nie będzie zależeć na dobru klubu, to tym bardziej nie będzie zależało Ptakowi. W tej chwili spółka nie jest w stanie utrzymać drużyny i właściciele akcji są zmuszeni do jej sprzedaży. Wiem, że cały czas między klubem a miastem toczą się rozmowy, mające doprowadzić do porozumienia, ale ja odcinam się od nich całkowicie. Po prostu się tym nie zajmuję. Życzę tylko powodzenia Pogoni.
Widzi Pan jeszcze jakiś pomysł na kompromis z miastem?
- Myślę, że powinno dojść do spotkania trzech najważniejszych sponsorów: El-Metu, C.H. Ptak i Bosmana. Powinniśmy jeszcze raz poszukać kompromisu i dążyć do współpracy. Chciałbym, aby firmy sponsorujące Pogoń wraz z jej władzami zdążyły się jeszcze porozumieć z miastem, które będzie w jakiś sposób pomagać, np. poprzez umowę promocyjną praktykowaną w innych miastach. Jeśli się nie uda, to spółki będą zmuszone sprzedać akcje klubu jakiemuś innemu inwestorowi. Mamy propozycje od dwóch firm i jeśli miastu nie będzie zależeć na Pogoni, sprzedamy akcje.
Czy klub pozostanie w Szczecinie?
- Te propozycje nie są korzystne dla Pogoni. Przyznam, że ewentualny nabywca chce przenieść pierwszoligową drużynę ze Szczecina do innego miasta. Być może byłoby to dla zarządców Szczecina korzystne, którzy całkowicie pozbyliby się balastu zwanego Pogonią, a zajęli się mniejszym na poziomie "B" klasy czy IV ligi. Trzeba jednak usiąść i jeszcze próbować się porozumieć. Niech robią to jednak przedstawiciele klubu i spółek. Potrzebne jest spotkanie z samym prezydentem. Dobrze, jeśli zastępcy na co dzień zajmują się losem Pogoni, ale teraz sprawy powinien dopilnować prezydent.
Miasto negocjuje z Sabrim Bekdasem możliwość odkupienia akcji Pogoni od El-Metu.
- Myślę, że dla klubu byłoby bardzo dobrze, gdyby wrócił turecki biznesmen. To człowiek, który już raz wyłożył mnóstwo pieniędzy na Pogoń i zrobił dla niej bardzo dużo. Teraz Szczecin ma nowe władze i być może podejdą one do niego w lepszy sposób, niż było to za pierwszym razem. Życzę Pogoni takiego sponsora.
- Ten klub zasługuje na grę o wysokie cele, bo ma świetnych kibiców. Ci kibice często są jednak oszukiwani, w niektórych sytuacjach wręcz manipulowani i źle informowani przez pewnych ludzi. To ludzie, którzy udają, że chcą coś zrobić dla Pogoni, a wiadomo, że mają inny cel. Swoimi czynami rozwalają tylko dotychczasowy dorobek. Chcą po prostu być na świeczniku i zasłaniają się jakimiś ideałami.
Kiedy skończy się ta patowa sytuacja wokół Pogoni?
- Koniec i rozwiązane tej sytuacji może nastąpić po każdej rozmowie władz klubu z miastem. Podmioty, o których wspominałem, powinny na spotkaniu zadecydować, czy klub będzie dalej funkcjonował, na jakich zasadach i jak będzie wyglądała drużyna. Strony muszą sobie szczerze powiedzieć, jakie mają względem siebie oczekiwania. Prawa do decydowania o losach klubu scedowałem na prezesa Jana Miedziaka. Jestem zwolennikiem dialogu, ale sam w tych rozmowach udziału brał nie będę. Ja nie stawiam nawet warunku, że w Pogoni muszą grać sami Brazylijczycy. Daję wolną rękę władzom klubu. Ja mogę tylko pewne rozwiązania lekko firmować swoim nazwiskiem i dopingować. Decydować nie mam zamiaru.
Czyli nie twierdzi już Pan, że sprowadzanie brazylijskich piłkarzy do Polski może przynieść pozytywne efekty?
- Na pewno nie ma modelu idealnego. Pewne błędy były popełnione i popełniane są cały czas. Jednak gdybyśmy robili to konsekwentnie, to z czasem efekt musiałby przyjść. Z drugiej strony kibice i mieszkańcy Szczecina chcą szybkiego sukcesu, a to na pewno nie jest łatwe. Mimo wszystko rozumiem tych ludzi i ich oczekiwania.
Czy z perspektywy czasu opłacało się stawiać wszystko na jedną kartę: piłkarzy z Brazylii?
- Nie opłacało mi się z ekonomicznego punktu widzenia w ogóle inwestować w Pogoń. Wykładam na klub niewiarygodnie duże pieniądze, a w zamian tylko obrywam. To są naprawdę szokujące kwoty. Nikt nie widzi tych dobrych stron, a sporo ludzi doszukuje się negatywnych. Złe jest podejście niektórych ludzi ze Szczecina, którzy nie chcą pomagać, a zajmują się tylko przeszkadzaniem. Do tego robią z siebie bohaterów, którzy niby robią coś dobrego, a tak naprawdę niszczą klub.
Trener Bogusław Baniak, po badaniach wydolnościowych drużyny, stwierdził, że sprowadzeni Brazylijczycy nie uprawiali wcześniej wyczynowego sportu.
- Wszystko się zgadza. Wiem jednak, że ci piłkarze rozegrali kilka ciekawych meczów, np. z Wisłą Kraków czy Koroną Kielce. To przecież czołówka polskiej ligi, a oni tracili bramki pechowo, w ostatnich minutach. Widać, że są w stanie dorównać grze naszym czołowym drużynom. Same wyniki nie są zaskoczeniem, ale w grze należy szukać pozytywów. Gdyby była cierpliwość pozwalająca na dłuższą budowę zespołu opartego na takich zawodnikach, oczywiście z roszadami, to za rok byłyby efekty. Za dwa, trzy lata moglibyśmy natomiast walczyć o mistrzostwo Polski.
- W mojej brazylijskiej szkółce szkolimy coraz lepszych piłkarzy. Wcześniej próbowałem sprowadzać renomowanych zawodników z Brazylii. Trudno jednak kogokolwiek w Polsce do takiej opcji przekonać, a ja już nie mam nawet takiego celu. Szkolił Brazylijczyków będę jednak nadal i nieważne, czy będą oni grali w Pogoni czy innych klubach. Z brazylijskiego kierunku nie zrezygnuję. Myślę, że jak porozmawiamy za trzy, cztery lata to wtedy będziemy mogli podyskutować o sensie mojej koncepcji.
Baniak stwierdził też, że Panik i Pala - czescy trenerzy dokonujący selekcji piłkarzy - oszukują Pana.
- Jestem tym zaskoczony, bo mnie mówi zupełnie co innego. Twierdzi, że pracuje z ciekawymi i zdolnymi chłopcami. Twierdzi, że widzi w nich potencjał. Uważa jednak, że były popełnione błędy w przygotowaniu drużyny. Najłatwiej jest, jak jeden trener zwala na drugiego. Panika oceniam bardzo dobrze, bo konsekwentnie wykonuje on swoją pracę. Czech dobrze spełnia się w swojej roli. Panik nie wybierał jednak zawodników. Za wszystko odpowiedzialny jest Pala, który poniósł już konsekwencje błędów i został zwolniony. Sugerowaliśmy Pali, żeby do drużyny wziął innych, naszym zdaniem, lepszych piłkarzy. Ten jednak twierdził, że ci są dobrzy i odniesie z nimi sukces. Pala to człowiek, który żył, jakby w innych realiach i wyjątkowo się na nim zawiodłem. Wychodzi na to, że selekcja zrobiona przez niego nie była dokładna.
Wierzy Pan jeszcze w utrzymanie drużyny w I lidze?
- Nie wiem, czy się uda. Już dawno przestałem się emocjonalnie angażować w Pogoń. O utrzymaniu decyduje wiele czynników i nie tylko sportowych. Jeśli się nie utrzymają, to zarząd klubu będzie miał problem. Nie wiem, czy znajdą się pieniądze, żeby Pogoń mogła funkcjonować.

Rozmawiał: Marcin Nieradka
Źródło: gazeta.pl
Data: niedziela, 29 kwietnia 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności