www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Paweł Drumlak: Czuję się nadal związany z Pogonią
Paweł Drumlak pomocnik Cracovii żegnał się w styczniu z Pogonią w atmosferze skandalu.
Wiosną nie miał okazji zagrać przeciwko Portowcom, bowiem pauzował za żółte kartki. Jutro powinien pojawić się na boisku.
Działacze Pogoni zimą tego roku postanowili rozwiązać umowę z Pawłem Drumlakiem, a pretekstem był opóźniony powrót z urlopu. Konflikt był znacznie głębszy, bo sięgał jesiennych spotkań. Po zdobyciu bramki w meczu z Cracovią zawodnik podbiegł do sektora VIP-ów i przyłożył palec do ust. Włodarze wpierw zbagatelizowali gest, później skrytykowali Drumlaka, zarzucając mu m.in. słabą formę, a także ujawnili jego zarobki.
Mecz z Pogonią to dla Pana dodatkowa mobilizacja?
- Cieszę się, że przyjeżdżam do Szczecina. Spędziłem tu naprawdę wiele miłych chwil. Najprzyjemniej wspominam mecz z Legią Warszawa, kiedy zdobywaliśmy wicemistrzostwo Polski, gdy na cztery godziny przed spotkaniem zostały wykupione wszystkie bilety, a stadion się zapełnił. Minuty nie zagrałem, ale i tak mocno utkwiło mi w pamięci to spotkanie. Tak jak wszystkie z najsilniejszymi rywalami. Mam nadzieję, że spotkanie z Cracovią również będzie dla fanów wielkim przeżyciem. Mogę nie zagrać, bo piłkarskie powiedzenie mówi, że zwycięskiego składu nie zmienia się, a w meczu z Wisłą Płock (wygrana Cracovii 4:0) zagrałem jedynie przez ostatnich pięć minut. Byłem tym zaskoczony, jednak decyzje personalne należą do trenera Wojciecha Stawowego. Osobiście czuję się w dobrej dyspozycji. Stawiam sobie poprzeczkę jak najwyżej i chcę dać z siebie wszystko w każdym momencie, gdy tylko dostaję szansę.
Rozstanie z Pogonią odbyło się w złej atmosferze.
- Mimo to czuję się nadal związany z Pogonią Szczecin. Jestem ciągle kojarzony ze szczecińskim środowiskiem i bardzo sobie cenię doświadczenie zdobyte w tym klubie. Uraz jednak pozostał. Przedstawiono taką wersję wydarzeń, że to ja wyszedłem na tego negatywnego bohatera. Szefowie klubu chcieli mnie zdyskredytować w oczach wszystkich i to im się udało. Przed wyjazdem na zimowy obóz rozwiązano ze mną kontrakt. Wręczono mi pismo. Szkoda, że nikt prosto w oczy nie powiedział mi o przyczynach tego rozstania. Najgorsze było to, że sprawy rozgrywane były za pomocą prasy. Przeprowadziłem z panem Antonim Ptakiem może dwie rozmowy i nie było mowy o żadnej antypatii między nami. Potem oskarżenia wobec mnie pojawiały się w gazetach. Plotki były trudne do wytłumaczenia. Wcześniej zgodziłem się na podpisanie kontraktu proponowanego przez klub. I kłamstwem jest, że dostawałem ekstrapieniądze nawet za porażki. Ale pana Ptaka widocznie bardzo cieszyło, że się mnie pozbył. Dziś podobnie wygląda sprawa z Olgierdem Moskalewiczem. Obok zawodnika, najlepszego gracza zespołu z ważnym kontraktem, a w nim zapisanymi należnymi mu kwotami - pojawiają się głosy, że trzeba się go pozbyć. To nikomu nie pomaga i szkodzi całemu zespołowi. Widać, że decydentom w klubie nie zależy na tym, aby tworzyć coś trwałego. Budować taki klub, w którym kibice mogą czuć się związani z piłkarzami z danego regionu. Nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe w posunięciach włodarzy Pogoni, ale to już nie jest mój problem.
Chyba nie ma szans na Pana występy w Pogoni w niedalekiej przyszłości?
- Z Cracovią kontrakt obowiązuje mnie do końca grudnia tego roku. Są poczynione kroki, abym pozostał dłużej w Krakowie. Cieszy mnie to, że docenia się moje umiejętności. A co do Szczecina, to naprawdę ciężko jest wracać do miejsca, z którego zostało się wyrzuconym. Na dodatek w klubie rządzą ci sami ludzie co w styczniu, gdy odchodziłem. Nie wiem, co by musiało się wydarzyć, abym w najbliższym czasie zawitał do Szczecina na dłużej. Ale wyznaję zasadę "nigdy nie mów nigdy".
Raz już Pan strzelił bramkę, grając przeciwko Pogoni w Szczecinie. Jak odebrali to kibice?
- Wiosną 2003 r., grając dla Zagłębia, strzeliłem gola dającego zwycięstwo 1:0. Zostałem wtedy bardzo normalnie przyjęty przez kibiców w Szczecinie. Wiadomo, że znajdą się również niezadowoleni z mojej gry w przeciwnej drużynie, ale jestem profesjonalistą i nie jest istotne to, czy strzelam gola akurat do bramki swojej byłej drużyny. Myślę, że zrozumieją to szczecińscy kibice. Ciekawi mnie, jak zareagują na moją grę.
Na jaki mecz mogą się nastawić fani?
- Jest to ostatnia kolejka tej rundy rozgrywana na stadionie w Szczecinie. Na pewno będzie to ciekawe spotkanie, bo obu zespołom bardzo zależy na kolejnych punktach w mocno wyrównanej tabeli. Mogę zapewnić, że Cracovia nie odpuszcza w żadnym meczu i gra niezwykle techniczną i widowiskową piłkę.
Jak Panu się wydaje: jaka jest dzisiejsza Pogoń?
- Z nowym trenerem wygląda z pewnością inaczej. Czech Bohumil Panik to taka nowa miotła, która układa grę zespołu. Będą chcieli na pewno nadawać ton w tym spotkaniu. Pogoń jest silna zwłaszcza u siebie, więc pewnie zaatakuje od początku. Jest to zespół wybitnie ofensywny.
Wszystkie tajemnice Pogoni już Pan wyjawił trenerowi i kolegom z Krakowa?
- Tak się składa, że trener Stawowy nie potrzebuje takiej pomocy. Jest mistrzem w analizie gry rywali i nie sądzę, aby coś umknęło jego uwadze. O wielkich zaskoczeniach nie ma mowy. Mamy za sobą 11 kolejek i wszyscy mieli czas zobaczyć, jak dana drużyna się prezentuje. Do tego dochodzą przedmeczowe zajęcia teoretyczne połączone z analizą spotkań przeciwnika, więc uważam, że te informacje, które będą dla nas ważne - w swoich głowach poukładamy znakomicie.
Jak ocenia Pan styl pracy Wojciecha Stawowego?
- Ostatnio pojawiło się określenie, że to szkoleniowiec podobny do Jose Mourinho z Chelsea. Na pewno ma nowe i ciekawe spojrzenie na piłkę. Styl Cracovii jest odzwierciedleniem jego wizji. W polskiej lidze ciężko o tak dobrego fachowca pod względem taktycznego przygotowania zespołu. Obok naszego trenera widzę tylko Henryka Kasperczaka, Duszana Radolsky'ego i Mariusza Kurasa, a potem prawdziwa przepaść.
Cracovia gra nierówno. Dlaczego?
- Zgadza się i ostatnie dwa spotkania to pokazują. Przegraliśmy w kiepskim stylu z GKS-em Katowice 0:1, aby po tygodniu pewnie wygrać z Wisłą Płock 4:0. Różnie nam te spotkania wychodzą, ale to kwestia czasu, aby ustabilizować formę. Najbardziej boli to, że z trzema zespołami, które zajmują ostatnie miejsca w tabeli, straciliśmy dziewięć punktów. Po ostatnim zwycięstwie atmosfera w zespole bardzo się poprawiła. Mimo że jesteśmy beniaminkiem, możemy walczyć o znacznie wyższe cele. Z tego, co wiem, zespół, który zajmie nawet piąte miejsce w tabeli, może grać w Pucharze Intertoto, a stąd już po dwóch rundach można trafić do rozgrywek o Puchar UEFA. Jest o co walczyć i dlatego nie możemy lekceważyć czy odpuszczać żadnego ze spotkań.
Który zespół, bynajmniej na papierze, jest lepszy?
- Patrząc na nazwiska, to punkt należy się Pogoni. Pod względem indywidualności szczecinianie są niezwykle mocni. W każdym meczu kto inny może błysnąć formą i przesądzić o wyniku spotkania. Wśród takich graczy największego zagrożenia upatruję w Olku Moskalewiczu, Sergio Batacie czy Rafale Grzelaku. Także plus dla gospodarzy dzisiejszego meczu za waleczność i determinację. I może sprawa najważniejsza - doping kibiców, którzy potrafią być 12. zawodnikiem. Nie chciałbym zdradzać, gdzie widzę słabość Pogoni. Bolączką wszystkich polskich jedenastek jest nierówna gra. Wykluczając Wisłę Kraków, za bardzo o wyniku spotkań decyduje łut szczęścia. Także dyspozycja dnia jest niezwykle ważna. My już chyba w tych elementach - w tym sezonie - swoją wybitną niedyspozycję wyczerpaliśmy, więc wierzę, że tym razem uda się uniknąć nerwowości w naszej postawie. Cracovia zaliczana jest do tych zespołów, które preferują widowiskową, techniczną grę. Nasze umiejętności rozłożone są na całą drużynę i nie ma zawodników, którzy szczególnie błyszczą. Nie widzę różnicy w tym, czy gramy na wyjeździe, czy u siebie. Zależy nam na opanowaniu środka boiska, nie dając swobody inicjatyw przeciwnikowi przez grę pressingiem w obronie.

Rozmawiał: -
Źródło: Gazeta Wyborcza
Data: 0000-00-00 00:00:00
Dodał: -

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności