www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Antoni Ptak: Liczyłem na dużo więcej
Rozmowa z Antonim Ptakiem, właścicielem Pogoni Szczecin.
Wcześnie Pan wstaje w dni robocze?
- Bardzo wcześnie, bo taka jest moja natura. Latem jestem na nogach już o godz. 5 rano, ale oczywiście nie od razu zaczynam pracę, tylko idę do ogrodu.
Idzie Pan do ogrodu i myśli o Pogoni czy o biznesie?
- Różnie bywa, ale częściej jednak zaczynam dzień od myślenia o Pogoni. Były i są różne i skomplikowane sytuacje w klubie.
W ostatnim sezonie ligowym dobrze Pan sypiał? Bo wyniki zespołu rzeczywiście były dalekie od oczekiwań.
- Zdarzały się dni, że ciężko było o dobry sen. Było wiele niespokojnych nocy i rozmyślania.
Podstawowym celem beniaminka jest utrzymanie się w ekstraklasie. To Pogoń zrealizowała, ale aspiracje były większe. Dlaczego było tak słabo?
- Liczyłem na dużo więcej od drużyny, i tego nie ukrywam. Zbiegło się kilka przyczyn. Pierwsza - kontuzje podstawowych, najlepszych zawodników. Druga to zła praca sędziów. Dziś telewizyjne powtórki są bezlitosne dla arbitrów, a my naliczyliśmy 11 sytuacji, w których ewidentnie należał się nam rzut karny. Nawet jakbyśmy wykorzystali połowę z tych jedenastek - a przypominam, że w rundzie wiosennej najczęściej wyniki były remisowe - tych punktów nazbieralibyśmy tyle, że teraz przygotowywalibyśmy się do rozgrywek Pucharu UEFA, a nie Intertoto. Niestety sędziowanie było takie, jakie było, - wyjątkowo niekorzystne dla Pogoni. Trzecia przyczyna to brak szczęścia. W sporcie trzeba mieć fart, a my jako beniaminek płaciliśmy frycowe. Mam nadzieję, że jednak wszystko przed nami, a najbliższy sezon będzie zdecydowanie lepszy.
Rozgoryczenia sezonu?
- Jeśli chodzi o zawodników, to było ich kilka. Bardzo liczyliśmy na wzmocnienie Mirko Poledicą i Tomasem Kucharem. Obaj już byli doświadczeni, a w Pogoni zupełnie się nie sprawdzili. Sprowadzał ich trener Panik, który mocno zabiegał o tych zawodników i bardzo na nich liczył. Przekonał nas, w sparingach wypadali dobrze, ale nie wyszło. Także Adriano, z tym, że transfer Brazylijczyka załatwiliśmy "za pięć 12" i nawet go nie widzieliśmy na boisku. I szybko z niego zrezygnowaliśmy. Szkoda, ale to było wkalkulowane, że mu się nie powiedzie.
Pozytywne akcenty?
- Gra Pawła Magdonia. Znam go już osiem lat i czekałem, aż w końcu przebije się w I lidze. Magdoń bardzo wiele zawdzięcza Panikowi. Przy tym szkoleniowcu zawodnik nauczył się grać taktycznie. Także gra Ediego, ale po nim tego się spodziewałem. Szkoda, że odniósł pechową kontuzję na początku roku, bo dopiero w końcówce sezonu pokazał, co potrafi. A potrafi jeszcze więcej. Widziałem go w Brazylii i jestem pewien, że po dojściu do formy będzie liderem naszego zespołu.
Po awansie do I ligi zdecydował Pan o zatrzymaniu w klubie Bogusława Baniaka i zatrudnieniu młodego czeskiego trenera Pavla Malury. Powstał dziwny układ, bo nie wiadomo było, kto za co odpowiada. Czy nie popełnił Pan błędu nie, stawiając na jednego trenera?
- Układ Malura-Baniak nie sprawdził się, i to był błąd. Ale nie tylko tu mogliśmy podjąć inną decyzję. Jeśli chodzi o szkoleniowców, to najbardziej mi szkoda trenera Panika. Przerwaliśmy mu pracę w połowie drogi, bo nie byliśmy - i kibice również - cierpliwi. Zrobił dobrą robotę, ale presja wyników była wielka i ulegliśmy jej. Szkoda, bo jego praca pewnie by zaowocowała. Nie ma sensu mówić źle o Paniku, bo to on najlepiej ustawi Pogoń taktycznie. Miał jednak pecha, bo z powodu kontuzji nie mógł skorzystać z najlepszych zawodników z ofensywy: Diveckiego, Milara, Ediego. O tym, że jego praca szła w dobrym kierunku, świadczą spotkania z najlepszymi zespołami w lidze. Byliśmy równorzędnym przeciwnikiem dla Wisły Kraków, pokonaliśmy Groclin Grodzisk i Wisłę Płock. Ale i Panik popełnił błąd, bo nie postawił na Rafała Grzelaka. Nie słuchał moich sugestii i dopiero ostra rozmowa zmieniła jego zdanie. Było to za późno, bo Grzelak był najlepszym zawodnikiem wiosną. Mamy potencjał w Pogoni i po drobnych korektach będziemy walczyć o najwyższe cele.
Z trenerem Pietrzakiem na ławce, który poprawił grę w ataku?
- Tej zasługi nie przepisywałbym trenerowi, ale Ediemu, który wrócił do zespołu i mocno na niego oddziałuje. Ma taki repertuar zagrań, że wpłynął na grę ofensywną. A czy Pietrzak zostanie? Najbliższe mecze zadecydują. Zastanawiam się nad tym, bo to trudna decyzja. Jeśli zmieniać zawodnika, to tylko na lepszego. Na razie takiego nie dostrzegam na rynku, którego moglibyśmy zatrudnić. Pietrzak ma swoją szansę w Pucharze Intertoto.
Wielu zawodników Pogoni (Edi, Milar, Divecky, Matlak, Bugaj) przekroczyło już 30 lat. Czy najbliższy sezon będzie okazją do spokojnego odmładzania zespołu?
- Myślimy o tym, ale wymienieni mogą jeszcze dwa-trzy sezony pograć na wysokim poziomie. Przyglądamy się młodym zawodnikom, chcemy zdecydowanie poprawić szkolenie w Szczecinie, ściągać piłkarzy z regionu, ale i szukać talentów w Polsce. To praca na przyszłość.
Jaki będzie cel na kolejny sezon?
- O utrzymanie się grać nie chcę. Środek też mało kogo satysfakcjonuje. Chcę, by Pogoń walczyła o najwyższe cele. Mamy najliczniejszą widownię i Szczecin zasługuje, by mieć czołową drużynę w Polsce.
Ilu zawodników z Ameryki zatrudnicie latem?
- Trudno powiedzieć. Syn Dawid jest już tam ponad miesiąc i obserwuje rynek. Ja też tam byłem przez tydzień i przyglądałem się zawodnikom. Chcę jeszcze raz polecieć razem z trenerem. Robimy duży przegląd, bo tam jest olbrzymi potencjał. Jeśli chcemy rywalizować z Wisłą czy Legią, musimy sprowadzić zawodników z zagranicy. Za Polaków za dużo chcą. Błędu Adriano już nie popełnimy. Nigdy więcej nie sprowadzimy zawodnika za dobrą metryczkę. Może nawet duża grupa przyleci do Polski i tu będzie z nami przez jakiś czas. Dobrze się zaaklimatyzuje, będzie wzmocnieniem, to dopiero wtedy podpiszemy długoterminowy kontrakt.
Zatrzyma Pan Kaźmierczaka?
- Nie ma mowy o sprzedaży Kaźmierczaka. Wokół niego budujemy zespół, mimo że miał bardzo słabą rundę wiosenną. Potencjał ma ogromny i może być filarem drużyny.
Głośno było niedawno o wykupieniu przez Pana akcji w spółce. Teraz może Pan wyprowadzić klub ze Szczecina.
- Ale nie ma takiego pomysłu czy zamiaru. Wciąż mam nadzieję, że miasto będzie wspomagać mnie w utrzymaniu klubu. To kosztuje wielkie pieniądze. Ja naprawdę nie chcę nic zabrać Szczecinowi, tylko tu zbudować wielki klub. Piłka to moja pasja, to wielkie hobby. Muszę zaznaczyć, że atmosfera jest przychylna, ale chciałoby się ciut więcej. Szukamy lokalnych sponsorów, z częścią już współpracujemy. Ja żadnymi terenami nie warunkuję istnienia Pogoni. Jeśli pojawi się taka okazja - świetnie, jeśli nie - mam swój biznes pod Łodzią, który świetnie żyje. Nawet jak zabraknie Ptaka, to Pogoń będzie w Szczecinie. Zdaję sobie sprawę, że nie ma teraz kogoś, kto mógłby ode mnie odkupić udziały w spółce. Jeśli pojawi się kontrahent - jestem otwarty na rozmowy.
A ile warta jest Pogoń Szczecin?
- Nie zastanawiałem się nad tym, bo nie chcę jej sprzedawać. Ja zainwestowałem w klub minimum kilkanaście milionów złotych, a nawet więcej. Wartość ustala się jednak w rozmowach o sprzedaży. A jak nie ma kupca, to i realna wartość nie może być wielka.

Rozmawiał: -
Źródło: Gazeta Wyborcza
Data: piątek, 8 lipca 2005 r.
Dodał: Jakub Lisowski

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności