www.pogononline.pl www.pogononline.pl
top_3
top_2
 
Gryf
Felietony
Pogoń klasy B
Dla przeciętnego kibica sprawa jest wręcz szokująca. Klub, który jeszcze dwa lata temu zdobył wicemistrzostwo kraju, za dwa tygodnie może znaleźć się na samym dnie. A dokładnie w rozgrywkach klasy B. O Pogoni Szczecin i jej rychłym upadku mówi dziś futbolowa Polska. - Jeżeli nie dojdzie do podpisania umowy z miastem, z której jasno będzie wynikać, że SSA Pogoń jest wieloletnim dzierżawcą terenów wokół stadionu, to do końca stycznia ogłoszę upadłość spółki - takie wieści ogłosił kilka dni temu Les Gondor. Ogłoszenie upadłości to prawdziwa katastrofa. Koniec marzeń o rychłym powrocie do ekstraklasy.
Na stadionie praca wre.
W Szczecinie powoli oswajają się z tą myślą. Taksówkarz, gdy usłyszał: "Proszę na stadion Pogoni", tylko westchnął: - Został nam już tylko ten stadion, bo drużyny już nie ma. Rzeczywiście, obiekt piłkarski jest i, o dziwo, prowadzone są na nim inwestycje. Powstaje monumentalne zadaszenie, o którym do tej pory kibice w Szczecinie mogli pomarzyć. Pytanie, dla kogo? Być może niebawem Szczecin zasłynie z tego, że miejscowy B-klasowy klub będzie miał w tych rozgrywkach najlepszy piłkarski obiekt w kraju. Władze miasta będą miały się czym pochwalić przed następnymi wyborami samorządowymi.
- To specyficzne miasto, konglomerat różnych narodowości, kultur - opowiada prezes Rady Nadzorczej SSA Pogoń Szczecin, Piotr Werner. -Niestety ta mieszanka nie pozostawia złudzeń. Ludzie w Szczecinie kochają futbol, ale najlepiej robiony za cudze pieniądze. Proszę popatrzeć, mieliśmy takie zainteresowanie kibiców, a jednak żaden sponsor nie przyszedł choćby po to, by się reklamować na stadionie. Zostało tylko "Tico", ale to firma spoza Szczecina.
Pyta piłkarz prezesa.
Jednak nie tylko brak sponsorów i obiecanych działek sprawił, że szefowie klubu mają serdecznie dość zabawy w utrzymywanie klubu. - W lipcu zastaliśmy takie kominy płacowe, że ostatnie włosy na głowie stawały mi dęba, jak to zobaczyłem - dziwi się mocno łysiejący Werner. - Było tu paru takich graczy, którzy tylko za samo przejście się po klubowym korytarzu inkasowali trzydzieści tysięcy złoty miesięcznie, i to na rękę. Niech się nikt nie dziwi, że piłkarze mocno przeżyli, gdy zaczęliśmy robić z tym porządek. Po klubowych pokojach krąży taka histotyjka: przychodzi do prezesa Paweł Drumlak, "rozwala się" na krześle, jak w fotelu, i pyta: "To ile mi dajecie w nowym sezonie"? Prezes mu na to: "Dziesięć tysięcy"! A on tylko zaśmiał się i odpalił: "Tyle to ja mam tu za rogiem". I siedzi na ławie w Lubinie. Kibice zrobili wielką akcję przeciwko Wernerowi. - No bo, jak można wyrzucać dumę Pogoni z klubu! - padały złowrogie hasła. Obok Drumlaka poszło o Roberta Dymkowskiego, Bartosz Ławę i Macieja Kaczorowskiego. "Dymek" uważał się za czołowego napastnika w Polsce. - Zapytałem, ile taki gracz powinien w sezonie strzelić goli - kontynuuje Werner. - Nie za bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Tymczasem ten jeden z najlepszych - w jego opinii - napastników zdobył w jednej rundzie zaledwie jednego gola, w kolejnej - dwa. O czym więc mówimy? Nie chciał przyjąć naszych warunków. Poleciłem go do Widzewa. Po kilku tygodniach jeden z działaczy z Łodzi zadzwonił do mnie i błagał: "Weź go sobie z powrotem, choćby za darmo" - kończy Werner. O układach, w jakie wspomniani zawodnicy weszli z miejscowymi kibicami krążą po Szczecinie legendy. Niestety, niektórzy z "grajków" musieli potem salwować się ucieczką, gdy narobili długów w miejscowym kasynie. Bo jak nie szło, to na całej linii. Jesienią próżno było szukać tych piłkarzy na pierwszoligowych boiskach. Jeżeli już, to występowali sporadycznie.
Sielanka na trybunach
Kibice Pogoni robią wiele, żeby klub uratować. Na 20 stycznia zorganizowali nawet demonstrację przed Urzędem Miasta. To ci, którzy wierzą, że po podpisaniu umowy wszystko wróci do normy. Jednak obok kibiców, których interesuje tylko widowisko sportowe, zorganizowała się grupa interesu, która po przyjściu Gondora nagle zaczęła tracić swoje wpływy. Okazało się, że cała otoczka (gastronomia, gadżety, fajerwerki) była tworzona przez ściśle określone grono. Brali z klubu 7 tysięcy na jeden pokaz. Nigdy rachunku nie byli w stanie przedstawić. Doszło nawet do tego, że prawie 2 tysiące widzów wchodziło na mecze "na lewo". Dlatego nie bawiąc się w sprawdzanie kto tak naprawdę "kręcił lody", w odstawkę poszli wszyscy, którzy w jakikolwiek sposób byli związani z klubem. Od czołowych do tej pory działaczy z Andrzejem Sondejem i Leszkiem Pokorskim na czele przez trenerów drużyn juniorskich i trampkarzy aż do gospodarzy obiektu. Ostał się tylko jeden - kierownik drużyny, Jerzy Orłowski.
- Sytuacja jest chora. I nie dotyczy to tylko Pogoni, ale całego sportu w Polsce. Od futbolu odwracają się wszyscy. Państwo, które nie może się zdecydować na wybór dyscypliny, którą warto wspierać. Władze samorządowe tłumaczą się bzdurnym przepisem, że z publicznych wydatków nie można dotować profesjonalnego sportu. To znaczy, że to już nie jest sport? - pyta retorycznie prezes Gondor.
Nie ma już nic.
Jednak największe zło obecny właściciel Pogoni widzi w zwykłej ludzkiej zawiści. Według niego w Szczecinie funkcjonuje grupa zatwardziałych przeciwników piłki nożnej, czy też samej Pogoni. Robią bardzo wiele, by nie dopuścić do rozwoju futbolu w mieście. Według Gondora ich akcje są bardzo dobrze zorganizowane i przemyślane. - Niestety, nie mogę podać ich nazwisk, bo nie złapałem ich za rękę. Mam tylko wewnętrzne przekonanie, którzy to ludzie. Co nimi kieruje? Dwie rzeczy. Po pierwsze: nie mogą zdzierżyć, że komuś się udało. Po drugie: wydaje im się, że skoro są blisko władzy, to powinni coś z tego uszczknąć. A ja nie należę do ludzi, którzy godzą się na takie praktyki - zapewnia Gondor. Prezes w czasie rozmowy się rozkręca, w pewnym momencie nie wytrzymuje i podaje kolejny powód, dla którego ma już serdecznie dość działalności w futbolu. - Chciałem stworzyć klub na czystych zasadach. Najpierw finansowych, potem sportowych. Ale jak zaczęły do mnie docierać informacje na kilka dni przed meczem, że wynik już jest dawno załatwiony, to ręce mi opadły. - Tak najłatwiej postawić sprawę - tłumaczą się zawodnicy. - Jesteśmy tam na górze traktowani, jak najgorsi sprzedawczykowie. Tylko niech panowie prezesi zauważą, że w tym środowisku nikt głośno się nie chwali, jak coś kupi. Tych pomówień nawet nie warto komentować - kończą i czekają na 10 stycznia. Po tym terminie - według nich - będą mogli ubiegać się o karty, bo od października klub nie płaci zawodnikom żadnych pieniędzy. Być może w Pogoni wszyscy czekają tylko na pretekst, by się rozstać i zapomnieć o swoim istnieniu. Za kilka tygodni kierownik Orłowski zamknie bramę na amen i parafrazując słowa znanej piosenki powie: "I to by było na tyle. Jesteśmy wolni, nie ma już nic".

Autor: -
Data: piątek, 10 stycznia 2003 r., godz: 00:00
Źródło: Przegląd Sportowy



Brak komentarzy do tego artykułu. Może dodasz swój?



Komentarze służą do prezentacji opinii odwiedzających, którzy są w pełni odpowiedzialni za swoje wypowiedzi.
Serwis PogonOnLine.pl w żaden sposób nie odpowiada za opinie użytkowników.
Zastrzegamy sobie jednak prawo do usuwania, modyfikowania wybranych komentarzy.

  (p) 2000 - 2019   Gryf
© Pogoń On-Line
  Gryfdesign by: ruben 5px redakcja | współpraca | ochrona prywatności