www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Libor Pala: Chcę być trenerem, który Pogoń uratował przed spadkiem
Drużyna ma grać wyważoną piłką: w ofensywie kontrolować sytuację i strzelać bramki, w defensywie - nie stracić gola - tłumaczy szkoleniowiec szczecińskiej Pogoni, oficjalnie zatrudniony tuż przed świętami.
W środę wylatuje Pan do Brazylii. Czy może Pan przedstawić plan przygotowań Pogoni do rundy wiosennej?

- W środę o świcie wylot z Warszawy. Biorę kilka książek, bo wolę czytać niż oglądać telewizję. Do ośrodka docieramy w środę wieczorem, a od czwartkowego poranka rozpoczynamy zajęcia. Będą tam już wszyscy Brazylijczycy, którym przed świętami dałem plany treningowe. Jeśli ich nie zrealizowali - nie zostaną w zespole. Plan pobytu składa się z dwóch podstawowych części. Pierwsza - kondycyjna - będzie liczyła sobie ok. 10 dni. To jakby obóz w centrum pana Ptaka. Mamy tam już nową siłownię, więc jest gdzie pracować. Po tym okresie nastąpią dwa dni regeneracji. Później rozpocznie się okres gry i weryfikacji zawodników. Kadra będzie szeroka. W tej najważniejszej grupie zawsze powinno być 25-28 zawodników. Będziemy grali dwa mecze w tygodniu: w środę i w weekend. Przeciwników dogadują nam nasi współpracownicy.
Będzie Pan miał asystenta?
- Będzie nim Sławek Rafałowicz, ale zostaje w Polsce i przez tydzień będzie prowadził polskich zawodników, którzy dołączą do nas. Drugim asystentem pozostanie Miłosz Stępiński. Nie zmieni się sztab medyczny.
Jakie są Pańskie oczekiwania?
- Bym za dwa-trzy lata miał dobre wspomnienia po pracy w Pogoni. Do każdej pracy podchodzę optymistycznie. Jakby nastrój był pesymistyczny, to nic bym nie osiągnął.
Dwa-trzy lata?
- Może mnie pan nie zrozumiał i szuka zagadki, a to żadna zagadka. Mówię otwarcie: jak wspominam pracę w Świcie, to jestem zadowolony. I tak samo chcę być zadowolony z pracy w Pogoni.
Zadałem to pytanie, bo chyba zdaje Pan sobie sprawę, w jakim klubie będzie pracował i kto będzie jego szefem?
- To jest wyzwanie. Dlaczego pracować w klubie, gdzie wszystko jest idealnie poukładane, a działacze nadzwyczaj spokojni? Jakieś doświadczenia z panem Ptakiem mam. Pan Antoni złożył mi ofertę pracy jeszcze przed zatrudnieniem Pavla Malury. W zasadzie byliśmy dogadani i miałem być trenerem Pogoni, ale nie mogłem rozwiązać kontraktu w Czechach. Nie zerwaliśmy kontaktu i dziś jestem pod skrzydłami Ptaka.
Zna Pan realia polskiej ekstraklasy i np. polskich zawodników. Czy sądzi Pan, że brazylijska opcja lansowana w Pogoni ma szansę powodzenia? Po roku 2006 nie brakuje pesymistów.
- Koncepcja sprowadzania Brazylijczyków do Polski troszkę się zmieniła. Pan Ptak i ja bogatsi jesteśmy w doświadczenia ostatnich miesięcy i pewnych rzeczy już nie powielimy. Pewne modyfikacje już są: szef nie zatrudnił brazylijskiego trenera, który nie ma rozeznania w europejskiej piłce, bo ten wariant nie mógł się sprawdzić. Wyciągane są wnioski i dziś jest inaczej niż przed rokiem. Zobaczymy efekt, ale póki co ja popracowałem tam parę miesiące i widziałem bardzo utalentowanych zawodników. To dobrze rokuje na przyszłość. Proszę mi wierzyć, że jestem dobrej myśli.
Na razie ma Pan 13 zawodników z kontraktami, z których trzech-czterech to jeszcze nie gracze na ekstraklasę. Musi Pan dokooptować minimum 12 nowych zawodników. Dużo...
- Ale ja w tym nie widzę problemu. Znam ich, pracowali pod moją ręką, rozmawialiśmy.
Czy kadra nie powinna być szybciej skompletowana i zamknięta, by Pan te najbliższe tygodnie poświęcił tylko na przygotowanie i zgranie?
- Nie chcę zamykać szansy przed żadnym zawodnikiem. Pobyt w Brazylii będzie służył temu, by stworzyć silną kadrę. Dla mnie nie liczą się nazwiska, ale zespół. Kto nie będzie chciał grać pod wodzą pana Ptaka - droga wolna. Brazylijczycy garną się do wyjazdu do Europy. To ich cel. Ja z całej grupy muszę wybrać takich, co będą grać dla Pogoni.
To w większości młodzi zawodnicy?
- Tak.
Nie liczy Pan na transfery doświadczonych graczy z Polski?
- To także jest dogadane z panem Ptakiem. Jeśli będziemy mieli braki na jakiś pozycjach, to po przylocie do Polski podpiszemy kontrakty z doświadczonymi ligowcami. To otwarta sprawa, bo okres transferowy zamyka się z końcem lutego. Kandydaci są wytypowani, ale w styczniu będziemy sprawdzać graczy w Brazylii. Tam ci starsi nie są potrzebni.
Nie za późno drużyna przyleci do kraju?
- Zobaczymy. Decyzja zapadnie tam. Polacy i starsi stażem Brazylijczycy nie będą mieć problemów z aklimatyzacją. Nowi mogą mieć problemy, to przyznaję. Ale pierwszy wariant był taki, że przylecimy dopiero na przełomie lutego i marca. Zmieniliśmy go i wracamy 14 lutego. Jestem z tego zadowolony.
Jest Pan trenerem bardziej od defensywy czy ofensywy?
- Barcelona gra finał MŚ klubowych z Brazylijczykami. Ma wielką przewagę, masę okazji i trzy razy strzela w słupek. Za to Brazylijczycy grają tylko defensywnie i wykorzystują jedną jedyną okazję. To kto według pana gra piłkę defensywną i ofensywną? To kwestia spotkania. Jak my pojedziemy na boisko np. Wisły Kraków, która taktycznie i technicznie gra bardzo dobrze, czy pojedziemy na Legię, gdzie kibice są 12. i 13. zawodnikiem, bo wywierają ogromną presję, tam nie mogę grać tylko ofensywnie. Spróbujmy na takich boiskach czy z mocnymi przeciwnikami grać dobrą defensywę i wychodzić do kontry. To polskim drużynom wychodzi najlepiej. Zaznaczam: ja nie jestem trenerem od ofensywy czy defensywy, ja chcę w każdym meczu grać o punkty. Jeśli mecz jest w Szczecinie, to wszystkie środki podporządkuję, by wygrać. Na wyjeździe - cel będzie ten sam. Drużyna ma grać wyważoną piłką: w ofensywie kontrolować sytuację i strzelać bramki, w defensywie - nie stracić gola.
Czy Pański zespół pierwszy będzie odsłaniał karty na boisku?
- Bardzo mi zależy, by moi zawodnicy na boisku byli bardzo aktywni, pressingiem wymuszali błędy i je wykorzystywali. To wierzchołek piłkarskich umiejętności. Chelsea na boisku Manchesteru United też się broni, a u siebie Drogba wywiera presję już od pola karnego przeciwnika. Nie chcę się szufladkować, bo sytuacja na boisku i przeciwnicy są różni. Będziemy się dostosowywać. Jak ktoś oczekuje jasnych deklaracji, które później będą mnie ograniczać w pracy - to jego problem, nie mój. Mój problem to nauczenie zespołu grania i wygrywania. My jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy uratować się przed spadkiem. Sytuacja jest ciężka, bo jesienią w 15 meczach zdobyliśmy 14 pkt. To bardzo mało. Mnie teraz jesień nie interesuje, liczy się tylko wiosna. Cel jest konkretny i poświęcimy mu wszystko, także piękno gry. Jak mnie pan pyta, jakim jestem trenerem, to najchętniej odpowiem, że chcę być trenerem, który Pogoń uratował przed spadkiem.
Dwa pierwsze mecze ligowe w Szczecinie. Mogą ustawić walkę?
- Jeszcze w 18-letniej karierze nie miałem sytuacji, by dwa pierwsze mecze grać u siebie. Jestem optymistą i błyskawicznie chcemy mieć 20 pkt na koncie. To będzie dobry znak, że poszliśmy dobrą drogą.
Zaakceptował Pan ostatnie personalne decyzje władz klubu? Odeszli m.in. Cruz, Tavares, Łabędzki.
- Z Brazylijczykami spotkałem się w Brazylii, rozmawialiśmy, trenowali i doszedłem do wniosku, że nie takich zawodników chcę mieć w kadrze. To dobrzy zawodnicy, ale chcieli grać dla siebie. Nie chcieli pracować dla zespołu. Porażki tłumaczyli słabością innych, a nie swoją. Ja chcę w zespole graczy pracujących pod zespół. Da to potencjał, który później wykreuje gwiazdy. A Łabędzkiego nie zatrzymywaliśmy, bo ocena jego przydatności do zespołu, którą wystawili nie tylko obecni jego pracodawcy, ale i wcześniejsi - nie była najlepsza. Michał trafił więc do Łęcznej i jestem pewny, że przeciw Pogoni zagra świetnie. Poradzimy sobie bez niego.
Czy nie za dużo zmian?
- Takie jest życie. Sensacji nie ma co robić. To po prostu fakt, dla nas już historia. Skoncentrujmy się teraz na pracy. Ja wiem, że będę pracował uczciwie, z otwartym sercem, a wiedzę, którą mam - postaram się przekazać drużynie.
Pozostali Polacy w kadrze?
- Cieszy mnie, że został doświadczony bramkarz Radek Majdan, na którym mogę polegać. Zostaje Piotrek Celeban. Czytałem z nim wywiad. Chce odejść. To nie moja sprawa, ale szkoda, że Piotrek nie chce podjąć walki o pierwszy skład, nie chce mnie przekonać, że jest graczem na I ligę. Zabrakło mu dyplomacji. Płaczem w gazetach zawodnik nic nie zyskuje.
W pierwszych wypowiedziach dla mediów - apelował Pan do szczecińskich kibiców o zaufanie.
- Tak, bo przecież przede mną pracował Mariusz Kuras, którego w Szczecinie bardzo się ceni. Ja go znam ze spotkań w II lidze i naprawdę mam o nim jako człowieku bardzo dobre zdanie. Mariusz był otwarty dla mnie, rozmawiał, podchodzi z przyjaźnią do każdego. Ale teraz sytuacja jest taka, że punktów jest mało i właściciel podjął decyzję o zmianie trenera. Gdyby było 6 pkt więcej, Mariusz nadal by pracował. To nie była moja decyzja. Mariusza w Szczecinie kibice kochają, mnie nie muszą, ale z oczekiwaniami kibiców muszę się liczyć. Ilością punktów będę chciał ich przekonać do siebie. Apeluję o pół roku czasu.
Pana Pogoń będzie przypominać Pogoń pod wodzą Bohumila Panika?
- Każdy trener ma swoją rękę. Ja nie chcę stylizować się na pracę Mariusza Kurasa, a już w ogóle nie Panika. To mój serdeczny przyjaciel, wielka wiedza i filozofia piłkarska, ale ja jestem inny. Panikiem nie będę. Nikt nie lubi się na kogoś stylizować. Każdy ma swoją osobowość i w pracę wkłada swoją cegiełkę. Ja nie będę rozliczany z tego, że Pogoń gra, jak chciał Panik. Za pół roku zostanę rozliczony jako Libor Pala i teraz pracuję po swojemu, na swój rachunek.
Komunikacja w zespole?
- Portugalskiego nie chcę się uczyć, bo to nie jest światowy język. Liczyłem, że Brazylijczycy będą znać angielski, ale tak nie jest. Bardzo liczę, że szybko przyswoją polski na tyle, by rozumieli to, co do nich będę mówił.
Czyli znów najwięcej obowiązków spadnie na Julcimara?
- To skarb tego zespołu. Bez niego nie wyobrażam sobie drużyny.

Rozmawiał: Jakub Lisowski
Źródło: gazeta.pl
Data: środa, 3 stycznia 2007 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności