www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Wywiad z Pawłem Drumlakiem
- To miłe, każdy zawodnik byłby zadowolony i czuł się wyróżniony, gdyby o jego pozyskanie zabiegały czołowe polskie kluby - twierdzi Drumlak. - Tyle tylko, że od zainteresowania do konkretnej propozycji, a później transferu naprawdę daleka droga. W ubiegłym roku też czytałem o chęci pozyskania przez kluby wyżej notowane wtedy od Pogoni. Znalazłem się na listach życzeń Amiki, Wisły oraz Legii. I choć byłem skłonny zmienić zespół, z przeprowadzki nic nie wyszło.
- Teraz Pogoń będzie grała w pucharach. Czy to nie zmieniło pańskich planów transferowych?
- Nie! Uważam, że nadszedł właściwy moment na przeprowadzkę. Mógłbym zdobyć nowe doświadczenia w Wiśle lub Legii i bardziej harmonijnie się rozwijać niż w Szczecinie. Naprawdę nie mam najmniejszego pojęcia czy za trzy miesiące wszyscy nie będziemy musieli szukać nowych klubów. Nie ma żadnych gwarancji czy Pogoń wówczas jeszcze będzie funkcjonować, czy się nie rozpadnie.
- Jest aż tak źle?
- Kłopoty finansowe Pogoni to temat na osobne i bardzo długie opowiadanie. Nasza sytuacja jest śmieszna, ale chyba tylko dla kogoś, kto stoi z boku. Od prawie trzech miesięcy nie otrzymujemy żadnych świadczeń, nawet pensji. Prezes Sabri Bekdas doskonale zdaje sobie sprawę, że gdyby przekroczył terminy wyznaczone przez PZPN, to moglibyśmy dysponować naszymi kartami. I pewnie kilka dni przed upływem wspomnianych trzech miesięcy jakieś pieniądze nam wypłaci. Pytanie tylko, jak długo można bawić się w ten sposób? Przecież nie otrzymaliśmy jeszcze kilku premii z rundy jesiennej i wiele wskazuje, że nigdy nie zobaczymy tych należności.
- Bekdas obiecał za to, że po wywalczeniu miejsca w europejskich pucharach wypłaci wszystkie premie, na które zapracowaliście wiosną. Czy podał już konkretny termin przelewów?
- Spotykaliśmy się wiele razy w tej sprawie z tym panem i jego przedstawicielami. Zawsze były jakieś obietnice, ale przyznam, że przestałem już planować jakiekolwiek wydatki. Nie wiem czy za chwilę nie każą nam zapomnieć o jakichkolwiek pieniądzach. Ludomir Dyś, uważany za prawą rękę Bekdasa, stwierdził niedawno, że najważniejszą sprawą było utrzymanie. A do startu w pucharach to tylko trzeba dopłacać. I nikt nie docenił, że wraz z trenerami Edwardem Lorensem i Mariuszem Kurasem dokonaliśmy naprawdę wielkiej sztuki. Zespół na miarę krajowej czołówki buduje się dwa, trzy lata. Tymczasem Pogoń potrafiła zrobić znaczący wynik, choć latem ubiegłego roku byliśmy zbieraniną, do której dołączyli przede wszystkim piłkarze niechciani w Legii i Wiśle.
- Jest więc pan zadowolony z wyniku osiągniętego w zakończonym sezonie?
- A skąd! Jestem rozgoryczony, bo zawsze mierzę w najwyższe cele. Wiosną byliśmy już zgrani, mieliśmy naprawdę mocny zespół i duże szanse na obronę wywalczonej jesienią pierwszej lokaty. Zanotowaliśmy jednak zbyt dużo wpadek, przez kilka tygodni nie umieliśmy wygrać meczu. Szkoda, bo sezon, w którym tak łatwo można było sięgnąć po mistrzostwo, może się nie powtórzyć. Wisła, która ostatecznie zdobyła tytuł też grała w kratkę.
- Podobno kłopoty to polska specjalność. Może więc lepiej od razu wyjechać za granicę, bo Legię lub Wisłę niedługo mogą czekać podobne problemy?
- Już grałem w zachodnim klubie, jako junior na pół roku trafiłem do szwajcarskiego FC Luzern. Nikt mnie nie chciał wtedy w Pogoni, więc szukałem szczęścia za granicą. Wiem doskonale jak smakuje w pełni profesjonalny chleb, widziałem z bliska jak poukładany jest solidny klub w Szwajcarii. Na szczęście potem znaleźli się ludzie w Szczecinie, którzy zdecydowali się na mnie postawić. I nie podzieliłem losu Arka Bąka, pomocnika z mojego regionu, który, aby się rozwinąć, musiał pojechać daleko od domu. Pewnie także dlatego teraz wolałbym przenieść się do krajowego klubu. Nigdy za bardzo nie zależało mi na pieniądzach. Jestem natomiast głodny sportowego sukcesu. Chciałbym sięgnąć po najważniejsze trofea w kraju. No i trafić wreszcie do reprezentacji. Dopiero potem można ubiegać się o angaż w wielkim klubie. Bo do drugiej ligi niemieckiej mogę wyjechać w każdej chwili. Tylko po co?
- Zatrudnił pan menedżera?
- Owszem, mam umowę z panem Markiem Profusem. Współpracujemy jednak bardzo krótko, więc nie sądzę, żeby już latem znalazł mi zagraniczny klub. Bardziej prawdopodobne jest, że do Pogoni sami zgłoszą się przedstawiciele zagranicznego zespołu. Tyle że - jak powiedziałem - na zachód wcale mi się jeszcze nie spieszy.
- Ale kontrahenci się zgłaszali. Podobno już zimą był pan bliski przejścia do Fenerbahce i Turcy nadal bacznie pana obserwują.
- Wiem, że byłem obserwowany i przedstawicielom wspomnianego klubu wpadłem w oko w meczu z Widzewem w rundzie jesiennej. Zaprezentowałem się wówczas naprawdę dobrze. Podczas zimowego turnieju w Antalyi także nie zawiodłem. Tam dopytywali o mnie podobno przedstawiciele trzech czołowych klubów tureckiej ekstraklasy. Do konkretów nie doszło. Też słyszałem, ale w formie plotek, iż działacze Fenerbahce jeszcze nie porzucili myśli o sprowadzeniu mnie.
- Za ile? Kwoty, które dyktował dotąd Bekdas skutecznie odstraszały nawet bogate kluby.
- Czytałem wiele na temat sumy odstępnego za moją kartę i czasami aż mi się włosy na głowie jeżyły. W końcu poszedłem do prezesa i zapytałem, ile zażąda za transfer definitywny. Stwierdził, że obecnie wycenia mnie na półtora miliona marek. Zapytałem na jakiej podstawie skalkulował taką kwotę, czym się kierował. Nie potrafił mi odpowiedzieć. W każdym razie ja dziś nie zapłaciłbym tyle za siebie.
- Czuje się pan gorszy od Tomasza Zdebela?
- Nie ma sensu, żebym to ja dokonywał porównania. Oczywiście bardzo chciałbym otrzymać powołanie do kadry, ale jeśli skrytykowałbym kogokolwiek, a więc pośrednio politykę personalną selekcjonera, mógłbym sobie tylko zaszkodzić. Dlatego liczę na... dziennikarzy. Media mają wielką siłę, mogą skutecznie promować piłkarzy. A wracając do Zdebela - wszystko zależy od selekcjonera i jego koncepcji. Czasami słabszy piłkarz może być bardziej przydatny w zespole, ze względu na określone atuty.
- Dlaczego gra pan w Pogoni z numerem 14? Pańskim idolem był Johan Cruyff?
- Oczywiście! Bardzo podobał mi się styl jego gry, oparty na wspaniałej technice i znakomitym przeglądzie pola. W moim prywatnym rankingu słynny Holender mieści się w pierwszej trójce. Obok Michela Platiniego i Michaela Laudrupa. Gdy wróciłem do Pogoni większość fajnych numerów była już zajęta. Od razu zapytałem więc o czternastkę i dłużej nie zastanawiałem nad wyborem.
- Dokąd wybierze się pan na krótki, letni urlop?
- Chyba nie uda mi się wyjechać. Mam raptem 9 dni wolnego, na dodatek na uczelni w tym czasie przypada sesja egzaminacyjna. Jestem na piątym roku ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim. Zostało mi kilka zaliczeń i jeden egzamin. Nie chciałbym na koniec porobić sobie zaległości. W styczniu mam ustalony termin złożenia pracy magisterskiej i nie chciałbym już niczego przekładać. Trudno - jeden stracony urlop jakoś przeżyję.

Rozmawiał: -
Źródło: Przegląd Sportowy
Data: sobota, 16 czerwca 2001 r.
Dodał: JuN

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności