www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Wywiady
Jerzy Engel: marzy mi się awans do finału MŚ
- Otrzymał Pan ostatnio wiele wyróżnień i tytułów, które były następstwem pierwszego od szesnastu lat awansu reprezentacji Polski do finałów mistrzostw świata. Która nagroda ma największe znaczenie?
- Wszyscy bardzo długo czekali na taki sukces. Po awansie w całym kraju, a szczególnie wśród kibiców, zapanowała olbrzymia euforia, która nie mogła ominąć mediów. Stąd zapewne spotkało mnie wiele laurów i nagród. Szczerze jednak muszę przyznać, że choć każde z tych wyróżnień sprawiło mi wielką radość, to największe znaczenie ma dla mnie szóste miejsce wśród trenerów reprezentacji z całego świata. Zawodowo takie uznanie ma największe przełożenie. Wyboru dokonała Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu, więc jest to niezależne od wszelkich polskich rankingów popularności czy sympatii. Wyniki były oparte na chłodnej analizie dokonań zespołów narodowych.
- Za nieco ponad cztery miesiące reprezentacja Polski rozegra pierwszy mecz w finałach MŚ. Jak będą wyglądać przygotowania do tej imprezy?
- Cały cykl przygotowań i meczów sparingowych mamy dopięty prawie na ostatni guzik. Po raz pierwszy kadra zbierze się w lutym, aby na Cyprze rozegrać dwa spotkania kontrolne. Drużyna złożona z zawodników ligi polskiej 10 lutego spotka się z Wyspami Owczymi. Nie mogę powołać na ten mecz piłkarzy z zagranicy, ponieważ nie jest to termin UEFA. Natomiast zespół złożony z piłkarzy z lig zagranicznych trzy dni później zmierzy się z Irlandią Północną. Każda z tych drużyn będzie na Cyprze tylko trzy dni.
- Będzie to praktycznie jedyna możliwość sprawdzenia nowych graczy.
- Dlatego z punktu widzenia selekcji tygodniowy pobyt na Cyprze ma duże znaczenie. Sprawdzianowi poddamy piłkarzy, którzy pozostawali w kręgu naszych zainteresowań, ale z różnych względów nie otrzymali szansy na pokazanie swoich umiejętności w meczu reprezentacji. Powołania otrzymają wyróżniający się zawodnicy reprezentacji młodzieżowej. Mam na myśli np. Lewandowskiego, Głowackiego, Ciesielskiego czy Smolarka. Sprawdzimy, jak wypadną w porównaniu ze starszymi kolegami.
- Czy to oznacza, że selekcja nie została jeszcze zakończona?
- Miniony rok był rokiem stabilizacji, ale jest jeszcze kilka miejsc, w których mogą pojawić się nowi zawodnicy. Do tej pory ukształtowała się kadra z regularnie pojawiającymi się w niej nazwiskami i można powiedzieć, że obecnie mamy już wielu pewniaków do drużyny narodowej, ale może się okazać, że nie mamy też żadnego z nich. Teraz jest szesnastu, może osiemnastu zawodników, tworzących trzon drużyny. Ale kontuzje, inne kłopoty zdrowotne czy wypadki losowe mogą w każdej chwili dotknąć każdego z nich. O tym na kogo mogę liczyć na mistrzostwach świata przekonam się dopiero, gdy zespół stawi się na ostatnim zgrupowaniu, czyli 20 dni przed wyjazdem do Korei. Rozmowa na ten temat w chwili obecnej to zwykłe szafowanie nazwiskami.
- Z pana słów wynika, że rywalizacja w wewnętrznym rankingu ciągle toczy się o pięć, sześć miejsc. A nadal są zawodnicy, którzy nie mają pewnego miejsca w swoich drużynach. Adam Matysek nie ma wcale klubu.
- Tak to w tym momencie wygląda, ale musimy być przygotowani na wspomniane zdarzenia losowe. Nie ograniczamy selekcji. Następni zawodnicy na poszczególnych pozycjach muszą być w każdej chwili gotowi do zastąpienia kolegów. Nie boję się o formę piłkarzy, nie mających jeszcze swojego miejsca. Gdy rozgrywki ligowe nabiorą tempa, to reprezentanci Polski na pewno będą występować w swoich drużynach. Zdaję sobie sprawę, że nawet gdy nie zawsze regularnie występują na boisku, to są w pełnym treningu i należycie dbają o swoją dyspozycję. Miałem kilku takich graczy w eliminacjach i jeszcze na nikim się nie zawiodłem. Z Matyskiem jestem w stałym kontakcie, wiem że ten piłkarz jest w pełni sił i cały czas trenuje indywidualnie. Do końca stycznia sprawa jego przynależności klubowej na pewno wyjaśni się.
- Wyjazd na Cypr to pierwszy etap przygotowań. Z czego selekcjoner reprezentacji Polski jest najbardziej zadowolony na początku drogi, która zakończy się w Korei Południowej?
- Najbardziej cieszy mnie, że wszelkie kwestie związane z logistyką układają się bardzo dobrze - sprawy organizacyjnie toczą się swoim rytmem i nie przysparzają żadnych kłopotów. Skutecznie działa sztab reprezentacji, podobnie jak zespół kierujący przygotowaniami do startu w mistrzostwach. Praca obu zespołów przynosi efekty. Na naszą bazę w Korei wybraliśmy bardzo dobry pod każdym względem ośrodek. Skutecznie i efektywnie gromadzimy wszelkie niezbędne informacje na temat naszych rywali. W czasie trwania mistrzostw będzie dla nas pracować dwóch trenerów obserwatorów, prawdopodobnie Andrzej Zamilski i Piotr Maranda. Niedługo zaczniemy skupiać się tylko na sprawach szkoleniowych.
- Plany kadry aż do wyjazdu na mistrzostwa świata są znane. Japonia, Rumunia i Estonia to rywale "biało-czerwonych". Czy jest Pan zadowolony z doboru rywali? Czy są oni wystarczająco silni, aby sprawdzić formę reprezentacji Polski?
- Rola tych sparingów jest jedna - musimy się dalej uczyć. Nie chodzi o zwycięstwa, lecz o naukę nowych wariantów gry, ustawień, nowych elementów. To, czym zaskakiwaliśmy rywali w eliminacjach, jest już zapewne doskonale rozpracowane przez naszych przeciwników i trudniące się tym zawodowo firmy, oferujące gotowe analizy gry każdego zespołu. Musimy przygotować co najmniej kilka nowych wariantów, które powinny pomóc nam w skutecznej walce w finałach MŚ. Nie ukrywam, że w kwietniu chciałem zagrać mecz z bardzo silnym przeciwnikiem. Okazało się, że najsilniejszym zespołem, z jakim mogliśmy zakontraktować mecz na ten termin, była Rumunia. Zmierzenie się z rywalem z najwyższej półki oznacza bardzo duże nakłady finansowe. Rewanż są nam winni Holendrzy, ale w kwietniu było to niemożliwe. Rumunia, ćwierćfinalista ostatnich mistrzostw Europy, to także bardzo trudny przeciwnik.
- W gronie 23 zawodników, jakich zabierze Pan na finały MŚ, musi być trzech bramkarzy. Reszta zależy od Pana uznania. Czy zastanawiał się Pan już jaki będzie podział pozostałych miejsc?
- W kadrze znajdzie się pięciu napastników. O dokładnym podziale miejsc dla obrońców i pomocników jeszcze nie myślałem. Ale są w naszym zespole zawodnicy bardzo uniwersalni, jak np. Marek Koźmiński, którzy z powodzeniem mogą zagrać na kilku pozycjach.
- Jak będą wyglądały ostatnie dni kadrowiczów przed początkiem finałów mistrzostw świata?
- Na 18 maja mamy zaplanowany mecz w Warszawie z Estonią. Wcześniej spędzimy pięć dni na zgrupowaniu w Niemczech, w ośrodku, w którym przygotowywaliśmy się do meczu z Walią. Do Korei polecimy 23 maja i na miejscu będziemy się sposobić do pierwszego spotkania.
- Udział w finałach mistrzostw świata zamknie pewien etap Pana pracy z reprezentacją Polski. Jaki wynik w tej imprezie Pana zadowoli?
- Chciałbym dokonać czegoś, czego jeszcze żaden polski trener nie dokonał. Marzy mi się oczywiście awans do finału, ale zdaję sobie sprawę, jak ciężko będzie to wywalczyć. Na to, co nas zadowoli, a z jakiego rezultatu nie będziemy się cieszyć, wpłynie wiele czynników. Mam na myśli przede wszystkim sytuację zdrowotną w zespole oraz dyspozycję w czasie finałów. Na tej podstawie będzie można weryfikować cele, jakie sobie postawimy.
- Jeszcze w tym roku rozpoczną się eliminacje mistrzostw Europy. Czy można mieć pewność, że polską reprezentację poprowadzi Jerzy Engel?
- Wszystko wskazuje na to, że tak. Jest wola obu stron, czyli Polskiego Związku Piłki Nożnej i moja, żeby współpraca była kontynuowana. Nie widzę przeszkód, by podpisać nowy kontrakt na prowadzenie reprezentacji Polski. Jestem bardzo zadowolony z tego co robię, ciągle sprawia mi to dużą przyjemność. Prowadzenie polskiej drużyny narodowej jest dla mnie wielką nobilitacją, a gdy dochodzą do tego jeszcze sukcesy, to wszystko wygląda bardzo miło i sympatycznie. Nie widzę powodu by zmieniać coś, co przynosi satysfakcję i wiele radości, chociaż nie ukrywam, że trener odnoszący sukcesy zawsze ma propozycje pracy.
- Pierwsze mecze eliminacji ME dopiero we wrześniu, ale już w najbliższy piątek odbędzie się losowanie grup. Z kim chciałby Pan zagrać w grupie?
- W pierwszym, najmocniejszym koszyku, są dwa zespoły, z którymi chciałbym zagrać. Pierwszy z nich to Szwecja, a drugi to Irlandia. Obydwa zdecydowanie są w zasięgu naszych możliwości. Ich styl gry bardzo nam odpowiada. Na temat rywali z pozostałych grup nie ma sensu się wypowiadać, skoro my jesteśmy losowani z drugiego koszyka. Jeśli chodzi o rywali, z którymi nie chciałbym się spotkać, to mogę wymienić jeden zespół. To nasz grupowy rywal z finałów mistrzostw świata - Portugalia.
- Czy mistrzostwa Europy, w których Polacy jeszcze nie grali, są dla Pana większym wyzwaniem niż mistrzostwa świata?
- To jest właśnie przykład sportowego i trenerskiego wyzwania - zrobić coś po raz pierwszy. To jest początek piłkarskiej legendy. Jeśli chodzi o mistrzostwa świata, to zawsze wszyscy będą je kojarzyć z Kazimierzem Górskim. Jeśli udałoby nam się po raz pierwszy w historii awansować do finałów mistrzostw Europy, byłoby to coś wspaniałego. Losowanie z drugiego koszyka na starcie stawia nas w korzystnej sytuacji. Trzeba tylko umieć to wykorzystać.
- Może przydałyby się nowe talizmany, które zapewnią reprezentacji Polski powodzenie?
- Przed eliminacjami mistrzostw świata córka przygotowała dla mnie i kapitana zespołu dwa miłe prezenty, który dobrze nam służyły przez ten okres. Nie ma więc potrzeby by coś w tej kwestii zmieniać, a może nawet nie wypada rozstawać się z rzeczami, które przyniosły nam szczęście i tyle radości.
Dziękujemy za rozmowę

Rozmawiał: -
Źródło: PAP
Data: poniedziałek, 21 stycznia 2002 r.
Dodał: -

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności