www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Rafał Pawlak: „Pieniądze to nie wszystko”
- Był pan w Chinach, w Grecji. Kto by się spodziewał, że w końcu wróci pan do Polski po takich dziwnych wojażach.
- Dziwnych? Chiny, owszem. Ale Grecja jak Grecja, wielu Polaków tam gra. Ciepły południowy klimat. Teraz wylądowałem na północy, czyli w Szczecinie. Mam dziewięcioletniego syna, musi chodzić do szkoły. Trudno jest to pogodzić z zagranicznymi kontraktami. Lepiej, żeby uczył się tu, skoro i ja mogę grać w polskiej lidze.
- Gdzie było lepiej, w Grecji czy w Chinach?
- Na pewno w Grecji. Tylko względy rodzinne zadecydowały o powrocie. To nie jest tak, że w Ionikosie mi podziękowano za usługi, że się nie sprawdziłem. Występowałem we wszystkich meczach po 90 minut, czym na przykład Olisadebe nie może się pochwalić, bo czasami lądował jak nie na ławce rezerwowych, to na trybunach. Chociaż wiadomo, że on grał w dużo lepszej drużynie.
- W Chinach było źle?
- Tragicznie. W ogóle nie dało się z kimkolwiek porozumieć, bo Chińczycy nie uczą się języków. Jakoś z Markiem Jóźwiakiem udało nam się przeżyć trzy miesiące, dotrwać do końca kontraktu. Drugi raz bym się tam nie wybrał.
- Teraz w szatni Pogoni też nie jest łatwo się porozumieć. Cudzoziemców nie brakuje.
- Nie przesadzajmy. Każdy z nich mówi po angielsku, a przecież i my potrafimy się porozumieć w tym języku. To już nie są te czasy, gdy w Polsce uczono tylko rosyjskiego, a jedyni cudzoziemcy przyjeżdżali ze Wschodu. Zresztą, jak ktoś umie grać w piłkę, to może się w ogóle nie odzywać, a i tak sobie poradzi. Jeśli chodzi o obcokrajowców w Pogoni, to nic w porównaniu z tym, co miałem w Ionikosie. Tam w zespole było 13 cudzoziemców, a dziewięciu grało w podstawowym składzie. Mówiło się prawie tylko po angielsku.
- Wspomniał pan o względach rodzinnych. Pewnie wygodniej byłoby wrócić do Łodzi.
- Jednak ŁKS gra w drugiej lidze, a do Widzewa nie wróciłem ze względów pozasportowych. Miałem mały konflikt z kibicami. Nie wiem, o co im chodzi. Chyba są niezadowoleni, że taki piłkarz jak ja grał w ich klubie i w dwa lata strzelił piętnaście bramek.
- Odbierał pan niemiłe telefony?
- Nie, ale spotykałem się z różnymi opiniami. Razem z trenerem Wdowczykiem uznaliśmy, że nie ma sensu się męczyć.
- Należy pan do niezwykle uniwersalnych zawodników, co może okazać się pana nieszczęściem. W Pogoni być może będzie pan musiał łatać dziury.
- Wydaje mi się, że lepiej być uniwersalnym i potrafić grać na wielu pozycjach, niż mieć tylko wąską specjalizację. Wiadomo, że drużynie różne rzeczy mogą się przytrafić. Są kartki, są kontuzję. Wtedy ludzie, którzy umieją walczyć w różnych częściach boiska, są na wagę złota. Chciałbym grać na prawej pomocy.
- Zostanie pan w Pogoni na dłużej?
- Mam taką nadzieję. 32 lata to już nie jest wiek na szukanie nowych wrażeń. Poza tym nie trzeba zarabiać pieniędzy za wszelką cenę. To nie jest takie proste, że będę z moim synem jeździł po świecie i grał w piłkę, a on się będzie uczył dziesięciu języków. Finansowo nie można porównywać gry w Polsce i za granicą, ale pieniądze to nie wszystko. Mam za co żyć, nie muszę jeździć superluksusowymi samochodami. To co mam, na razie mi wystarczy.
- A czym pan jeździ?
- Leksusem.

Rozmawiał: -
Źródło: Przegląd Sportowy
Data: poniedziałek, 29 lipca 2002 r.
Dodał: JuN

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności