www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Mariusz Kuras: Skład zawsze ustalałem ja
Szkoleniowca Pogoni Szczecin nie satysfakcjonuje jesienny wynik zespołu. - Mogliśmy mieć kilka punktów więcej - przyznaje.
Mariusz Kuras przyszedł do Pogoni w końcówce poprzedniego sezonu, gdy los portowców był niepewny. Ostatecznie Pogoń utrzymała się w ekstraklasie, a szkoleniowiec przedłużył kontrakt. Teraz nie wiadomo, czy zostanie w klubie. Nieoficjalnie mówi się, że zastąpi go któryś z czeskich trenerów. Bohumil Panik, Libor Pala są w brazylijskim ośrodku właściciela klubu Antoniego Ptaka, a Werner Liczka sam zgłosił swoją chęć pracy w Szczecinie, a kandydatem był już dwukrotnie. Decyzja musi zapaść w najbliższych dniach.
Jest Pan pogodzony z tym, że mecze w Pucharze Ekstraklasy zakończą Pana pracę w Pogoni?
- Taki scenariusz muszę brać pod uwagę, ale jeszcze nikt ze mną oficjalnie na ten temat nie rozmawiał. Ja na pewno się nie poddaję, wierzę, że z Pogonią mogę powalczyć i zrobić taki wynik, który zagwarantuje utrzymanie zespołu w ekstraklasie. W tej chwili nie może być żadnego innego celu. Zresztą na początku sezonu też nie było innych wymagań, bo być nie mogło. Do rozgrywek przystąpiliśmy osłabieni najbardziej ze wszystkich ligowców. Odejście Kaźmierczaka, Grzelaka, Matheusa, później Grzesia Matlaka oznaczało, że zostaliśmy bez lewej strony. Spowodowało to, że nie mieliśmy takich atutów, by drużyna grała piłkę, którą ja bym chciał.
Czy jest termin, do którego będzie Pan czekał na ostateczną decyzję Antoniego Ptaka?
- Czekam na rozmowę z panem Ptakiem. Już dawno nie rozmawialiśmy, a ta rozmowa jest dla mnie bardzo ważna.
Nie czuje się Pan rozgoryczony, że jesienią zabrakło współpracy z właścicielem Pogoni?
- Sytuację skomplikował wyjazd pana Antoniego do Brazylii. Gdyby został w Polsce, kontakt byłby znacznie częstszy. Ja jednak miałem pewną rzecz do zrobienia. Ugraliśmy jednak tylko 14 pkt. Sytuacja jest ciężka, ale nie jest dramatyczna. Ten zespół, przy odpowiednich wzmocnieniach zimą, może grać spokojnie o środek tabeli i myśleć o czymś więcej w przyszłym sezonie. Do tego potrzebne są wzmocnienia, szczególnie na bokach. Bez silnych boków nie można grać ofensywnej i dobrej piłki.
W trakcie rundy do Brazylii wyjechało aż siedmiu zawodników. I raptem został Pan z 13 zawodnikami z pola.
- Pierwsi zawodnicy, którzy wyjechali: Lopes, Dinei, Baiano czy William nie przebili się do składu i nie przydaliby się nam. Nie nalegałem na ich pozostanie. Druga decyzja o wyjeździe Leandro, Juniora i Danilo nie była ze mną konsultowana. Zarząd podjął decyzję, a ci piłkarze w końcówce na pewno by grali. Może to nie byli podstawowi zawodnicy, ale np. Junior wystąpił w 9 spotkaniach, Leandro mocno naciskał na Lilo, a Danilo pukał do składu.
Jak to było z ustalaniem wyjściowego składu. Często pojawiają się sugestie, że kolejni szkoleniowcy Pogoni dają mocno ingerować w składzie Antoniemu Ptakowi.
- Wpływu na strategiczne decyzje w klubie nie mam, ale jedną rzecz mogę śmiało powiedzieć - skład zawsze ustalałem tylko ja. Nie wiem, jak było wcześniej w Pogoni, ale za mojej kadencji, to Kuras ustalał skład.
Mamy 14 pkt. Przed sezonem liczyłem na 6-7 więcej i miejsce w przedziale 6-8.
- Ja też liczyłem na więcej, ale szybko musiało przyjść orzeźwienie. Przystąpiłem do rozgrywek z bardzo osłabionym składem. Praktycznie sześciu nowych ludzi mieliśmy w pierwszym składzie i nie ma szans, by w kilka tygodni drużyna grała o czołówkę. Ja nigdy nie zagwarantuję, że z nową ekipą po paru tygodniach będę walczył o czołówkę. Po cichu liczyłem na trochę więcej niż mamy i przecież wrześniowe występy pokazały, że coś potrafimy. Dopadły nas kontuzje, kartki i zabrakło pola manewru. Rezerwowi jedynie uzupełniali skład, więc graliśmy już słabiej. Moim zdaniem tej drużynie zabrakło 3-4 pkt.Z obecnego dorobku zadowolony oczywiście nie jestem, bo nie jestem minimalistą. Pogoń wiosną podała mi rękę i cieszyłem się z powrotu do Szczecina. Po wiosennym meczu z Lechem rozmawiałem z prezesem Ptakiem i przedstawiłem swoją wizję drużyny. Liczyłem, że wymieszamy tamten skład, że dojdą wartościowi zawodnicy z Polski, którzy pomogliby wypromować nowych Brazylijczyków. Stało się inaczej: wrócili Polacy z wypożyczeń, a sprowadziliśmy Brazylijczyków, którzy niekoniecznie w swoich klubach odgrywali ważne role. Z boku może wyglądać, że polska liga jest słaba, ale nie do końca. Tu też trzeba prezentować pewne umiejętności, by sobie poradzić. Wielu obcokrajowców sobie nie radzi z inną mentalnością, innym graniem. U nas też kilku zawodników nie "zatrybiło".
Większość Brazylijczyków polską ligę zna od marca, a jesienią nie zrobili postępu w grze
.
- Trzeba wrócić do początku. Planowałem start przygotowań na 12 czerwca, ale były kłopoty z biletami i skład miałem 29 czerwca - cztery tygodnie przed ligą. Sam Edi dotarł do nas 10 dni przed meczem z ŁKS. To nie pomagało, by weszli na dobre obroty i by to wyglądało lepiej. Znaczącego postępu piłkarzy nie było. Myślę, że większość z nich dopadł taki "polski syndrom młodych piłkarzy". Lilo był chwalony wiosną za ciąg na bramkę, jesienią czuł na plecach Leandro i nie wytrzymał psychicznie. Był słabszy, zachłysnął się pochwałami, wsparciem kibiców. Myślał, że będzie grał jak wcześniej, a grał słabiej. Końcówka rundy słabsza w wykonaniu Andersona. Ale i jego słabszy okres rozpoczął się, gdy odebrał kilka telefonów z Zagłębia czy Lecha. Myślę, że poczuł się zbyt wielką gwiazdą, straciłem z nim kontakt i nie grał tego, co oczekiwałem.
Kto miał przyjść latem do Pogoni?
- Była lista zawodników, generalnie z kartą na ręku. Kolendowicz, Kowalski trafili ostatecznie do ŁKS, były rozmowy o Marcinie Chmieście. Sam namawiałem go i wykazywał zainteresowanie. Miał w kontrakcie klauzulę odstępnego, ale można było to ugrać w negocjacjach. W trakcie sezonu próbowałem przekonać zarząd do sprowadzenia z Wisły Maćka Stolarczyka. W Wiśle grał mało, a u nas byłby wartościowym wzmocnieniem. Były i inne nazwiska: Przytuła, Pawlusiński, Czerkas, Piechna.
Musiał Pan zaakceptować decyzję Ptaka, że sprowadzi tylko Latynosów.
- Wiedziałem, że w składzie nie mogę mieć 30-40 zawodników, a skoro w końcu dotarli nowi Brazylijczycy i wszyscy mieli już podpisane kontrakty, to przestałem wierzyć w polskie transfery. W międzyczasie wyskoczył nam jeszcze Grzesiu Matlak, którego odejścia nikt w klubie się nie spodziewał.
Zespół nie nauczył się atakować.
- Większość polskich zespołów ma problemy z atakiem pozycyjnym. My w paru spotkaniach poprzedniej rundy pokazaliśmy, że potrafimy zagrać prostopadłą piłkę, poszukać kogoś na boku i zakończyć akcję dośrodkowaniem. Teraz brakowało mi wykonawców. Nie uciekam od odpowiedzialności, ale np. na lewej pomocy z konieczności musieli grać Piotr Celeban czy Łukasz Trałka. Oni nie mają dobrej lewej nogi i męczyli się tam.
Zbyt często irytowała postawa Brazylijczyków, którzy chcieli zbyt ładnie, a wychodziło mało skutecznie.
- To mentalność tych zawodników. Większość graczy z naszego zespołu nie grała wcześniej w profesjonalnych klubach. Grywali w ligach stanowych, co jest odpowiednikiem naszej IV ligi. Tam też można znaleźć diamenty, ale przecież nie znajdzie się ich 18. Ja w Brazylii nie byłem, ale opowiadano mi, że gra się tam bezkontaktową piłkę. Ma być pięknie i finezyjnie. W Polsce wszyscy chcieli pokazać Brazylijczykom miejsce w szeregu i w pewnych meczach była rzeź niewiniątek. Parę razy się przeciwstawiliśmy, ale czasami na agresję odpowiedzieliśmy głupią agresją, przez co gracze byli dyskwalifikowani.
Ile punktów Pogoń ma mniej przez to, że Brazylijczycy nie uczą się polskiego i kontakt z Panem jest niemożliwy.
- To problem. Tłumacz przecież nie wyjaśni do końca moich uwag, sugestii. Nieraz przecież wystarczy zmienić ton głosu i przyjdzie zamierzony efekt. Julcimar wywiązywał się z takich zadań, ale traciliśmy zbyt wiele cennego czasu. Dla dobra Pogoni trzeba zainwestować i zatrudnić nauczyciela.
Jaki wpływ na wyniki miał konflikt między kibicami a działaczami?
- Ja i piłkarze przyzwyczailiśmy się, że w Szczecinie jest wysoka frekwencja, a publiczność jest za nami. Teraz takiego wsparcia zabrakło, szczególnie na początku sezonu. Ale to protest kibiców przyczynił się do naszego powrotu z Gutowa. Konflikt trwa i teraz obie strony muszą zrobić wszystko, by się dogadać. Granie bez kibiców nie ma sensu. Szczecin zasługuje na I ligę, ale bez zaangażowania fanów ciężko będzie ją utrzymać.
Przez konflikt wokół klubu chyba miał Pan mniejszą presję?
- Chciałbym, by kibice na mnie wywierali presję. Czuję ją, bo przecież prowadzę pierwszoligowy zespół i wszyscy oczekują dobrych wyników. Po pierwszym meczu wszyscy twierdzili, że to się nie uda. Przyszły lepsze wyniki, ale twierdzono, że to efekt słabszego dnia rywali. Presję czułem, przecież walczę o życie, by mieć pracę i pracować w jak najlepszych klubach. A każda porażka osłabia moją pozycję. Dziś na pewno jestem lepszym trenerem niż sześć lat temu, bagaż doświadczeń i wiedzy na pewno wystarczy, by wiosną obronić z Pogonią I ligę. Ale ja z Pogonią chcę walczyć o coś więcej, a do tego potrzebuję wsparcia. Ktoś powie, Kuras zdobył tylko 14 punktów. OK, ale wiosną lepszy skład miał 15, w tym moich 7.
Wniosek po jesieni dla Pana i Pogoni?
- Trzeba zrobić wszystko, by w zespole było więcej graczy wartościowych.
Opracował Pan plan przygotowań do rundy wiosennej?
- Tak, ma już go Antoni Ptak. Chcę poznać plany pana Antoniego w stosunku do mnie, zespołu, klubu. Wiem, że pan Antoni zbudował w Brazylii ośrodek piłkarski i pewnie drużyna tam pojedzie. Ale trzeba brać pod uwagę klimat i to, że piłkarze muszą przebywać i grać w Europie. Pod koniec stycznia musimy być w Szczecinie lub pojechać np. do Turcji na obóz. W Brazylii nikt wtedy nie gra, a sparingi z zespołami z lig stanowych nie dadzą nam poglądu na temat drużyny. Zawodnicy muszą poczuć na własnej skórze, na co natrafią w lidze. Czescy trenerzy nie wytrenują tego w Brazylii. Chciałbym, by Brazylijczycy przyjechali do Szczecina i tu dopiero walczyli o kontrakty. W ten sposób możemy zbudować silny zespół.
Ilu zawodników musi mieć Pan do pierwszego składu?
- Pytanie, ilu zawodników zostanie. Do obecnej kadry trzeba dokooptować czterech dobrych polskich zawodników i poszukać trzech-czterech dobrych Brazylijczyków. Na razie jedynie Edi jest pewny. Pozostali też mają umowy, ale wracają do Brazylii i tam będą trenować pod okiem Panika i Pali. Lepsi zostaną, słabsi odpadną. Nie tędy droga. Trener Panik powinien wiedzieć, że nasi Latynosi nie będą teraz zmotywowani do walki o skład. A rewolucja kadrowa niczego nie da. Nowy zespół będzie oznaczać, że trzeba będzie dwóch-trzech miesięcy na poznanie ligi. Tego czasu Pogoń nie ma. Jeśli nie wygramy dwóch pierwszych meczów z ŁKS i Zabrzem, będzie coraz trudniej. My już na lutowe spotkania pucharowe musimy mieć przygotowany zespół do walki.

Rozmawiał: Jakub Lisowski
Źródło: gazeta.pl
Data: środa, 22 listopada 2006 r.
Dodał: js

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności