www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Antoni Ptak: Nie uciekłem do Brazylii
Kilka dni temu na łamach Expressu Ilustrowanego ukazał się wywiad z z Antonim Ptakiem, łódzkim biznesmenem a zarazem właścicielem Pogoni Szczecin.
Oto jego treść: 
Zamieszkał Pan w Brazylii z powodu nieczystego sumienia w związku z aferą korupcyjną w Polskim Związku Piłki Nożnej? Tam nie działają polskie przepisy o ekstradycji...
- To dziwne pomówienia. Nie uciekłem do Brazylii. Już blisko dziesięć lat mieszkam od czasu do czasu za granicą. Niedawno cały miesiąc spędziłem we Francji. Świeci słońce, jest pięknie. Ale wiosną znów zawitam do Europy, może do Niemiec.
Czy to znaczy, że afera w PZPN nie miała wpływu na Pańską decyzję?
- Nie. Byłem zawsze przeciwny nieczystym zachowaniom sędziów i działaczy piłkarskich. Chciałem, żeby polska liga była fair. Wycofałem się z tego biznesu i dobrze mi z tym. Teraz czytam internetowe wydania polskich gazet sportowych i jestem tylko obserwatorem.
Chyba niełatwo zarządzać firmami przez Internet, faks i telefon? Nie zaniedbuje Pan przez to interesów i podległych pracowników?
- Codziennie mam telekonferencje ze wszystkim osobami, które zarządzają moimi firmami. Uważam, że moje interesy rozwijają się wspaniale. Mam telefon, Skype, internet, więc jestem w stałym kontakcie z pracownikami.
Kiedy zamierza Pan przyjechać do kraju?
- W Polsce byłem latem zeszłego roku i nie wykluczone, że w wakacje znów przyjadę. Mam w planie pewną inwestycję w okolicach Łodzi. Chciałbym ją rozpocząć w tym roku.
Co to będzie?
- Konkurencja nie śpi. Nie mogę zdradzić szczegółów.
Znalazł Pan już nauczycielkę języka polskiego dla swoich dzieci?
- Nie wiem skąd się wzięły takie plotki. Nauczycielka polskiego nie jest moim dzieciom potrzebna, bo one ten język znają. W domu mówimy po polsku. Najmłodsze dzieci dobrze go rozumieją, a starsze chodzą do zagranicznych szkół, gdzie językiem wykładowym jest angielski. Uczą się też portugalskiego.
Co robią dzieci z poprzedniego (Antoni Ptak owdowiał w 1987 roku - przyp. red.) i obecnego małżeństwa? Planuje Pan powiększenie rodziny?
- Cha, cha! Na razie nie. Z obecną żoną, Agnieszką, mam czwórkę dzieci. Antonina ma pięć lat, a Antoś dziesięć. Oboje mieszkają z nami w Brazylii. Starsze córki - piętnastoletnia Kasia i szesnastoletnia Ania mieszkają i uczą się w USA, w bardzo dobrej międzynarodowej szkole na Florydzie. Synowie z poprzedniego małżeństwa - dwudziestojednoletni Albert, studiuje zarządzanie w Szkocji, a dwudziestosześcioletni Dawid prowadzi moją szkołę piłkarską, którą założyłem w Brazylii.
A czym zajmuje się żona?
- Agnieszka opiekuje się Antosiem, Antoniną i troszczy się o nasz dom. Jednym słowem robi to, co lubi najbardziej. Jest szczęśliwa, bo od kiedy zamieszkaliśmy w Brazylii bardzo dużo czasu poświęcam rodzinie. Wcześniej różnie z tym bywało.
Jak wygląda Pana dzień? Brazylia nie rozleniwia?
- Ludzie są tu na większym luzie, cieszą się życiem. Wstaję jak zawsze, czyli o piątej rano miejscowego czasu, wchodzę do internetu i zajmuję się biznesem. Nowoczesna technika pozwala mi na jednoczesne rozmawianie z wieloma osobami, które są w różnych miejscach świata. Potem oddaję się brazylijskim przyjemnościom... W łóżku jestem około godziny dwudziestej drugiej.
Brazylijskim przyjemnościom? Plaża, samba, drink z palemką?
- Rzadko. Bardziej zachwycają mnie tutejsze krajobrazy, mieszkam przecież na skraju dżungli. Ostatnio kupiłem quada, którym jeżdżę godzinami po bezdrożach. To bardzo fajna forma relaksu.
O Pańskiej posiadłości w Jacarei pod Sao Paulo, mówi się, że to prawdziwy pałac plantatora z gromadą służących.
- Rozczaruję Panią. Mój dom jest jeszcze w budowie i ma około trzystu metrów kwadratowych powierzchni. W niczym nie przypomina brazylijskiej willi plantatorów trzciny cukrowej. To raczej staropolski dworek z kominkiem. Jest przytulny, ciepły i kameralny. Cała posiadłość ma rzeczywiście trzydzieści hektarów, ale większą część terenu zajmuje szkoła piłkarska. Jest na niej pięć pełnowymiarowych boisk do piłki nożnej.
Ma pan szofera?
- Nie. Kiedy nie jeżdżę quadem, wsiadam w terenowe mitsubishi pajero. Czasem prowadzi je syn. Brazylia to nie miejsce na limuzynę z kierowcą. Moja żona też jeździ terenówką - volkswagenem.
Dużo Pan wydaje na życie? Na zakupy?
- Żyję całkiem normalnie. Większość zarobionych pieniędzy inwestuję. Gotówki mam na koncie niewiele. Zakupami zajmuje się żona. To ona mnie ubiera, prowadzi dom. Kiedy jestem w Polsce, kupuje coś w "Ptaku", czasem jedziemy do niemieckich sklepów. Nie patrzę na metki. Nie noszę ciuchów od Hugo Bossa. Nie mam nic przeciwko koszulom za pięćdziesiąt złotych.
Ma Pan zamek we Francji i dom na Florydzie. Kupi Pan posiadłości w innych miejscach świata?
- A z tym zamkiem to już nieaktualne. We Francji mam teraz zwykły dom, podobnie na Florydzie. I tu, i tu dobrze mi się mieszka, bo w obu krajach mam wielu znajomych.
Na ile wycenia Pan swój majątek? W 1999 roku tygodnik "Wprost" uznał, że zasłużył Pan na 43. miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków.
- Nie zastanawiam się nad tym. Nie sprawdzam co chwila zawartości swoich kont. U mnie pieniądz robi pieniądz.
Nie wierzę, że biznesmen nie wie, ile ma? 10 milionów dolarów? 15 milionów euro?
- Hm... Trudne pytanie. Niech pomyślę. Centrum handlowe w Rzgowie, firma marketingowa w Niemczech, klub piłkarski Pogoń Szczecin, ośrodek treningowy w Gutowie Małym i szkoła w Brazylii. To chyba warte więcej niż piętnaście milionów euro.
Nadal będzie Pan rozwijał swoją piłkarską pasję? Skąd ta słabość do "nogi"?
- Jak każdy mały chłopak marzyłem o karierze piłkarza. Moim idolem był Pele, ale także wielu polskich piłkarzy - Deyna, Lubański, Lato, Tomaszewski... Pewnie dlatego wybrałem Brazylię. Tu wszyscy mają hopla na punkcie "nogi", nawet kobiety, nie wspominając o dzieciach. Chodzi mi po głowie założenie młodzieżowej szkoły piłkarskiej w Polsce, gdzie można by było wyławiać i szkolić piłkarskie talenty. Zobaczymy.
Kto jest według Pana najlepszym piłkarzem świata?
- Trudno powiedzieć, bo nie ma na świecie piłkarza, który ciągle byłby w świetnej formie. Lubię Ronaldinho, choć teraz ma gorszy okres.
A najlepsza drużyna piłki nożnej to...
-... FC Barcelona. Świetna, zgrana.
Pana największe zmartwienie?
- Na szczęście ich nie mam. Wszystko w moim życiu dobrze się układa.
A marzenie?
- Zawsze o tym samym. Żeby moja rodzina była zdrowa i szczęśliwa.

Rozmawiał: Agnieszka Gospodarczyk
Źródło: Express Ilustrowany
Data: wtorek, 27 lutego 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności