www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Les Gondor: "To wszystko było chore!"
- Kto obecnie jest właścicielem Pogoni?
- Ja, czyli Svenska Group. Mam 94 procent udziałów Sportowej Spółki Akcyjnej. 4 procenty udziałów ma miasto i 2 procent - MKS Pogoń - wyjaśnia Les Gondor, nowy dobrodziej szczecińskiego klubu.
- Co to oznacza dla Pogoni?
- Zmiana właściciela zawsze przynosi pewną nadzieję. Pogoń znalazła się w sytuacji bankruta. To wszyscy wiedzą, że klub ma potężne zadłużenie finansowe sięgające 22 milionów złotych. Mało tego, muszę pewną kwotę przeznaczyć na wykup udziałów. W sumie obciążenie klubu wynosi 35 milionów złotych. To jest potężna suma do spłacenia. W najbliższych latach tego nie da się uregulować jednorazowo. Trzeba iść na pewne ugody, trzeba układać się z wierzycielami, rozkładać na pewne etapy płatności.
- Czy piłkarze Pogoni byli przepłacani?
- Najwyższe płace wynosiły nawet 40 tysięcy złotych netto plus premie. Pewna grupa otrzymywała płace w granicach 30-32 tysięcy złotych miesięcznie na czysto plus nagrody za wyniki, które też sięgały miesięcznie po kilka tysięcy złotych. To wszystko było chore, nieadekwatne do polskich warunków życia. Udało nam się już to zmienić. Uważam jednak, że w dalszym ciągu piłkarze otrzymują za wysokie kwoty.
- A może jest pan skąpy?
- Nie o to chodzi. Pogoń do tej pory żyła na kredyt i to rozłożyło klub. I proszę się nie dziwić, że dzisiaj robię wszystko, żeby to obniżyć, to znaczy pensje zawodników i koszty utrzymania klubu. W Pogoni było za dużo pracowników. Teraz trzeba spojrzeć skromniej na funkcjonowanie klubu. Mamy dziesiątki spraw sądowych, które trzeba w jakiś sposób wyprostować.
- Jakie kontrakty są rozsądne?
- Moim zdaniem dobry polski piłkarz pierwszoligowy powinien otrzymywać miesięcznie płacę nie większą niż 5 tysięcy złotych plus premię za wyniki. Czyli łącznie mógłby wyciągnąć 10-15 tysięcy złotych.
- Sabri Bekdas przyszedł do Pogoni licząc, że miasto wydzierżawi mu tereny obok stadionu. Czy Gondor wszedł z podobnym zamiarem?
- Tylko i wyłącznie. Trudno powiedzieć, że chciałbym zainwestować w sport, bo tak kocham tę dziedzinę. Przecież kupić sobie klub za 35 milionów złotych to żadna sztuka. Liczę, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej Szczecin będzie jeszcze bardziej się rozwijał i będą zyski.
- Bekdas chce skarżyć miasto, bo czuje się wystrychnięty na dudka. Ponieważ nie dostał terenów na czas, postanowił się wycofać. Czy nie obawia się pan powtórki?
- Moja umowa z miastem jest podobna, ale rozumiem, że pewnych spraw dotyczących ogródków koło stadionu nie da się przeskoczyć od razu.
- Dlaczego wycofał się pan ze sportu żużlowego?
- Nadal jeszcze działam w żużlu. Stadion w Gorzowie jest moją prywatną własnością. Jestem nadal w zarządzie Stali Pergo, ale żużel też przeżywa trudności.
- Co dostał pan od Bekdasa, jakie aktywa?
- Żadne. Co są warte karty zawodników? To zero. Miałyby wartość, gdyby ktoś chciał kupić tych piłkarzy, ale nie ma chętnych. Karta Radosława Majdana przedstawia jakąś wartość, ale umówiliśmy się po dżentelmeńsku, że będzie nią dysponował pan Bekdas.
- Może się zdarzyć, że za słabą płacę pozostaną w Pogoni tylko słabi piłkarze. Klub spadnie, ale tereny pozostaną w pana rękach. Czy o to chodzi?
- Po pierwsze klub nie zbankrutował, chociaż mógł. Po drugie - liczę na dobre wyniki, lecz nawet spadek jest lepszy niż likwidacja. Wybraliśmy mniejsze zło. Zresztą czasem gorzej opłacani zawodnicy mogą więcej zdziałać.
- Czy w ramach tych oszczędności ściągnął pan ze Śląska Piotra Wernera?
- Trzeba szukać fachowców do spraw menedżerskich. W negocjacjach z zawodnikami Werner jest mi niezwykle pomocny. Sam nic bym nie zrobił.
- Swego czasu pan Werner współpracował ze Stanisławem Paszyńskim, biznesmenem spod Szczecina, który chciał przejąć Górnika Zabrze. Czy obecność Wernera w Pogoni ma jakiś związek z Paszyńskim?
- Nie. Już któryś raz słyszę nazwisko Paszyńskiego, ale człowieka znam dopiero kilka miesięcy. Kiedyś podobno wspomagał Pogoń, lecz teraz nikt go jeszcze nie namówił do wspierania klubu.
- Pan też jest nową osobą w środowisku piłkarskich właścicieli. Kim pan jest?
- Nic specjalnego nie mogę o sobie powiedzieć. Z Polski wyjechałem 1977 roku, przez dwadzieścia lat mieszkałem w Szwecji. Pracuję całe życie od najmłodszych lat. Prowadzę firmę i staram się powalczyć. Mieszkałem też w Żywcu, a z Lipian wyjechałem jako piętnastoletni chłopak. Trochę mnie po świecie rzucało. Pracuję od rana do wieczora, mam kilka przedsiębiorstw. Zmieniłem nazwisko, bo taki był czas. Les to Leszek.

Rozmawiał: -
Źródło: Przegląd Sportowy
Data: wtorek, 23 lipca 2002 r.
Dodał: -

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności