www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Radosław Majdan: Brazylijczycy są rozrywkowi
Radosław Majdan jest bramkarzem Pogoni Szczecin. To drużyna, w której gra aż 17 Brazylijczyków i tylko kilku Polaków. Ale Majdanowi to nie przeszkadza.
- Rozumiemy się bardzo dobrze, bo ci Brazylijczycy to rozrywkowe chłopaki - mówi bramkarz Pogoni.
W kadrze Pogoni Szczecin jest aż siedemnastu Brazylijczyków i tylko kilku Polaków. Macie problemy, by zintegrować się z tą południowoamerykańską kolonią?
- A skąd! Rozumiemy się bardzo dobrze. Ostatnio urządziliśmy sobie turniej w ping-ponga. Sześciu Polaków na sześciu canarinhos. Dopingowaliśmy się wzajemnie głośnymi śpiewami, robiliśmy meksykańskie fale. Atmosfera była znakomita.
Na boisku dogaduje się pan z Brazylijczykami równie dobrze?
- Tak, bo nauczyłem się kilkunastu słów w ich ojczystym języku. Jak trzeba, to wrzasnę do któregoś z nich: pokryj albo odegraj i od razu chodzą jak w zegarku. A gdy mam problemy, by coś im przekazać, do akcji wkraczają Julcimar i Edi. Obaj płynnie mówią po polsku.
I nieźle grają. W przeciwieństwie do pozostałych Brazylijczyków...
- A tu się pan myli. Antoni Ptak sprowadził całkiem dobrych zawodników, naprawdę. Ci chłopcy potrzebują tylko czasu, by przestawić się na europejski styl. Muszą więcej uwagi poświęcać taktyce i walczyć ostrzej o każdą piłkę, jak taki typowy boiskowy killer. Jak nauczą się tych elementów, będzie dobrze.
Na razie wiadomo o nowych obcokrajowcach w Pogoni jedno - jak na Brazylijczyków przystało potrafią się dobrze bawić.
- Zgadza się, to są bardzo rozrywkowe chłopaki. Ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Gdy koncentrują się przed meczem, to przez wiele minut słuchają samby. Mnie to nie przeszkadza, choć te wszystkie piosenki są tak podobne, że zlewają mi się w jeden niekończący się utwór (śmiech). Podoba mi się także ich spontaniczność - latem wszyscy wzięli jednego na ręce i... wrzucili go do stawu. W ten sposób uczcili jego urodziny.
A jak przetrwał pan tegoroczny, ponadmiesięczny obóz w Sao Paolo?
- Jak usłyszałem na ile lecimy, byłem przerażony. Ale dałem jakoś radę, głównie dzięki książkom, internetowi i regularnym telefonom do mojej kochanej żony. Znalazłem też sobie sposób, by czas mijał szybciej - przestałem liczyć dni tygodnia. W pewnym momencie nie wiedziałem, czy mamy czwartek, czy niedzielę (śmiech).
Widział pan tę słynną szkółkę właściciela Pogoni Antoniego Ptaka?
- Tak, robi fajne wrażenie. Cztery dobrze przygotowane płyty boiskowe plus dwustu zdolnych juniorów - taka mieszanka musi niebawem przynieść efekt w postaci nowych, utalentowanych piłkarzy dla Pogoni. Pan Ptak ma zresztą taki cel - w ciągu kilku sezonów wyselekcjonować piętnastu naprawdę zdolnych ludzi, którzy tu przyjadą i z pomocą Polaków zleją Wisłę Kraków, Legię Warszawa i inne czołowe drużyny.
Uda się zrealizować ten plan?
- Nie myślę o tym. Na razie skupiam się na tym, by Pogoń w tym sezonie utrzymała się w lidze, to jest dla mnie najważniejsze. Jak tylko chłopakom minie szok termiczny i zamiast rzucać w zamarzniętą wodę kamieniami zaczną ćwiczyć, powinno być dobrze (śmiech). A wracając do pana Ptaka - nie rozumiem ludzi, którzy krytykują jego pomysły. To typowe w Polsce, że jak ktoś idzie pod prąd, trzeba mu dokuczać. Podobnie było jesienią z Leo Beenhakkerem i jego niespodziewanymi powołaniami. Ale Holendrowi się w końcu udało, oby z panem Antonim było podobnie.

Rozmawiał: Kamil Gapiński
Źródło: Dziennik
Data: piątek, 2 marca 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności