www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Relacja z meczu
Częstochowa, 6 września 2008 r., godz: 16:00
Raków Częstochowa
Raków Częstochowa
0:0
(0:0)
Pogoń Szczecin
Pogoń Szczecin

Pyskaty
Rogalski
Żebrowski
Kowalczyk
Pluta
Bukowiec
Foszmańczyk
Lenartowski
Gliński ( 53-Witczyk)
Bański ( 64-Sołtysik)
Zachara ( 71-Bielecki)


Wójcik
Szyszka
Tychowski
Skrzypek
Świniarek ( 56-Kołc )
Biliński
Woźniak
Posmyk ( 87-Sobczyński)
Chi-Fon
Ropiejko
Przewoźniak ( 77-Rydzak)

Sędziował:
Widzów: 1500
    Relacja z meczu

Pogoń znów zagrała dobre spotkanie, jednak po raz kolejny dała o sobie znać główna bolączka Portowców, czyli brak skuteczności. W Częstochowie była przewaga, były okazje strzeleckie, jednak zabrakło koncentracji i celności , dlatego mecz zakończył się remisem 0:0.
Początek pierwszej połowy to optyczna przewaga piłkarzy Rakowa. W 6 minucie mocny strzał oddał Bartosz Gliński, jednak Damian Wójcik zdołał wypiąstkować na piłkę. W odpowiedzi mniej groźni i niestety niecelnie uderzał Cezary Przewoźniak. W 15 minucie wyśmienitej okazji nie wykorzystał Mateusz Bukowiec, który nie zdołał przyłożyć nogi do zmierzającej wzdłuż linii bramkowej. Drugiej stuprocentowej okazji ponownie nie wykorzystał Gliński, który nie wykorzystał dobitki po strzale Piotra Bańskiego. Następne kolejne minut to wyrównanie gry, po których zaczęła się rysować przewaga Pogoni. W 33 minucie dobrą piłkę od Przewoźniaka otrzymał Ferdinand Chi-fon. Pierwszy strzał pomocnika Pogoni zablokował bramkarz, drugi obrońcy. Defensywa straciła jednak piłkę, do której dopadł Maciej Ropiejko, ale technicznym strzałem przeniósł piłkę nad poprzeczką. Chwilę później piłkę do Chi-fona posłał Mateusz Świniarek, niestety Ferdżi nie zdołał oddać strzału. W 37 minucie do bramki na 0: 1 zabrakło centymetrów. Dośrodkowywał Przewoźniak, głową uderzał Paweł Posmyk i piłka trafiła w poprzeczkę. Oblężenie Częstochowy trwało dalej, jednak w cudowny sposób pierwsza połowa zakończyła się remisem.
Druga połowa, chyba za sprawą upału, toczyła się w znacznie wolniejszym tempie. Przez pierwszy kwadrans warto odnotować tylko zmianę Mateusza Świniarka na Piotra Kołca. Jeszcze gorącej zrobiło się w 60 minucie, gdy sprzeczne decyzje sędziów doprowadziły do sprzeczki pomiędzy piłkarzami. Skandalicznie zachowali się przy tym kibice Rakowa, którzy rzucili butelką w Ferdinanda Chi-fona. Gdy wznowiono grę Pogoń przeważała jednak klarownych okazji nie było jak tak wiele jak przed przerwą i na boisku nie działa się nic ciekawego. Aż do 68 minuty kiedy to z rzutu wolnego dośrodkowywał w pole karne, gdzie szczupakiem uderzał Andrzej Tychowski, a Krzysztof Pyskaty intuicyjnie zdołał zablokować strzał. Kolejnych tak wyśmienitych okazji brakowało. Gra toczyła się w środku pola, nie brakowało emocji, ale celnych strzałów było jak na lekarstwo. W 77 minucie narzekającego na uraz Czarka Przewoźniaka zmienił Tomasz Rydzak.  10 minut później w oficjalnym spotkaniu zadebiutował Adrian Sobczyński, który zmienił Pawła Posmyka. Niestety kilka minut jakie pozostały do końca spotkania przyniosły, tylko faul na Chi-fonie, po którym zawodnik Pogoni nabawił się urazu.
Portowcy wywieźli z Częstochowy jeden punkt. Pozostał niedosyt, ale punkt zdobyty na wyjeździe także trzeba szanować. (źródło: PogonOnline.pl/Dariusz Śliwiński)

    Wypowiedzi pomeczowe

Mariusz Kuras, trener Pogoni: - Był to mecz niewykorzystanych sytuacji, bo myślę, że w pierwszej połowie zarówno my, jak i Raków mieliśmy dogodne sytuacje. Natomiast w drugiej części klarowniejsze sytuacje należały do nas. Jeżeli przed tym meczem patrzyło się na to jak Raków gra pod batutą trenera Ojrzyńskiego w ostatnich meczach liczyliśmy, że w Częstochowie będzie bardzo, bardzo ciężko i nie myśleliśmy, że będziemy mieli tyle klarownych sytuacji. W tej chwili to po prostu boli, bo można było ten mecz rozstrzygnąć na naszą korzyść i wygrać. Z drugiej strony patrząc na wyniki Rakowa, każdy punkt trzeba szanować i szukać kolejnych punktów wszędzie. Dziś zabrakło koncentracji i dokładności, żeby wygrać to spotkanie, bo w drugiej połowie byliśmy drużyną, która nabierała wiatru w żagle, ale skończyło się tylko i wyłącznie remisem. W życiu i sporcie nie zawsze bywa tak jak się chce. Cieszę się z jednego: przyjechaliśmy do Częstochowy i na pewno pokazaliśmy się z dobrej strony, chcieliśmy grać w piłkę. Trener Ojrzyński ma też zespół, który chce grać w piłkę i to na pewno był ten plus. Mimo, że wynik był bezbramkowy, to myślę, że kibicom mecz mógł się podobać.
Paweł Skrzypek, obrońca Pogoni: - Cieszę się, że mogłem tu przyjechać i zagrać na tym stadionie, gdzie zaczynała się moja wielka piłka na wysokim poziomie. Grze w Rakowie zawdzięczam także to, że trafiłem stąd do reprezentacji. Cieszę się, że tu przyjechałem, mogłem spotkać przyjaciół i znajomych. Zgadzam się z trenerem Kurasem, że był to mecz niewykorzystanych sytuacji. Nie wiadomo jakby to się skończyło, gdybyśmy pierwsi stracili bramki, bo Raków w pierwszej połowie miał dwie stuprocentowe sytuacje. Wracamy z jednym punktem, powiem, że tylko z jednym punktem, bo jest niedosyt.
Leszek Ojrzyński, trener Rakowa: - Ja muszę się cieszyć z przebiegu spotkania, że moja drużyna zdobyła ten jeden punkt, bo były te sytuacje, ale nasze nie były tak klarowne, jak miała Pogoń, której sytuacje były wręcz wyśmienite. Dobrze zachował się nasz bramkarz, a raz uratowała nas poprzeczka. Z tego trzeba się cieszyć. Kto wie jakby było gdybyśmy zdobyli tą bramkę na 1: 0, ale z przebiegu meczu mieliśmy za mało atutów. Byliśmy słabsi pod względem umiejętności piłkarskich, taktycznie również były duże braki – chłopcy gubili się na boisku, jakby zapomnieli to co ćwiczyliśmy, to co grali wcześniej. Do tego jeszcze problemy z wytrzymałością, bo pod tym względem też ustępowaliśmy drużynie Pogoni. Dlatego z tego punkty trzeba się jak najbardziej cieszyć. (źródło: PogonOnline.pl/Dariusz Śliwiński)


    Zapowiedź meczu

Swój trzeci mecz w tym tygodniu Portowcy rozegrają 570 kilometrów od domu. Ich dzisiejszym przeciwnikiem będzie Raków Częstochowa.

Zespół z Częstochowy nie może pochwalić się wieloma sukcesami. W roku 1967 drużyna awansowała do finału Pucharu Polski. W finale jednak przegrała po dogrywce z Wisłą Kraków 0:2. W 1985 roku juniorzy Rakowa wygrali ogólnopolską spartakiadę młodzieży. Częstochowianie w I lidze spędzili zaledwie cztery sezony, w latach 1994-1998, w 1996 roku na koniec sezonu zajmując 8. lokatę. W 1995 roku drużyna Rakowa awansowała do ćwierćfinału PP, w którym uległa warszawskiej Legii. W sezonie 1997/1998 czerwono-niebiescy byli bardzo bliscy powrotu do ekstraklasy, jednak w swojej grupie zajęli niepremiowane awansem 2. miejsce. W następnym sezonie było dużo gorzej. Zajęli 22. miejsce i pożegnali się z II ligą. W sezonie 2000/2001 Raków nie zdołał utrzymać się w III lidze. Na niższym szczeblu rozgrywek częstochowianie również nie radzili sobie dobrze. Na półmetku sezonu 2001/2002 zespół zajmował przedostatnie miejsce w tabeli. Runda wiosenna okazała się jednak odskocznią i drużyna zdołała wybić się na 8. lokatę. Niestety sprawy finansowo-organizacyjne nie wyglądały tak dobrze. Zlikwidowany został Zakład Remontowo-Budowlany, który miał zdobywać pieniądze na działalność statutową klubu, a jego długi dodatkowo obciążyły klub z Częstochowy. 19 lipca 2002 roku zapadła decyzja o zlikwidowaniu klubu. Nie oznaczało to jednak końca piłki nożnej w Częstochowie. Biorąc pod uwagę 80-letnią tradycję klubu założono nowe stowarzyszenie pod nazwą Klub Sportowy Raków, który już w sezonie 2002/2003 przejął organizację i finansowanie wszystkich drużyn, które dotychczas występowały jako RKS Raków. Do III ligi KS Raków powrócił w 2005 roku po pokonaniu w dwumeczu Koszarawy Żywiec. W poprzednim sezonie czerwono-niebiescy zajęli na koniec sezonu wysokie 2. miejsce, które jednak nie gwarantowało awansu. W tym roku radzą sobie zdecydowanie gorzej zajmując 15. miejsce z 8 punktami w 8. meczach. Warto jednak zauważyć, że w poprzedniej kolejce drużyna Rakowa pokonała w Tychach miejscowy GKS aż 4:0. Portowcy tydzień wcześniej na tamtym stadionie przegrali 1:2.

W szczecińskim środowisku piłkarskim panuje coraz większe zdenerwowanie, gdyż zawodnicy nie prezentują takiego poziomu, jakiego oczekiwano przed sezonem. Po szczęśliwym zwycięstwie w środowym meczu z Jarotą Jarocin kibice portowej jedenastki mają nadzieję na kolejną zdobycz punktową. Duma Pomorza zajmuje obecnie dopiero 9. miejsce w tabeli, tracąc do lidera aż dziewięć punktów i mając rozegrany jeden mecz mniej. Brak skuteczności pod bramką rywali to największa bolączka Portowców. Do tej pory szczecinianie tylko raz strzelili w meczu więcej niż jedną bramkę. W Częstochowie prawdopodobnie zabraknie Marka Kowala. Napastnik szczecińskiej jedenastki nie wystapił również w środowym spotkaniu, ponieważ odniósł kontuzję podczas spaceru z psem.
- Marka nie było w meczowej osiemnastce, ponieważ pojechał rowerem na spacer z psem i przywiązał sobie smycz do ręki… przewrócił się tak, że kolano ma jak „banie”.  Marek był w takiej dyspozycji, że na pewno mógł nam bardzo dużo pomóc, natomiast historia jak ze słabego filmu i Marka nie ma w składzie. – tak jego nieobecność w meczu z Jarotą tłumaczył trener Mariusz Kuras. Czy Portowcy zdołają przywieźć z Częstochowy komplet punktów?

Początek spotkania już o 16! (źródło: PogoOnLine.pl/Mikołaj Kuźniarski)


  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności