www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Wywiad z Radosławem Majdanem
- Jeszcze pół roku temu wydawało się, że złapałeś Boga za nogi: gra w reprezentacji, wyjazd na mistrzostwa świata i występ w jedynym zwycięskim meczu. Zmieniłeś klub. Wszystko wydawało się iść w najlepszym kierunku. Teraz wypadłeś z kadry, nie grasz w klubie. Zastanawiałeś się, dlaczego tak się stało?
- Oczywiście, ale nie wszystko zależało ode mnie. Po części był to zbieg nieszczęśliwych okoliczności. Przed Mundialem wydawało mi się, że trafię do tureckiego klubu, gdzie pracował trener, który prowadził mnie w Göeztepe. Byłem po rozmowie z nim, wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Jednak prezes Bekdas nie dogadał się ani z tym, ani z drugim klubem. To był pierwszy symptom, że coś się psuje. Od tego potoczyły się kolejne komplikacje i musiałem czekać do ostatniego momentu. Pojechałem na obóz z Pogonią i w ostatniej chwili Adam Mandziara załatwił mi PAOK. To też nie było najszczęśliwsze dla mnie. Nie był to dobry okres. Byłem w niezłej formie, a o tym, że trener mnie zmienił, zadecydowała jedna bramka, którą zawaliłem. Później drużyna zaczęła wygrywać i trener nie zmieniał składu. To było dla mnie najgorsze pół roku. Wydawało mi się, że PAOK jest w miarę poukładanym klubem. Rzeczywistość okazała się diametralnie inna. Klub ma potężne kłopoty finansowe. Sama atmosfera w nim też nie jest dobra.
- Podobno nie tylko forma decyduje o miejscu w składzie. Miałeś podpaść trenerowi za długie włosy? To prawda?
- Jest takim człowiekiem, że uprzedza się do innych właśnie ze względu na wygląd. Kiedy pracował w Panathinaikosie, znana była sprawa z Paulo Sousą, którego odstawił na trybuny praktycznie na pół roku. A to piłkarz, który przyszedł z Juventusu, więc nie był to zawodnik przypadkowy. Sousa także miał długie włosy. Z perspektywy czasu wygląda to tak, jakby czekał na mój błąd. Pojechałem na zgrupowanie kadry przed Belgią, ale w klubie twierdzono, że nie powinienem, bo to tylko mecz sparingowy, a w perspektywie mieliśmy ważny pucharowy mecz z Panathinaikosem. Powiedziałem, że nie ma mowy, żebym nie pojechał. To mecz reprezentacji i w dodatku w Szczecinie. Może także przez to podpadłem, że przedkładam interesy reprezentacji nad klub, w którym gram na co dzień. Wiadomo, że różnie się układają losy piłkarzy, zwłaszcza w obcym klubie i gdy się jest bramkarzem. W moim klubie jest aż pięciu bramkarzy, stąd duża konkurencja.
- Aż pięciu? Wszyscy wspólnie trenujecie?
- Tak, ale to wszystko jest jakieś dziwne. Pierwszy raz spotkałem się ze strajkiem, który spowodował, że w ciągu dwóch miesięcy graliśmy trzy mecze. Treningi są inne niż odbywałem dotychczas. Są tygodnie, że trenujemy dwa, trzy razy z piłkami, a resztę biegamy. Jest jeszcze wiele, wiele innych dziwnych rzeczy. To powoduje, że czuję się tam bardzo źle i chcę zmienić klub. Zamierzam wystąpić do FIFA o zerwanie kontraktu. Nie dlatego, że się obrażam na trenera, bo nie gram. Jednak chcę jasno wiedzieć, z jakiego powodu. On jednak ze mną nie rozmawia. Zawsze miałem dobry kontakt z trenerami w Pogoni, w Turcji. W Grecji nie. Popełniłem błąd i posadził mnie, nie zamieniając słowa na ławce. Najlepszym przykładem na to, jak postępuje ze mną, jest zdarzenie z meczu Pucharu Ligi. Pięć minut przed przerwą w zderzeniu pękł mi łuk brwiowy, zalałem się krwią. Lekarz "spinaczem" zszył mi łuk, jednak w przerwie trener nie podszedł nawet do mnie, nie zapytał, jak się czuję, nie interesowało go nawet to, czy mogę grać dalej. Dograłem do końca mecz, zremisowaliśmy 0:0, ale odpadliśmy z pucharu. Po meczu założono mi cztery szwy, na drugi dzień wyglądałem jak bokser po walce. Trener nawet nie zamienił ze mną słowa, o mój stan dowiadywał się przez lekarzy. To dało do myślenia mi, jak traktuje mnie nie jako piłkarza, ale jako człowieka.
- Masz jednak to szczęście, że w PAOK grają Kukiełka i Koźmiński. Czy pozostali piłkarze są tacy sami jak szkoleniowiec?
- Ten zespół zupełnie nie jest zintegrowany. Brakuje śmiechu, kawałów. Oni wchodzą do szatni bez "cześć" czy słowa powitania, ze spuszczona głową. Po prostu przychodzą do pracy. To nie jest zespół, także dlatego chcę odejść.
- Chyba nie będziesz miał innego wyjścia. Szefowie Pogoni twierdzą, że jesteś ich piłkarzem i musisz wrócić.
- Właśnie. I to również jeden z większych moich pechów w tym roku. Wyjaśnianie przez PZPN roszczeń Pogoni wobec mojej osoby też w jakiś sposób odbiło się na mnie. Przedstawiłem wszystkie dokumenty, z których jasno wynika, że Pogoń jest mi winna 50 tys. zł. Tymczasem klub twierdzi, że jest inaczej, dokonał swoich obliczeń, z których wynika, że zapłacił mi więcej, niż powinien, a zatem ja jestem winny Pogoni pieniądze. To absurd. Żaden klub nie zapłaci więcej niż powinien. Związek przyznał rację Pogoni, ale ja tej sprawy tak nie zostawię. Będę się odwoływał ponownie do PZPN-u, a także skieruję sprawę do sądu pracy. Nikt nie odpuściłby takich pieniędzy, więc dlaczego ja mam to zrobić?
- Wspomniałeś o meczu z Belgią. Wydawało się, że po występie na mistrzostwach świata masz pewne miejsce w kadrze. Zagrałeś w debiutanckim meczu Bońka, jednak puściłeś gola. Media obwiniają o to Ciebie. To spotkanie okazało się dla Ciebie kolejnym przełomem. Analizujesz jeszcze swój występ?
- Tak, wielokrotnie o tym myślałem i nie zgodzę się, że do końca gol padł z mojej winy. To było trochę nieszczęścia. Piłka spadła idealnie pod nogi belgijskiego zawodnika, który po meczu sam przyznał, że gol nie obciąża bramkarza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że kiedy bramkarz wychodzi z bramki, podejmuje ryzyko, ale stało się tak, jak się stało i teraz tego nie zmienimy. OK, przyjmuję to, ale nie uważam, że to błąd, przez który Boniek nie mógł mnie powołać na następny mecz. Tym bardziej że trzy dni później był na spotkaniu, w którym pokonaliśmy Panathinaikos i za który otrzymałem bardzo wysoką ocenę - 8. To był bardzo dobry mecz zarówno w moim wykonaniu, jak i Marka Koźmińskiego czy Mariusza Kukiełki. Pokonaliśmy zespół, który kilka miesięcy wcześniej grał w półfinale Ligi Mistrzów. To chyba o czymś świadczy. Rozmawialiśmy z nim po występie, wszystko wydawało się dobrze, ale nagle zmieniło się. Nie rozmawiał ze mną, nie wiem, dlaczego? To jego sprawa.
- W reprezentacji nie panowała dobra atmosfera. Tomasz Hajto rezygnując z gry w kadrze Bońka, podkreślał, że jest w niej bałagan. Jak Ty to odbierałeś?
- Moje słowa będą odebrane jako żalenie się odsuniętego piłkarza, ale na pewno była to inna reprezentacja niż ta, którą prowadził Jerzy Engel. Przebywaliśmy w niej ze sobą zdecydowanie dłużej, byliśmy jak rodzina. Na zgrupowanie jechało się z przyjemnością. Teraz niektórzy ludzie spotkali się po raz pierwszy na boisku i poza nim. Ta grupa nie stanowiła kolektywu. Błąd Bońka polegał także na tym, że chciał być w tej kadrze indywidualnością. On decydował o jedzeniu, praktycznie o wszystkim. Myślę, że rolą trenera nie jest to, by decydować, co i ile zawodnicy mają jeść. Od tego był i jest kucharz, radził sobie z tym przed przyjściem nowego selekcjonera. Boniek we wszystko ingerował. Tak jakby chciał pokazać, że jest największą gwiazdą tego zespołu. Tak nie powinno być. Jest gwiazdą samą w sobie, ale tego nie musiał udowadniać. Zrobił to wcześniej na boisku. Jednak w kadrze chciał decydować o wszystkim. Po meczu z Belgią nakazał piłkarzom powrót do Warszawy. Miałem wrażenie, że traktuje nas jak przedszkolaków.
- Podzielasz pogląd, że nie miał pomysłu na prowadzenie zespołu narodowego?
- Wystarczy spojrzeć na zawodników, którzy grali. Jeżeli Łukasz Surma wchodzi na mecz z Łotwą, a później nie jest powoływany, to błąd trenera. W tym meczu nie było już czasu na testowanie. Engel brał drużynę, która nic nie osiągnęła. Boniek przejął zespół, który awansował do mistrzostw świata. Jakiś trzon miał i wydaje się, że do niego powinien dokooptować pięciu, sześciu zawodników. Jednak przez kadrę przewinęło się kilkudziesięciu. Engel brał zespół po Wójciku, Boniek także chciał stworzyć swoją nową kadrę. Ale Polska to nie Brazylia. Nie mamy 50 dobrych piłkarzy. Zrobił duży błąd, rezygnując na początku z Piotrka Świerczewskiego czy Tomka Hajty, bo przegraliśmy mistrzostwa.
- Selekcjoner Boniek to już przeszłość, zastąpił go Paweł Janas. Czy wiążesz z jego osobą nadzieję na powrót do kadry?
- Ciężko mi powiedzieć. Był moim trenerem w reprezentacji młodzieżowej, wówczas miałem z nim kontakt. Później się urwał. Na pewno większe szanse ode mnie będzie miał Grzesiek Szamotulski, którego zna z Amiki Wronki.
- Ostatnie pół roku dla bramkarzy reprezentacji nie było dobre. Najpierw Tobie skomplikowały się sprawy w klubie, wypadłeś z kadry. Nie wiedzie się także Jerzemu Dudkowi w Liverpoolu. Wychodzi Wasze zmęczenie po Mundialu?
- Nie wiem. Brakuje mi doświadczenia, bo byłem na nim pierwszy raz. Jednak coś jest w tym twierdzeniu. Przed mistrzostwami byliśmy na ciężkim zgrupowaniu w Niemczech. W Korei też ciężko trenowaliśmy, dwa razy dziennie. Na pewno nasza psychika była obciążona. Kiedy wróciliśmy z Mundialu, musieliśmy odpocząć. Odpoczywaliśmy, kiedy inni już się przygotowywali na obozach do sezonu. To także może powodować rozchwianie psychiczne, które później przekłada się na wyniki.
- Myślisz, że Dudek się podniesie?
- Tak. Jako zawodnik patrzę na to trochę inaczej, subiektywnie. Polska prasa za dużo o tym pisze, wyżywa się na człowieku. Niedawno wychwalali go, więc teraz mogą ganić. Tylko że muszą być zachowane proporcje. Oczywiście krytyka jest wskazana, ale rozsądna. Tak było z moją osobą. "Przegląd Sportowy" obwiniał mnie nie za jednego, ale trzy gole w kadrze. To mijało się oczywiście z prawdą i nie wiem, jaki miał być cel tego, co pisali o mnie. Zresztą, w pewnym momencie była taka tendencja, by po mistrzostwach pisać źle o polskich piłkarzach. Tak samo jest z Jurkiem. Błędy popełnia każdy i nie tylko tacy bramkarze jak on czy ja. Tak było zawsze. Tyle że Jurek ma szczęście, że się super zachował jego trener, koledzy z zespołu i kibice. To mu pomoże i się podniesie.
- Zagrałeś na Mundialu w jedynym zwycięskim meczu Polaków. To ogromna satysfakcja. Jednak pół roku później masz ogromne kłopoty. Czy jest to dla Ciebie stracony rok?
- Na pewno jest to stracone pół roku. Problemy z kadrą, zespołem i Pogonią, a wszystko to właśnie w drugiej połowie roku. Gdybym miał teraz swoją kartę zawodniczą w ręku, moja sytuacja byłaby zupełnie inna. W tym momencie rozmawiałbym w jednym z klubów tureckich. Kilka dni temu dzwonił do mnie turecki menedżer i dowiadywał się, jaka jest moja sytuacja. Na dzień dzisiejszy nie chcę wracać do PAOK-u, prawdopodobnie zerwę przez FIFA kontrakt z tym klubem. Męczy mnie to, że cały czas muszę walczyć o swoje: o pieniądze w Pogoni, Turcji i teraz nawet w Grecji. Chciałbym grać i koncentrować się tylko na tym.
- Jakie jest Twoje marzenie w związku ze zbliżającym się nowym rokiem?
- Przede wszystkim grać. Grać, ale nie w tym klubie. Nawet gdybym miał miejsce w bramce, chcę stamtąd odejść. Chętnie wróciłbym do Turcji, tam dobrze się czułem. A gdybym już wrócił do gry, myślałbym o powrocie do reprezentacji. To najważniejsze sprawy w najbliższej przyszłości.

Rozmawiał: -
Źródło: Gazeta Wyborcza
Data: piątek, 27 grudnia 2002 r.
Dodał: -

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności