www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Antoni Ptak: Moje życie i mój futbol
Mieszkał pan już na Florydzie, w zamku nad Loarą we Francji, w Niemczech, a ponad rok temu osiedlił się pan w Brazylii. Dlaczego tym razem wybrał pan akurat ten kraj?
- Lubię ciepły klimat. Będąc w Polsce, chętnie wyjeżdżałem na południe Europy. Zadecydowały jednak piłkarskie sentymenty. Od dzieciństwa fascynuje mnie brazylijski futbol, moim idolem był Pele, a teraz podziwiam Ronaldinho, choć ostatnio nie jest w najwyższej formie. Brazylijska piłka jest najpiękniejsza, a ja świetnie się czuję wśród ludzi zakochanych w futbolu - odnoszę wrażenie, że tu w ogóle innych nie ma. Brazylia ma też największy potencjał, co teraz mnie interesuje szczególnie. W mojej posiadłości powstaje największa szkółka piłkarska w Brazylii.
Jedną już pan miał, w Piotrkowie. Też szkolono w niej brazylijskie talenty, ale to przedsięwzięcie okazało się porażką.
- Nie lubię tego słowa. To był po prostu błąd. Nie mieliśmy bowiem dostępu do najbardziej utalentowanej młodzieży. Kilku zawodników jednak w lidze zagrało. W Jacarei powstaje szkoła na dużą skalę. Efekty będą za kilka lat, trzeba trochę cierpliwości, bo talentów tu nie brakuje. Mam trzydzieści hektarów ziemi i jest tu już pięć pełnowymiarowych boisk.
Od kilku lat w Brazylii mieszka pański najstarszy syn Dawid. Ta szkółka to jego królestwo?
- Dawid świetnie zaaklimatyzował się w Brazylii, mówi biegle po portugalsku i zarządza szkółką. W niektórych sprawach pomagam mu jednak, bo w Brazylii nie jest łatwo prowadzić takie przedsięwzięcie - inna kultura, inne środowisko, inne niż w Polsce problemy. Moje doświadczenie biznesowe często się przydaje.
Pojawiły się sugestie, że pański wyjazd do Brazylii miał związek z aferą korupcyjną. Niektórzy podejrzewają, że chciał pan uniknąć konsekwencji prawnych.
- To absurdalne pomówienia. Od lat walczyłem przecież o to, żeby powstała profesjonalna liga. Moją ideą było, żeby polski futbol zaczął działać na zdrowych zasadach. Mozolnie to szło, ale jak pan zapewne pamięta, jeszcze kiedy miałem ŁKS, byłem jednym z pierwszych orędowników zmian. Korupcyjne zjawiska, które wówczas pojawiały się, zniechęcały mnie. Proszę sobie przypomnieć, ile razy wycofywałem się, rezygnowałem z działalności w piłce. Wracałem, bo sentymenty zwyciężały. Od nieczystych spraw byłem jednak zawsze daleko. Zawsze klarowne były zasady mojego działania w futbolu: nigdy nie składałem obietnic bez pokrycia, nie miałem długów wobec innych klubów w związku z transferami, nigdy nie zalegałem z wypłatami wobec piłkarzy.
Jak pan odbiera więc to, co się dzieje ostatnio w polskim futbolu?
- Obserwuję to z daleka, ale sądzę, że afera jeszcze się rozwinie i końca pewnie nie widać. Zmiany nastąpią w PZPN i wszystko idzie chyba w dobrym kierunku. Jeśli proces oczyszczenia powiedzie się, to wreszcie przyszłość polskiej piłki będzie inna.
Rada Nadzorcza spółki MKS Pogoń Szczecin SSA wyraziła zgodę akcjonariuszom na sprzedaż wszystkich akcji na rzecz wybranego inwestora zagranicznego. Formalnie daje to prawo pana spółce Elmet oraz pańskiej małżonce Agnieszce, posiadającej mniejszościowy pakiet akcji - na sprzedaż Pogoni. Całkowicie wycofuje się pan z polskiego futbolu?
- Można tak powiedzieć, choć akcje jeszcze mam. Za wcześnie jeszcze mówić konkretami o sprzedaży. Nie angażuję się już w sprawy Pogoni, klubem rządzą inni ludzie bez mojej roli kierowniczej. Klub korzysta jeszcze z piłkarzy ściągniętych stąd. Ja tkwię teraz w zupełnie innej piłce. Mamy w Jacarei wewnętrzne rozgrywki młodzieżowe, a kiedy patrzy się, jak operują piłką młodzi Brazylijczycy, to trudno oprzeć się wrażeniu, że wśród nich jest niejeden Ronaldinho. To jest teraz moje życie i mój futbol.
Jaki jest pana największy problem w tej brazylijskiej idylli?
- Największy? Ja tu nie mam nawet najmniejszych, absolutnie żadnych. Zastanawiam się, czy jest coś, na co mógłbym narzekać, ale nie znajduję.
Jak wygląda pana zwykły dzień. Wino, samba, szybkie samochody?
- Żartuje pan. Nie jeżdżę lamborghini, bo Brazylia to kraj aut terenowych. Jeżdżę mitsubishi pajero, a żona też terenowym - volkswegenem. Żyjemy całkiem normalnie, skromnie, a rozrywkom oddajemy się z umiarem. Wstaję jak zawsze od lat o godzinie piątej i po śniadaniu zajmuję się interesami. Przez telefon internetowy łączę się ze współpracownikami w moich firmach, podejmuję decyzje związane z biznesem. Właśnie złapał mnie pan przed skyp-em między jedną konferencją, a drugą. Później jadę pozałatwiać bieżące sprawy. Po obiedzie zwykle oglądam jakieś mecze młodzieżowe. Spać kładę się o godzinie dwudziestej drugiej.
A kiedy ma pan czas na relaks...?
- ... to najczęściej wsiadam na quada i jeżdżę po bezdrożach. Mieszkamy w przepięknym miejscu. Jacarei to dwustutysięczne miasto, położone chyba nie więcej niż 70 kilometrów od dziesięciomilionowego molocha - Sao Paulo, w kierunku Rio de Janeiro. Blisko stąd do oceanu i często korzystamy z Agnieszką z urokliwych plaż. W przeciwnym kierunku mamy góry, więc dla odmiany wybieramy się czasem i tam. Mieszkamy na skraju dżungli więc jest możliwość liznąć trochę egzotyki. W Polsce żyłem piłką i czasem brakowało mi czasu dla rodziny. Teraz mam go dostatecznie dużo i jestem z tego powodu szczęśliwy.
Dzieci rozjechały się trochę po świecie?
- Najstarszy syn, dwudziestosześcioletni Dawid jest na miejscu, w Brazylii, drugi syn z pierwszego małżeństwa (w 1987 roku Antoni Ptak został wdowcem - przyp. mk) dwudziestojednoletni Albert studiuje zarządzanie na jednym z uniwersytetów brytyjskich, ściślej mówiąc w Szkocji. Z czwórki dzieci, które mam z Agnieszką, dwie córki, piętnastoletnia Kasia i rok starsza Ania, uczą się na Florydzie. Oczywiście mówią po angielsku, ale uczą się także portugalskiego. Z nami w Jacarei są najmłodsze dzieci - pięcioletnia Antonina i dziesięcioletni Antoś.
O pana domach krążą legendy. Jak wygląda posiadłość w Jacarei?
- W legendach zawsze jest trochę przesady. Mam domy we Francji i na Florydzie. Ten w Brazylii ma trzysta metrów kwadratowych i trochę przypomina staropolski dworek. Myślę, że jest tu przytulnie. Trwają jeszcze prace wykończeniowe.
Jacarei znaczy w języku tupi - jednym z miejscowych dialektów - Rzeka Aligatorów. To nie kojarzy się z zacisznym, spokojnym miejscem.
- Nie wiem skąd ta nazwa, ale pewnie ma korzenie historyczne. W istocie jest tu jednak spokojnie, a miasto jest otoczone malowniczą przyrodą, Fascynują mnie tu krajobrazy. Ważne jest też położenie Jacarei. Tu koncentruje się biznes, blisko stąd do Sao Paulo, do lotniska międzynarodowego. To dogodne miejsce, żeby piłkarze i menedżerowie mogli do nas przyjeżdżać.
Wybiera się pan do Polski?
- Tak, kiedy tylko zrobi się ciepło, może tuż przed wakacjami. Mam pomysł na nowy biznes w okolicach Łodzi, ale szczegóły to na razie tajemnica. Nie wykluczam też, że wiosną przyjadę na trochę dłużej do Niemiec.
Czuje się pan obywatelem świata?
- Nie wiem, czy to nie przesada. Od dziesięciu lat co jakiś czas zmieniam miejsce zamieszkania w różnych krajach i na różnych kontynentach. Nie zrywam jednak związków z Polską. Tu cały czas zarabiam pieniądze, tu koncentrują się moje interesy, choć mam również firmę marketingową w Niemczech. Zawsze też po jakimś czasie wracamy z rodziną do kraju. Nie widzę w tym nic szczególnego. Zawsze jednak znajdzie się ktoś, kto będzie w tym szukał sensacji.
W piątek derby Łodzi. Choć jest pan coraz dalej od spraw polskiego futbolu nie wierzę, że takie wydarzenie jest panu zupełnie obojętne?
- Nie, nie jest mi obojętne, ale patrzę na nie chłodniej niż dawniej. Sympatyzuję z obydwoma łódzkimi drużynami, obu dobrze życzę i nie podejmę się wskazać faworyta. Chciałbym, żeby zespoły ŁKS i Widzewa stworzyły dobre, emocjonujące widowisko, jak w najlepszych czasach. Takie, którym długo będzie żyło miasto i które przejdzie do bogatej historii derbów. Mało jest takich wydarzeń w polskim futbolu, jak derby Łodzi.

Rozmawiał: Marek Kondraciuk
Źródło: Dziennik Łódzki
Data: piątek, 16 marca 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności